[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Szli za nim zwartą grupą, łomocząc butami.Zamiesza-nie wyrwało Daitcha z otępienia.Na chwilę jego oczy napełniły się stra-chem.Potem dostrzegł Chamberlaina i uśmiechnął się. Nie wiem, gdzie Grandzau ukryłby Hammonda, bo to zawsze jawybierałem kryjówki, a tym razem przygotował ją ktoś inny.Jeśli jestsprytny, wybierze  ruchomą kryjówkę.Nie taką głupią pułapkę jak tamoja  pogardliwym machnięciem ręki wskazał pokój.Aarschot dał znak swoim ludziom, którzy natychmiast otoczyli fotelDaitcha. Cofnąć się  wrzasnął Belg, wlepiając w Chamberlaina pałająceoczy.Amerykanin zaprzątnięty był własnymi myślami. Dlaczego Grandzau miałby upozorować własną śmierć i porwaćHammonda?  zapytał Daitcha, kiedy policja chwyciła siedzącego męż-czyznę. Nie dla pieniędzy  uśmiechnął się szaleniec, szamocząc się z po-licjantami, by pozostać w fotelu.Desperacko trzymał się oparć. Niedla pieniędzy.Z powodu tego, co lubi  sekretu.Chamberlain potrząsnął głową.Dwóch policjantów odsunęło go nabok i pospieszyło z pomocą pozostałym.Zaczęli odginać palce Daitcha,jeden po drugim.93  Ależ on nie robi z tego ta.Nie ruszajcie go!Pokój eksplodował białym płomieniem.W ostatniej chwili przedutratą przytomności, kiedy płomień ściemniał, Chamberlain pomyślał,że wybuch wcale nie był bezgłośny.Eksplozja ostatniego ładunku Dai-tcha była najgłośniejszym dzwiękiem, jaki Amerykanin kiedykolwieksłyszał. Rozdział dziesiątyLady Janet nie była zaskoczona widząc, jak dom Daitcha eksplodo-wał, kiedy wkroczyła doń policja.Podczas długiego oblężenia, jedynymnie przewidzianym przez nią wydarzeniem było to, że Amerykanin, któ-ry wszedł do domu pierwszy, wrócił żywy, by dać policjantom znak.Wkońcu jednak wszystko zakończyło się, oczywiście, według scenariuszaDaitcha.Zziębnięta i zmęczona Angielka wycofała się spomiędzy migającychświateł i klaksonów karetek pogotowia.Wróciła tą samą trasą do cen-trum Brukseli i zatrzymała się na dworcu kolejowym, rozważając, dokądsię teraz udać.Może do Amsterdamu albo do Paryża, by w tamtejszympodziemnym światku poszukać informacji o mężczyznie w czerni.Jednoi drugie wymagało czasu, a tego miała niewiele.Przed domem Daitcha zorientowała się, że nie tylko ona poluje natego człowieka.Zcigali go także inni.Pewien oficer Interpolu próbowałzaprosić ją na kolację.Rozpoznała też zabitego ładunkiem Rosjanina,zanim policja zabrała jego ciało  człowiek KGB z Amsterdamu, przedlaty na własną rękę handlował trochę narkotykami, dopóki Chińczycynie przejęli tego rynku.Potem zjawił się ten Amerykanin, który zigno-rował brukselską policję i przeżył w pełnym pułapek domu Daitcha dłu-żej niż powinien.Takie lekceważenie lokalnych władz było zawsze zna-kiem firmowym CIA.95 Kobieta siedziała przy pustym barze, pochylona nad filiżanką kawy izastanawiała się, co mogło interesować zarówno wszystkie te instytucjejak i mężczyznę w czerni, kiedy nagle stanęły jej przed oczami prasowenagłówki, które kątem oka rejestrowała przez cały dzień. Porwanie Charlesa HammondaPendragon.Licytacja, o której mówił telegram.Pośrednik musiałbyć Pendragonem.Ale nie został nikt, kto mógłby używać kodu Malo-ry ego, nikt oprócz niej.Fleming  Pellinore zmarł tego ranka, Daitch Lionel zginął wieczorem.Lady Janet  Ginewra była sama w Nicei.Grandzau.Nie było żadnego powodu, żeby posługiwać się kodem, aobecnie kryptonimy nie są już tajemnicą.Teraz są to właściwie wizy-tówki.Identyfikacja.Nagle poruszyła się, położyła pieniądze na kontuarze, zarzuciła torbęna ramię, starając się zająć czymś umysł, żeby zablokować szalone my-śli.Kupiła bilet do Paryża.Dopiero w pociągu  kiedy zaaplikowałasobie następny zastrzyk i przespała w pustym przedziale, jak zabita, trzygodziny  pozwoliła sobie wrócić myślami do Grandzaua. Gdzie jest Grandzau?  pytał mężczyzna, który ją bił.Nie  Gdziejest Fleming? Wiedział, gdzie znajdzie Fleminga i Daitcha.Tak samo,jak wiedział, gdzie ją znalezć.Pytał jednak o Grandzaua  nawet nie oLancelota [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

php") ?>