[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Odkryliśmy to nawiedzenie.- Co za nawiedzenie? - zapytała Camilla.- Zrozumieliśmy, że to, co można nazwać Brytanią, jest wciąż nawiedzane przez coś, co możnanazwać Logresem.Czy nie zauważyliście, że na tej wyspie są jakby dwa kraje? Po każdym Arturzenadchodzi Mordred, za każdym Miltonem stoi Cromwell.Naród poetów, naród sklepikarzy,ojczyzna Sidneya.i ojczyzna Cecila Rhodesa.Czy można się dziwić, że nazywają nashipokrytami? Ale to, co uznano za hipokryzję, jest naprawdę walką między Logresem i Brytanią.Przerwał i upił nieco wina z kieliszka.- Pózniej - mówił dalej - w jakiś czas po tym, jak Przewodniczący wrócił z Trzeciej Strefy,dowiedzieliśmy się nieco więcej.Okazało się, że nawiedzano nas nie tylko spoza owej niewidzialnej bariery.Ransom został wezwany do Cumberlandu, do łoża śmierci pewnego starca.Pominę jego nazwisko, bo i tak nic by wam nie powiedziało.Ważne jest to, iż był on Pendragonem,następcą Artura, Utera i Cassibelauna.Wtedy dowiedzieliśmy się prawdy.Przez te wszystkie lata wsamym sercu Anglii wciąż istniało tajemnicze Logres: nieprzerwana sukcesja Pendragonów.Tenstarzec był siedemdziesiątym ósmym następcą Artura.Nasz Przewodniczą cy przejął z jego rąkurząd i błogosławieństwo.Jutro albo jeszcze tej nocy poznamy osiemdziesiątego sukcesora.Niektórzy Pendragonowie byli osobami dobrze znanymi z historii, oczywiście nie pod tymimieniem.O innych nikt nigdy nie słyszał.Ale w każdej epoce właśnie oni, wraz z owym maleńkimLogresem, jak zawsze gromadzili wokół siebie, dawali impuls, czasem ledwo wyczuwalny,niezbędny do obudzenia Anglii z pijanego snu lub zapobieżenia ostatecznej hańbie, do jakiej kusiłają Brytania.- Tej waszej nowej historii - przerwał mu MacPhee - trochę brakuje dokumentów.- Jest ich wiele - odparł Dimble z uśmiechem.- Nie znasz języka, w którym są napisane.Kiedyhistoria ostatnich kilku miesięcy będzie zapisana w twoim języku, wydrukowana i nauczana wszkołach, nie będzie w niej wzmianki o tobie ani o mnie, o Merlinie, Pendragonie i planetach.Ajednak właśnie w ciągu tych miesięcy Brytania zagroziła śmiertelnie Logresowi, a zwyciężonazostała naprawdę w ostatniej chwili.- No cóż - mruknął MacPhee - może to i dobrze, że w tej historii nie pojawią się naszenazwiska.Będę głęboko zobowiązany, jeśli ktoś mi wyjaśni, czego tu dokonaliśmy, oczywiściepoza tuczeniem prosiąt i hodowaniem bardzo mizernych warzyw.- Zrobiłeś to, czego od ciebie zażądano - odezwał się Przewodniczący.- Byłeś posłuszny iczekałeś.Tak będzie często się działo.Jak powiedział jeden ze współczesnych autorów, ołtarz trzeba często budować w jednymmiejscu, aby ogień z niebios mógł spaść gdzie indziej.[Charles Williams w He Comt Down frontHeaven (1938), rozdz.2.] Nie wyciągaj jednak zbyt szybko wniosków.Zanim minie miesiąc,możesz jeszcze mieć wiele do roboty.Brytania przegrała bitwę, ale na pewno się odrodzi.- A na razie mamy Anglię, tak? - zapytała Mama Dimble.- I miotamy się wciąż międzyLogresem a Brytanią?- Tak - odpowiedział jej mąż.- Czy tego nie czujesz? To jest właśnie tożsamość Anglii.Jeślimamy oślą głowę, to dzięki wyprawie do zaczarowanego lasu.Usłyszeliśmy coś lepszego niż to, naco nas stać, ale nie potrafimy całkiem zapomnieć.Czy nie dostrzegasz tego we wszystkim, coangielskie.jakiegoś niezdarnego wdzięku, jakiejś prostackiej, komicznej niedoskonałości, czegoś,co wciąż domaga się uzupełnienia? Jaką słuszność miał Sam Weller, gdy nazwał pana Pickwickaaniołem w kamaszach! Tu wszystko jest albo lepsze, albo gorsze od.- Dimble! - przerwał mu Ransom.Dimble, w którego głosie dało się odczuć roznamiętnienie, zamilkł i spojrzał na niego.Zawahałsię i chyba zaczerwienił (tak przynajmniej wydawało się Jane), zanim przemówił ponownie.- Ma pan rację - powiedział z uśmiechem.- Zapomniałem o tym, o czym mi pan radził zawszepamiętać.To nawiedzenie nie jest naszą specjalnością.Anglia nie jest jakoś specjalnieuprzywilejowana pod tym względem, nie ma mowy o jakimś nonsensownym narodzie wybranym.Mówimy o Logresie, bo mówimy o tym, co nawiedza nasz dom, o tym, co sami znamy.- To wszystko - odezwał się MacPhee - wydaje mi się bardzo okrężnym sposobemstwierdzenia, iż wszędzie istnieją ludzie dobrzy i zli.- Wcale nie mówię o tym - odparł Dimble.- Widzi pan, MacPhee, jeśli ktoś myśli po prostu odobroci, abstrakcyjnie, to wkrótce dojdzie do fatalnej idei standaryzacji: jakiegoś wymyślonego,wspólnego wszystkim rodzaju życia, do którego powinny dążyć wszystkie narody.Oczywiście są pewne uniwersalne zasady, którym musi podlegać każde dobro.Ale to tylko gramatyka cnoty.Tojeszcze nie wszystko.Bóg nie stwarza dwu jednakowych zdzbeł trawy, a co dopiero dwujednakowych świętych, dwóch narodów, dwóch aniołów.Uzdrowienie Tellusa zależy odrozniecenia tej jednej małej iskierki, od wcielenia tego ducha, który wciąż żyje w każdymprawdziwym narodzie, i w każdym jest inny.Kiedy Logres naprawdę zapanuje nad Brytanią, kiedybogini rozumu, boska jasność, naprawdę zasiądzie na tronie Francji, kiedy niebiański porządekbędzie naprawdę przestrzegany w Chinach, wtedy, dopiero wtedy nastanie wiosna.Tymczasemjednak zajmijmy się naszym Logresem.Zmusiliśmy Brytanię do odwrotu, ale któż wie na jakdługo? Edgestow nigdy już nie podzwignie się z ruiny, jaką stało się tej nocy.Będą jednak innetakie miejsca.- Chciałabym zapytać o Edgestow - odezwała się Mama Dimble.- Czy Merlin i eldile niezałatwili tego trochę.no, powiedzmy.zbyt hurtowo? Czy całe Edgestow zasługiwało na zagładę?- Kogo pani żałuje? - zapytał MacPhee.- Tej skorumpowanej rady miejskiej, której członkowiesprzedaliby własne żony i córki, byleby tylko sprowadzić NIBS do Edgestow?- Cóż, o nich wiem niewiele.Ale był uniwersytet.No, nawet samo Bracton College.Tak,wszyscy wiemy, że to było okropne kolegium.Ale czy oni naprawdę wyrządzali tak wielkieszkody tymi swoimi denerwującymi, lecz w końcu drobnymi intrygami? Czy to wszystkonie byłobardziej głupie niż złe?- No tak - zakpił MacPhee.- Oni się tylko bawili.Kocięta, którym pozwolono udawać tygrysy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum