[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Goście tłoczyli się w maleńkim mieszkaniu Psyche i wylewali przezkuchenne drzwi do ogródka.Powietrze było gęste od dymu z papierosów, ażeby być usłyszaną, Romy musiała przekrzykiwać gramofon i hałas rozmów.Jedzenie  chleb, ser i marynaty  ułożono na stole wspartym na kozłach.Byłyteż skrzynki piwa i jabłecznika, a puste butelki stawiano gdzie bądz napodłodze.Goście sprawiali wrażenie rozczochranych i niechlujnych; długiegrzywki dziewcząt spadały im na blade twarze i wchodziły do oczuobwiedzionych grubą czarną kredką.Przeciskając się między gośćmi ubranymiw dżinsy i powyciągane czarne swetry, Romy czuła się nie na miejscu.Wychwytywała w tłumie twarze znajomych z Soho i Fitzrovii oraz ludzi,których niejasno pamiętała jako członków kręgu Magnusa albo Jake'a.Psyche znalazła w kuchni.Dziewczyna rozerwała papier i aż zapiała zzachwytu nad kropkowanymi talerzykami. Mieliśmy się pobrać w urzędzie stanu cywilnego  wyjaśniła  alemama upiera się, żebyśmy wzięli ślub kościelny; nie mogłam odmówić,prawda? Byłaby taka rozczarowana, a poza tym kościół parafialny jest bardzoładny i wszystkie kuzynki stoją w kolejce, żeby zostać druhnami.Jak siępoliczy wszystkich krewnych, to jest ich prawie setka! Więc to chyba będzieduży ślub, chociaż wcale tego nie chcieliśmy.344RLT Romy spróbowała sobie wyobrazić, jak to jest mieć tylu braci, sióstr,ciotek i wujów, że na ślub trzeba zaprosić sto osób.Jej własna rodzina rozproszona, zle funkcjonująca albo uwięziona  liczyłaby mniej niż tuzin.Kogo zaprosiłaby na swój ślub? Dennisa, który piłby za dużo i obśliniałdruhny? Jema, który nie pamiętałby daty, godziny i adresu? Czy dla takichnielicznych, niepewnych gości warto byłoby ubierać się w biały atłas albootwierać szampana?Wyszła do ogródka.Ktoś włączył płytę Franka Sinatry i nadtrawniczkiem popłynęła wolna, jedwabista melodia.Romy poczuła się krucha,jakby była zrobiona z cienkiego, srebrzystego szkła używanego na bombkichoinkowe.Nie miała niczego, co pozostali obecni na zaręczynach uznawali zarzeczy oczywiste  wygodnego domu, kochającej rodziny, pieniędzy i miłości.Jej domem był hotel Trelawney, który utraci w ciągu kilku miesięcy, najwyżejroku.Straci też panią Plummer.Będzie musiała zapewnić sobie finansowebezpieczeństwo lub obyć się bez niego.Jej rozbita rodzina zbyt była zajętawłasnymi kłopotami, by zauważyć któryś z jej problemów.A jeśli chodzi omiłość.Jakakolwiek stała miłość zniknęła z jej życia, kiedy Romy miała osiemlat, zdmuchnięta jednym strzałem z dwururki.Od tego czasu dziewczynazadowalała się beztroskim uczuciem Jema, znużoną lojalnością matki oraz nawpół uformowaną namiętnością Toma, który widział w Romy tylko to, cochciał widzieć.Ktoś dotknął jej ramienia; odwróciła się, zobaczyła Caleba i poczułaogromną ulgę. Myślałam, że nie przyjdziesz.345RLT  Coś mnie zatrzymało.Przepraszam. Pocałował ją w policzek. Co uJema? Trochę przygnębiony.Chyba martwi się rozprawą.Popatrzyła na swego drinka.Po kilku niespokojnych pytaniach o Liz Jemprawie się do niej nie odzywał przez całą godzinę przeznaczoną naodwiedziny.Romy zaniepokoiła się rozpaczą, którą miał w oczach.Pamiętałasłowa matki:  Po śmieci Sama nie odzywał się." Teraz uświadomiła sobie, żejako siedmioletnie dziecko Jem przeszedł załamanie.Przerażała ją myśl, żemogłoby się to powtórzyć. Wyglądasz, jakbyś miała dosyć  powiedział Caleb i Romy skinęłagłową. Zawiez mnie do domu, dobrze, Calebie?  Nagle tłum zaczął ją nużyć.Była w stanie znieść tylko jego towarzystwo. Proszę cię, zawiez mnie dodomu.346RLT Rozdział 11Caleb rozpoczął pracę nad ogrodem Rolandów na początku roku.Wkwestii projektu Freddie dał mu wolną rękę, ale od czasu do czasu wspierał gokonstruktywną krytyką oraz wylewnymi propozycjami pomocy.Ogród miałzajmować duży teren i był to największy dotąd projekt Caleba; kiedy zobaczyłto miejsce po raz pierwszy, poczuł dreszcz podniecenia, a zaraz po nim ukłucielęku.Zastanawiał się, czy tak czuje się Jake, patrząc na czyste płótno.Towrażenie możliwości; świadomość, że stoi się w napięciu na szczycie góry,widząc przed sobą długą, rozgałęziającą się wyborami drogę.Człowiek manadzieję, że zaczyna coś, co będzie cudowne, magiczne.I boi się, że mógłby tocałkowicie zepsuć.Caleb jednak nie dał się ponieść nerwom i poświęcił sporo czasupierwszym rysunkom [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum