[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I te fiołkowe oczy zwę\ające się, gdy na nią patrzył, tenprzeszywający wzrok.Fiołkowe oczy! Coś takiego.Ranulf poczuł, \e znowu ogarnia go złość, \e jego gniew skupia się na władczyniClydon - jeśli naprawdę nią była.Myślał, \e stoi przed nim mę\czyzna, mały, bo mały, alemę\czyzna.Któ\ pomyślałby inaczej, skoro miała na sobie luzną, sięgającą kolan kolczugę zmetalowej siatki, kołnierz kolczy szczelnie okrywający szyję oraz hełm, spod którego wyglądał maleńki owal twarzy.Hełm zakrywał nawet brodę i brwi.Rękawy i dłonie miała utytłane w zakrzepłej krwi.Owszem, miecza nie nosiła, ale wziąć ją za niewiastę? Nie, przenigdy.Mo\e tylko tengłos, miękki i melodyjny, lecz Ranulf usłyszał go zbyt pózno i zdą\ył zrobić z siebie głupca.Nie ugłaskała go nawet reakcja, jaką obserwował u większości niewiast, które widziały go poraz pierwszy, a to z tego prostego powodu, \e jego widok nie wywarł na Reinie najmniejszegowra\enia.Ot, mo\e była lekko zaskoczona.W jej du\ych niebieskich oczach, bladych niczymporanne niebo, nie dostrzegł ani podziwu, ani fascynacji.Bez cienia strachu - mo\e zodrobiną ciekawości, ale to wszystko - patrzyła mu prosto w twarz.- Dziękuję - rzekła.- Nie, to ja muszę prosić panią o wybaczenie.- " Któ\ to powiedział? Czy\by on?Niemo\liwe, przecie\ pragnął tylko jednego: zerwać jej z głowy ten kolczy hełm i sprawdzić,czy ma do czynienia z dziewczyną czy z niewiastą.Nie znosił uczucia niepewności.I wtedy zadziwiła go, biorąc na siebie całą winę za jego błąd, podczas gdy miała pełneprawo solidnie go zbesztać.- Nie, panie, to ja winnam prosić cię o wybaczenie za owo nieszczęsne powitanie izamieszanie, do którego dopuściłam.Pragnęłam się pierwej przebrać, lecz Aubert doniósł mi,\e się niecierpliwisz, \e chcesz jak najrychlej sprawdzić, czym bezpieczna.Ciemnowłosy mę\czyzna stojący obok złocistowłosego olbrzyma wybuchnąłśmiechem.- W rzeczy samej byłaś bezpieczna, pani, nim stanęłaś przed obliczem megoprzyjaciela.Pozwól, \e przedstawię ci tego zasmuconego osiłka, który, o czym pragnę cięszczerze zapewnić, czuje się bardzo głupio: Ranulf Fitz Hugh, a to nasz młody druh, Searle zTotnes.- A pan, panie rycerzu?- Walter de Breaute, do usług.Skinęła głową ka\demu z nich z nadzieją, \e olbrzym coś powie.Niestety, niepowiedział nic, tylko przeszył Waltera de Breaute ponurym wzrokiem za to, \e tak lekkopotraktował jego \enującą wpadkę.Podali swoje nazwiska, lecz Rema uświadomiła sobie, \e dotąd nie powiedzieli, kimnaprawdę są.Mimo to musiała powitać ich zgodnie z obyczajem.- Jestem Reina de Champeney i.witam panów w Clydon.jak widzicie, przybyliście wsamą porę.Walter szybko uprzedził dalsze podziękowania.- " Jak długo byliście pod oblę\eniem? - Nie było \adnego oblę\enia.Zaatakowali nas o świ-taniu zaraz po tym, jak ichczłowiek, którego nieopatrznie przenocowałam w zamku, otworzył zewnętrzną bramę.- I wyszłaś, pani, na mury, by stawić im czoło? Olbrzym odezwał się znowu i w jegogłosie zabrzmiała tak wielka pogarda, \e Reina wolałaby, by monstrum trzymało język zazębami.- Nie, nie po to, by walczyć, panie.Mojego dowódcę, Sir Williama, zło\yła choroba,więc tylko ja byłam w stanie pokierować obroną zamku.- Wysłałaś, pani, po pomoc?- Nie stało nam czasu - odrzekła bez namysłu Reina i pobladła, zdawszy sobie sprawę,\e postąpiła jak ostatni głupiec: udzieliła odpowiedzi, nie znając prawdziwego powodu ichniespodziewanej wizyty w Clydon.Owszem, uratowali ją ze szponów diabła, lecz skąd pewność, \e złotowłosy gigant ijego zbrojni nie są od diabła gorsi? W dodatku mogłaby przysiąc, \e usłyszawszy jejodpowiedz, wyraznie się odprę\ył i przestał zaciskać usta, jakby mu ul\yło.- Nie macie tu \adnych.?- Nie powiedzieliście jeszcze, co was sprowadza do Clydon, moi panowie - przerwałamu Reina.- Przybywamy w imieniu twego pana.Teraz z kolei ona poczuła ulgę, i to wielką.A więc przyje\d\ają od Guya z Shefford -wielkolud powiadomił ją o tym dziwnymi słowy, lecz i dziwny był z niego mę\czyzna.Bezwątpienia kazano im dostarczyć list od hrabiowskiego kasztelana, poniewa\ w swoimostatnim piśmie nie powiadomiła go o dacie ślubu.Lecz odpisać mu będzie mogła dopiero wprzyszłym tygodniu, gdy do Clydon zjedzie John de Lascelles, by ostatecznie zdecydować,czy pojmie ją za \onę czy nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum