[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Oczekiwała godzień cały, a wieczorem idąc do siebie i dając polecenie, bymu powiedziano, że ją boli głowa, zdała się narozstrzygnięcie losu:  Jeśli mimo słów pokojowej przyjdziedo mnie, to oznacza, że mnie jeszcze kocha.Jeśli nie, tomowa o koniach rasowych.Początkowo znaku stopy żurawiej używano przykreśleniu drzewa genealogicznego.1085 wszystko skończone, a wtedy powezmę decyzję, co mamczynić!Wieczorem słyszała odgłos zatrzymującego się przeddomem powozu, dzwonek, kroki Wrońskiego i wymianę słówze służącą.Wziął to, co mu powiedziała, dosłownie, niepragnąc dowiedzieć się czegoś więcej, i poszedł do siebie.Awięc wszystko było skończone.Jasno, z całą wyrazistością, stanęła teraz przed nią śmierć,jedyny środek, zdolny wskrzesić w jego sercu miłość dla niej,karząc go jednocześnie, środek przesądzający jej triumf wwalce, którą władający jej sercem zły duch f pomiędzy nimirozpętał.Było już obojętne, czy pojadą do Wozdwiżenskiego, czynie, czy: Karenin da rozwód, czy go nie da; wszystko to byłojuż niepotrzebne.Jedno tylko pozostawało  ukarać go.Gdy nalała sobie zwykłą dozę opium i pomyślała, żewystarczyłoby wypić całą flaszeczkę, by umrzeć, wydało sięto jej takie łatwe i proste, że znów poczęła z rozkosząwyobrażać sobie, jak Wroński będzie się męczył, żałował jejutraty i kochał ją we wspomnieniu  gdy już będzie zapózno.Leżała z otwartymi oczyma w łóżku, wpatrzona przyblasku jedynej świecy w wymodelowany w gipsie gzymssufitu i w cień od parawanu, zakrywający jego część, iwyobrażała sobie z całą wyrazistością, co Wroński będzieczuł, gdy jej już nie będzie, gdy stanie się ona dla niego jużtylko wspomnieniem. Jak mogłem użyć wobec niej tychokrutnych słów?  powie sobie wtedy. Jak mogłem wyjśćz pokoju nie powiedziawszy jej dobrego słowa? A teraz jużjej nie ma& Odeszła od nas na zawsze.Jest tam&  Naglecień parawanu zakołysał się, zasłonił cały gzyms, cały sufit;inne cienie, zalegające po drugiej stronie, runęły mu naspotkanie; na jeden moment rozwiały się, lecz wnet napłynęły1086 z nowym rozpędem, zakołysały się, zlały i zapadła ciemność. Oto śmierć  pomyślała i ogarnął ją taki strach, że długonie mogła zrozumieć, gdzie się znajduje, ani znalezćdrżącymi rękoma zapałek, by zapalić nową świecę na miejscetej, która dopaliła się i zgasła. Nie, nie, raczej wszystko inneniż to! Chcę żyć, żyć! Kocham go przecież.Kocha mnie i on!Tak już nieraz bywało; to przejdzie  mówiła sobie cieszącsię z powrotu do życia i czując, jak łzy radości spływają pojej policzkach.I aby otrząsnąć się z przerażenia, zerwała się złóżka i szybko przeszła do jego gabinetu.Leżał tam pogrążony w głębokim śnie.Zbliżyła się itrzymając świecę tak, by blask padał na jego twarz, długo nańpatrzała.Teraz, w tym śnie, kochała go tak niewymownie, żenie mogła na jego widok pohamować łez rozrzewnienia;wiedziała jednak, że gdyby się obudził, wyczytałaby w jegowzroku chłód i pewność siebie i że nie mogłaby mu nic oswej miłości powiedzieć, zanimby mu nie dowiodła, jakciężko wobec niej zawinił.Wróciła do siebie nie budząc go ipo zażyciu drugiej dozy opium zapadła nad ranem w ciężkipółsen, podczas którego nie zatraciła właściwie świadomości.Rano nawiedziła ją i obudziła okropna zmora, którakilkakrotnie, jeszcze przed zbliżeniem z Wrońskim,powtarzała się w jej snach.Oto stary człowiek ze zwichrzonąbródką coś majstrował, pochylony nad jakimś żelastwem,wymawiając przy tym raz po raz bezsensowne francuskiewyrazy.Jak zawsze w tym śnie (i na tym właśnie polegałacała jego okropność) Anna miała świadomość, że ówczłeczyna nie zwraca zupełnie na nią uwagi, tylko cośstraszliwego w tym żelastwie nad nią wykonuje.Zbudziła się,oblana zimnym potem.Gdy wstała z łóżka, dzień poprzedni przypomniał się jejjak przez mgłę:1087  Pokłóciliśmy się.Było tak, jak już nieraz bywało.Powiedziałam, że mnie boli głowa, wobec czego nie wszedłdo mnie.Jutro wyjeżdżamy; muszę go widzieć i przygotowaćsię do wyjazdu  myślała.Dowiedziawszy się, że Wrońskijest u siebie, poszła do gabinetu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum