[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Znajdę cię.- Złożył nóżki motocykla, odwrócił maszynę i podprowadził bliżejDiamonda.- Przyjacielu, mieszkałem w Bath dłużej niż ty.Znam boczne uliczki i zaułki.Nikt nieznajdzie panny Kudłatej, zanim nie wykonasz zadania.- Schylił się i podniósł kask.- Do roboty!Włączył silnik, włożył kask na głowę i odjechał w stronę Bath.Rozdział 7ANI JEDNA z GRUBYCH RYB PRZY MANVERS STREET nie okazała nawet cieniawdzięczności.-Dowiedział się pan czegokolwiek o mojej córce? - zapytał Tott, dając wyraznie do zrozumienia, żenie widzi potrzeby, by prosić Dia-monda o współpracę.Przespał się kilka godzin i znów byłszukającym dziury w całym przełożonym.- Wydawało mi się, że do tego sprowadza się to zadanie.-A mnie się wydawało, że chodziło o poznanie żądań Mountjoya -odparł Diamond.Natychmiast włączył się Farr-Jones.-Te żądania w ogóle mnie nie obchodzą.- Mówił, jakby to Diamond zgłaszał jakieś paskudneżądania.- Facet został sprawiedliwie osądzony.Nie możemy obalać werdyktu, tylko dlatego że nie podoba mu się w więzieniu.Komendant Warrilow, szycha z Hampshire, dorzucił trzy grosze. -Straciliśmy fantastyczną okazję.Diamond nie powiedział nam nic poza tym, że Mountjoy jest teraz wposiadaniu motocykla.-I kombinezonu - dorzucił John Wigfull z końca pokoju, żeby nie stracić szansy na zademonstrowanieswojej spostrzegawczości.-Skąd miałkombinezon?-Jeśli udało mu się wydostać z Albany - odparł opryskliwie Farr--Jones - z pewnością potrafi zwędzić motocykl i skórę.Parszywe małe Hitlerki, co do jednego, pomyślał Diamond.Jak w dzisiejszych czasach podejmujesię decyzje? Może na rozkaz gorszych Hitlerów, takich jak ja.Warrilow dogadywał dalej.-Jeśli prasa dowie się o tej sprawie, będą mieli swój wielki dzień.Podał nam się jak na talerzu, a my pozwoliliśmy mu odejść.Stereotypowym narzekaniom nie było końca, ani jeden promy-czek nie rozświetlał mroku.Toodpowiadało Diamondowi.Podczas długiej wędrówki znad brodu do Lansdown Road (gdzie złapałokazję - kierowcą był student, miła odmiana) obmyślił strategię.Znał psychologię naradpolicyjnych.Farr-Jones i jego poplecznicy przez jakiś czas będą rozpaczali.Muszą wpaść wkompletną desperację, żeby zgodzić się na jego warunki.Na razie niczego im nie proponował.W końcu Warrilow uderzył w nieco bardziej optymistyczną nutę, kreśląc plan schwytania zbiega.Rutynowa sprawa: sprawdzanie samochodów na drogach, kampania plakatowa, przeszukiwanienieza-mieszkanych budynków i leżących na uboczu gospodarstw.Narzekał, że potrzeba mu do tejoperacji więcej ludzi, niż Avon i Somerset chcą mu dać, i żądałpowiadomienia mediów.Do znudzenia wałkowali dylemat, jaki powstał w związku z embargo nałożonym na informację oporwaniu.Czy wystarczy poinformować opinię, że Mountjoya widziano w okolicy i operacjamająca na celu jego schwytanie skoncentrowana jest tutaj? Warrilow chciał, żeby natychmiastzniesiono embargo.Uważał, że pełna jawność jest największą szansą dla Samanthy, nie mówiąc już onim samym.Farr--Jones i Tott upierali się, że podanie informacji o porwaniu może zahamować delikatny proces negocjacji o uwolnienie zakładniczki.Argumentowali, że Mountjoy w przeszłościbył agresywny wobec kobiet.Nie chcieli, żeby porwanie skończyło się tragedią z winy mediów,które przeprowadzą jakąś pochopną akcję.-A jak, waszym zdaniem, możemy osiągnąć jakiekolwiek postępy? -ostrym tonem zapytał Warrilow. Mówicie o negocjacjach, ale mamy tylko paranoiczne żądanie,żeby ponownie zbadać jego sprawę.Nie oczekujecie przecież, że otworzymy jego teczkę, żeby gozadowolić?Jaki w tym sens, skoro sprawa jest jednoznaczna?-Nie jesteśmy idiotami - skarcił go Farr-Jones.- Oczywistym sposobem na tego faceta jestwspółdziałanie.Niech myśli, że nad tym pracujemy.-Po co?-Zeby ustalić kolejne spotkania, zyskać jego współpracę.- I.?-I wyśledzić jego kryjówkę.-Mogliśmy to zrobić dzisiaj rano.-Za pomocą helikoptera? - zapytał Farr-Jones, trzęsąc się z gniewu.-Nie, to wymaga subtelności, panie Warrilow, i jest oczywiste, że pan Diamond powinien brać w tymudział.Najwyrazniej Mountjoy mu ufa.Dobrze, centrum zainteresowania przeniosło się na niego.Warrilow zapatrzył się w okno, jakbyprzestał liczyć na zdrowy rozsądek kogokolwiek w tym pomieszczeniu.Poza nim oczy wszystkichzwróciły się na Diamonda, który na własny sposób też wyglądał na rozczarowanego. Farr-Jones przyłożył rękę do elegancko przystrzyżonych włosów, jakby chciał sprawdzić, czy nadalsą w nienagannym stanie.Nigdy jeszcze nie miał do czynienia z Diamondem, ale pewnieprzestrzegano go przed jego kąśliwym charakterem.-Zabieramy panu czas - zwrócił się do Diamonda.- To z pewnością uciążliwe.Diamond odegrał Buddę.-Nie możemy nalegać, żeby nam pan pomógł.Będziemy mieli kłopoty, jeśli pan tego nie zrobi, skoroMountjoy sądzi, że nadal służy pan w policji i uważa pana za jedynego glinę, któremu może zaufać.-Przerwał, żeby obdarzyć Diamonda przymilnym uśmiechem.Ręce miałzłożone jak do modlitwy, brwi uniesione wysoko.- Co pan na to?-Chciałbym zadzwonić.Nawet najłagodniejsza prośba może zabrzmieć jak pogróżka, kiedy wypowiada ją człowiek oreputacji twardziela.Farr-Jones zesztywniał.-Do żony.-Nie odpowiedział pan na pytanie.-Odpowiem.po rozmowie z żoną.- Diamond uprzejmie skinąłgłową i opuścił pokój.Steph powinna już wrócić z porannych zakupów.Po lunchu pojedzie do sklepu dobroczynnegoOxfam, teraz był właśnie idealny czas na to, żeby zastać ją w domu.Skorzystał z telefonu wiszącego na ścianie na parterze.-Chyba spędzę tu kilka dni - powiedział, kiedy już ją przeprosił, że nie zadzwonił wcześniej [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum