[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Młoda kobieta musiała akurat robić pranie,bo ubrana była w fartuch, rękawy miała podwinięte do łokci, a obie ręce pokryte mydlaną pianą.Gdyby miała czas, aby przebrać się w swój najlepszy strój (jej najlepszy kapelusz zdobiła cała masasztucznych czereśni), wyglądałaby okropnie, a tak sprawiała bardzo miłe wra\enie.Oczywiście była pewna, \e śni.Dlatego nie podbiegła od razu do swojego mę\a i nie zapytała, cosię, na miłość boską, z nimi dzieje.Ale kiedy spojrzała na Lwa, nie była ju\ tak bardzo pewna, \e tosen; z jakiegoś powodu nie sprawiała jednak wra\enia osoby, która się boi.Dygnęła z wdziękiem,jak to wcią\ jeszcze w naszych czasach potrafią robić niektóre wiejskie dziewczęta, a potempodeszła do doro\karza, wsunęła dłoń do jego dłoni i stała, rozglądając się dokoła z pewnymonieśmieleniem. Moje dzieci  rzekł Aslan, wpatrując się w nich oboje  to wy macie być pierwszym królem ipierwszą królową Narnii.Doro\karz otworzył usta ze zdumienia, a jego \ona poczerwieniała. Będziecie rządzić tymi wszystkimi stworzeniami.Będziecie czuwać, by panowałasprawiedliwość.Będziecie je ochraniać przed wrogami.A wrogowie się pojawią, bo w tym świeciejest zła Czarownica.Doro\karz przełknął z trudem ślinę dwa lub trzy razy, a potem odchrząknął. Racz mi wybaczyć, panie  rzekł. Dzięki ci stokrotne za ten zaszczyt, w imieniu moim i mo-jej połowicy, ale nie jestem z tych gości, co pasują do takiej roboty.Prawdę mówiąc, nie mamnawet odpowiedniej szkoły, ot co. Szkoły  powtórzył Aslan. A czy potrafisz posługiwać się łopatą i pługiem? Czy potrafiszuprawiać ziemię? O tak, panie, na tym to się trochę znam, w końcu wychowałem się na wsi. Czy potrafisz rządzić tymi stworzeniami sprawiedliwie i łagodnie, pamiętając, \e nie sąniewolnikami, jak nieme istoty w świecie, w którym się urodziłeś, lecz mówiącymi zwierzętami iwolnymi poddanymi? Rozumiem, o co ci chodzi, panie.Mógłbym spróbować, a zrobię to rzetelnie. Czy tak wychowasz swoje dzieci i wnuki, by czyniły to samo? Będę się starał jak najlepiej, panie.No co, popróbujemy, Helenko? I czy nie będziesz obdarzał szczególnymi względami jakichś wybrańców spośród swoich dziecilub spośród innych stworzeń? Czy nie będziesz pozwalał, by inni nadu\ywali swojej władzy i wykorzystywali słabszych? O, co to, to nie, nigdy nie znosiłem czegoś takiego, mówię szczerze.I nikomu na to nie pozwolę,taki ju\ jestem. (W ciągu całej tej rozmowy jego głos stopniowo się zmieniał: teraz mówiłwolniej, a intonację miał bogatszą.Jego wymowa bardziej przypominała łagodny głos wiejskiegochłopaka ni\ ostrą, szybką mowę woznicy z przedmieścia). A jeśli powstaną przeciw twemu państwu wrogowie i będzie wojna, czy będziesz pierwszy wataku i ostatni w odwrocie? No có\, panie  odparł doro\karz  nigdy się tego do końca nie wie, dopóki się nie popróbuje.Nie śmiałbym przysiąc, \e nigdy mnie strach nie obleci.Nigdy nie walczyłem, chyba \e na pięści.Mógłbym spróbować.to znaczy \ywię nadzieję, \e chybabym się starał jak najlepiej. A więc  rzekł Aslan  uczynisz to wszystko, co do króla nale\y.Koronacja odbędzie się nie-bawem.A ty, i twoje dzieci, i twoje wnuki będziecie błogosławieni: niektóre będą królami Narnii,inne królami Archenlandii, która le\y tam, za Południowymi Górami.A teraz ty, córeczko zwrócił się do Poli. Witaj w Narnii! Czy przebaczyłaś ju\ chłopcu to, co ci zrobił w SaliPosągów, w opuszczonym pałacu przeklętego Charnu? Tak, Aslanie, ju\ się pogodziliśmy. To dobrze.A teraz zajmiemy się samym chłopcem.Rozdział12 PRZYGODA TRUSKAWKADlGORY STAA NIERUCHOMO z mocno zaciśniętymi ustami i z ka\dą chwilą czul się corazgorzej.Miał tylko nadzieję, \e bez względu na to, co się stanie, nie rozpłacze się ani się nieośmieszy. Synu Adama  rzekł Aslan. Czy jesteś gotów naprawić zło, jakie uczyniłeś mojejumiłowanej Narnii w samym dniu jej narodzin? Nie bardzo wiem, co mógłbym teraz zrobić  odpowiedział Digory. Przecie\ królowa uciek-ła i. Zapytałem, czy jesteś gotowy  przerwał mu Lew. Tak  odrzekł Digory.Przez chwilę miał dziki pomysł, aby powiedzieć:  Spróbuję ci pomóc,jeśli obiecasz pomóc mojej mamie , ale w porę zdał sobie sprawę, \e Lew z całą pewnością nienale\y do osób, z którymi mo\na próbować targów.Ale kiedy powiedział  tak , pomyślał o matce,o tym, \e jego wielkie nadzieje rozwiewają się oto jak sen.Poczuł, \e coś przeszkadza mu w gardle,a potem łzy stanęły mu w oczach i nagle wyrzucił z siebie: Ale.błagam cię.czy nie mógłbyś.czy nie mo\esz dać mi czegoś, co uzdrowiłoby mojąmamę?  Do tej chwili wpatrywał się w jedną z wielkich przednich łap Lwa, zakończonąpotę\nymi pazurami; teraz, w rozpaczy, podniósł głowę i spojrzał mu prosto w twarz.To, cozobaczył, zaskoczyło go tak, jak chyba jeszcze nic w całym jego \yciu.Bo oto złotobrązowa twarznachyliła się ku niemu i (dziw nad dziwy) w wielkich oczach pojawiły się błyszczące łzy.Te łzybyły tak du\e i tak błyszczące, \e nie mógł się oprzeć myśli, i\ Lew jeszcze bardziej \ałuje jegomatki ni\ on sam. Mój synu, mój synu  powiedział Aslan. Wiem.Zawiedzione nadzieje rodzą wielki ból.W tym kraju tylko ty i ja o tym wiemy.Bądzmy dla siebie dobrzy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum