[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Maria wzrusza ramionami.- To jest dobre dla twoich porów.RLT Oprócz Jeanette i jej matki towarzyszą nam dwie starsze panie, Shirl i Clara Louise, które przedwejściem do wody skręciły włosy w loczki i zapięły spinkami.Carla Louise puszcza w obieg swój bal-sam do ust.- Opowiedzcie nam o swoim życiu miłosnym, dziewczęta - mówi Gran.Można by pomyśleć, żew gorącej wodzie zrobi się senna, ale nie.- No właśnie - podchwytuje Clara Louise, przyklepując sobie włosy.- Tylko nie mówciegłupstw, że interesuje was wyłącznie kariera.- No więc.- zaczyna Maria.- Mam chłopaka, na imię mu Henry.- Czy to poważne? - pyta Jeanette.- Nie przerywaj - zwraca jej uwagę Gran.- Wyznaję pewną filozofię życiową, jeśli można to tak nazwać - ciągnie Maria.- Nie szukamnikogo na siłę.Nie zakochuję się w każdym, kto się nawinie, ale czasem ktoś zwraca moją uwagę.Henry ma swoje dobre strony.- Na przykład - mówi Jeanette.- Cóż, Henry jest osobą z gruntu pogodną, a niełatwo dziś kogoś takiego spotkać.I potrafi sięskupić.Kobiety kiwają głowami.Gran poklepuje Marię po ramieniu.Clara Louise znów wyjmuje swójbalsam do ust.- A jak seks?- No cóż, jak zapewne wiecie, seks jest rzeczą skomplikowaną w naszych czasach - mówi Mariaswoim głosem aptekarki.- Ale osobiście nie narzekam.Gran pochyla się do Marii.- Podoba mi się ten Henry.- Twoja kolej, Holly - zwraca się do mnie Jeanette.Mam ochotę udać, że woda mnie uśpiła, ale Gran z pewnością spryskałaby mnie bezlitośnie,żeby mnie obudzić.Jak się domyślam, Maria i ja jesteśmy atrakcją wieczoru, choć mogłyśmy wszyst-kie zostać przy telewizji i obejrzeć sobie trzeciorzędny film z Dudleyem Moore'em, nienaruszającyniczyjej prywatności.Maria przychodzi mi z pomocą.- Holly ma interesującego kolegę w pracy i byłego męża.- Wielkie dzięki - szepczę do niej.- Ooo.- zaciekawia się Clara Louise - co dwóch, to nie jeden.- Na czym stoisz z tym kolegą? - pyta Gran.- Rozwikłaj ten układ.Niezła rada, myślę.- Jest miły - mówię.RLT - To już dobrze - stwierdza Jeanette.- Proszę cię - wtrąca Gran.- Miły nic nie znaczy.Seksowny? Opiekuńczy? Muskularny?Zastanawiam się, czy któryś z tych przymiotników pasuje do Toma i czy chciałabym, żeby pa-sował.- Robi dobry sos z małży - dodaję po chwili.- Dobry sos z małży ma swoje zalety - oświadcza Shirl.Wszystkie kobiety potakują, nawet Ma-ria.Nawet ja.- A co z byłym mężem? - pyta Gran.To związek, którego staram się nie analizować, mimo protestów paru osób, jakie znam - Janie,mamy, Marii, terapeutki, do której chodziłam przez krótki okres i która kichała, ilekroć wspomniałammoją matkę.One wszystkie wypytują mnie o stosunki z Joshem, moim byłym mężem, już od dobrychparu lat.Kiedyś przyniósł mi róże, żeby uczcić rocznicę naszego rozwodu - całkiem serio pomylił ją zrocznicą ślubu i chyba zapomniał, że się rozwiedliśmy.Z jakichś powodów nie poczułam się urażona.Teraz doszło nowe zmartwienie w postaci naszych przygodnych nocowań u siebie.Jak to Maria nazy-wa, nastąpił  powrót małżeńskiego seksu".Coś w kąpieli mineralnej otwiera mój umysł i daje mi nowespojrzenie na sytuację.Może gorąca woda, a może jakiś składnik ropy naftowej.- Pobraliśmy się bardzo młodo - mówię.- Myślę, że po jakimś czasie oboje zatęskniliśmy zawolnością.A może tylko ja zatęskniłam.- Dziewczyna potrzebuje trochę swobody - wtrąca Shirl.- Ciii.- ucisza ją Gran.- Teraz spotykamy się czasem, bez presji deklarowania, czy to będzie trwało, czy nie.- Nadal się z nim spotykasz? - dziwi się Jeanette.- Nadal z nim śpisz? - pyta Gran.Odwraca się do Jeanette.- Nie ma sensu owijać w bawełnę.- Spaliśmy ze sobą dwa razy - przyznaję.- Znam go od tak dawna, rozumiecie?Myślę o tym, jak robiliśmy razem pranie w akademiku, uważając za bardzo seksowne to, że na-sze koszule przybierają jednocześnie ten sam poszarzały odcień.Pamiętam nasz skromny ślub i przyję-cie w ogrodzie mojej matki pod drzewem dereniowym, które zasadził ojciec.Janie nalegała, żebyśmyzrobili wesele w wielkiej gospodzie pod grzmiącym wodospadem, ale nawet mama uznała, że możebyć trochę za mokro.- Czy to ma przyszłość? - chce wiedzieć Jeanette.- Zawsze myślałam, że nie, ale może nie mam racji.A nuż coś z tego będzie.Nie rozmawiamy otym i nie wiem nawet, czy bym tego chciała.Ale kiedyś będziemy musieli porozmawiać.Zaczynam rozmyślać o konieczności przeprowadzenia z Joshem rozmowy  na serio" z rodzajutych, podczas których człowiek poci się jak mysz, omawiając najważniejsze sprawy życiowe.Nieprzepadam za poważnymi rozmowami - te kilka, które odbyłam z Joshem nic nie dały, tylko doprowa-RLT dziły nas w końcu do rozwodu, gdyż, no cóż, Josh to Josh i nie umiał się zmienić.Nie wiem, czy terazbyłby inny.Czy Josh potrafi być bardziej odpowiedzialny? Pamiętać o urodzinach mojej matki? Pa-miętać o moich urodzinach? I czy ma to naprawdę aż takie znaczenie, czy tylko daje mi poczucie, żesię ze mną nie liczy?- Nie muszę teraz się tym martwić - mówię im.- Dzielna dziewczyna - chwali mnie Gran.- Niezależna.- Dzielna dziewczyna - szepcze do mnie Maria, ale gromię ją wzrokiem.- Sama nie wiem.- odzywa się Shirl.- Gdybym kiedyś odważyła się zostawić mojego męża potrzydziestu siedmiu latach - myśli przez chwilę i zanurza się w ciepłej wodzie - to wątpię, abym chciałajeszcze kiedykolwiek go zobaczyć.Pogrążamy się wszystkie w zadumie.Po powrocie do pokoju sprawdzam w harmonogramie nasze zajęcia na następny dzień.O dzie-wiątej jest masaż, potem tak zwane lekkie śniadanie.Teraz już oczekuję co najmniej ciasteczek z ha-szem.Pózniej pływanie i sauna, z opcją zsynchronizowanych ćwiczeń aerobiku w wodzie.Już widzęGran na samym przodzie w jej jaskrawoczerwonym czepku kąpielowym. Chlor wyczynia dziwne rze-czy z niebieską farbą" powiedziała nam, nawiązując do swojej punkowej fryzury.Po południu mamySesję makijażu i czesania z Josephine.Maria nie może się doczekać, żeby poznać kogoś o imieniu Jo-sephine i poeksperymentować z cieniami do oczu.Wyznała mi też, że chce pokazać innym kobietomwłaściwy sposób tapirowania włosów.Zdziwiłam się, że jest jakiś właściwy sposób, na co odparła: Oczywiście.To nabyta umiejętność i można się jej nauczyć".Kładę się na łóżku na brzoskwiniowej narzucie.Mam wrażenie, że musi tu być odświeżacz po-wietrza o brzoskwiniowym zapachu, ale nie byłam w stanie go znalezć.Zamykam na chwilę oczy.Udaję, że leżę w brzoskwiniowej kąpieli o odpowiedniej temperaturze, i pozwalam myślom błądzić wbrzoskwiniowych przestworzach.To mi musi wystarczyć po naszej śmierdzącej kąpieli mineralnej.Zjakiegoś powodu przypominam sobie, że przywiozłam tu moją pocztę, którą pochwyciłam ze skrzynki,wychodząc z domu.Przerywam medytację i wyjmuję ją z torebki.Pośród licznych ulotek znajdujękartkę od mamy i liścik od ojca.Matka postanowiła skrócić swoją wyprawę afrykańską z planowanychpoprzednio czterech miesięcy do rozsądniejszych dwóch tygodni.Będzie w domu w następną środę.Nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jej decyzja, żeby wrócić wcześniej, jest oparta na logi-ce, czy na czymś mniej przyjemnym, jak ulewne deszcze.Kartka przedstawia dwa niesforne słoniątka,które dokazują w najlepsze, ku utrapieniu matki słonicy.Ciekawa jestem, czy mama chciała coś przezto powiedzieć.Wspomina, że nie dała się zjeść przez owady i jest z tego dumna.Liścik od ojca stanowi jeszcze większą zagadkę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum