[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przypomniała so- Gdzie tylko bywają węże.bie, jak wprawnie nakładał jej kask, dobrze zapamiętała jego szczery uśmiech-1 to nie w twoim guście?i serdeczność.- Węże są w porządku.- To nie matka, ale skorpion!- A co nie jest?- Nie obrażaj skorpionów.- Brak domu.- Przepraszam! - powiedziała pospiesznie Shelley.- Nie mam prawaSłowa zabrzmiały tym dramatyczniej, że Shelley wymówiła je szeptem.osądzać JoLynn.- Przecież cały świat był twoim domem - przekonywał Cain.- Każdy- Czemu nie? Okazałaś Billy'emu w ciągu godziny więcej serdecznościz jego cudownych zakątków.niż ona przez cały rok.A jednak ten dzieciak ją kocha.- Czyli żaden.- Nic dziwnego.Przecież to jego matka.Ton Shelley wyraznie mówił, że temat został wyczerpany.- Mógłbym jej wybaczyć tych wszystkich facetów, ale nie krzywdę, jakąI kropka.wyrządza chłopcu! -Z gorzkim uśmiechem dorzucił: -WłaściwiejakiemamCain zgrzytnął zębami.Zabrzmiało to podobnie jak szczęk złotego dłuprawo nazywać Dave'a durniem? Ożeniłem się z taką samą dziwką jak Jogopisu.Przez chwilę chciał zmusić Shelley do dyskusji o tym, co to jest prawLynn.Jeżeli nie leżała pod jakimś chłopem, wszystko jedno jakim, choćbydziwy dom, ale wystarczyło jedno spojrzenie, by pojął, że frontalny atakcałkiem obcym, nie czuła, że żyje.Chwała Bogu, że nie mieliśmy dzieci:położyłby kres rozmowie.I randce.rozszarpalibyśmy je między sobą!Uniósł kieliszek i obracał go w palcach, aż zawirował złocisty płyn, a inShelley z trudem przełknęła ślinę.Gdy się odezwała, mówiła prawie szeptensywny aromat uderzył w jego nozdrza.tem.- Twoja żona musiała być bardzo nieszczęśliwa.- Czy twoi rodzice byli ze sobą szczęśliwi? - spytał.- Spodziewam się! A już na pewno zarażała tym nieszczęściem wszyst- Dziwne pytanie.kich dokoła.Jak JoLynn.- 64- 5 - Krajobrazy miłości- 65 - IIIIIMIIIIIIIIII.- Takie i owakie.Cain wzruszył ramionami.- Cóż za wyczerpujące sformułowanie! Uprzedzam, że jeśli będziesz- Byli czy nie byli?w ten sposób odpowiadał, udekoruję ci dom chromowanymi manekinami- Bardzo się kochali.Inaczej ich związek dawno by się rozpadł.i plakatami heavy-metalowców!- Z jakiego powodu?- Nie ośmielisz się!- Ciągle byliśmy w drodze.Mama tak się starała, żeby tam, gdzie sięShelley pokazała w uśmiechu wszystkie zęby.zatrzymywaliśmy, stworzyć prawdziwy dom.ale nigdzie nie zagrzaliśmy- Widzę, że nie miałabyś oporów.- Na ustach Caina pojawił się uśmiechmiejsca.Kiedy byłam już na tyle duża, by pojąć, że nigdy nie będziemy mielirezygnacji.- Starałem się po prostu odpowiadać jak najzwięzlej, żebyś niedomu, przyglądałam się staraniom mamy i zbierało mi się na płacz.musiała robić notatek.-A jej?Shelley dziobnęła widelcem ostrygę z takim impetem, że omal nie prze- Co jej? Chciało się płakać?biła muszli.Jej notes był tarczą, która chroniła ją przed zbytnim zaangażoShelley usiłowała sobie przypomieć, czy mama płakała, wyjmując pudławaniem.Cain jakimś cudem to wyczuł.i zabierając się znów do pakowania.W milczeniu jadła ostrygi, klnąc w duchu przenikliwość Caina.Nawet- Nie pamiętam - odparła w końcu.- Ale ja płakałam.Z początku.rodzice nie rozumieli jej tak dobrze jak on! Nie mogli pojąć jej tęsknoty dostałego miejsca zamieszkania, ustabilizowanego trybu życia, ciągłych kon- A co było potem?taktów z tymi samymi osobami.- Zrozumiałam, że nieustannie wędrujemy z miejsca na miejsce, więcprzestałam zapuszczać korzenie.A przynajmniej próbowałam.- Wzruszyła - Postaram się powstrzymać od robienia notatek - oświadczyła chłodno,usiłując odgrodzić się od niego tonem głosu.ramionami.- Długo trwało, zanim nauczyłam się mieszkać nie przywiązu-'jąc się do swego otoczenia.Chyba nigdy nie udało mi się to w zupełności.Cain zrozumiał jego wymowę i powstrzymał się od komentarzy.Zamiasttego zrobił coś, na co nie zdobywał się prawie nigdy: zaczął opowiadać o soCain sączył wino i rozważał, jak sformułować następne pytanie.bie.Tylko w ten sposób mógł dotrzeć do Shelley.- Ile miałaś lat, kiedy się usamodzielniłaś?- Osiemnaście - odparła.- Miałem rodzinny dom w Nowym Meksyku i uporządkowane życie;wszystko było niezmienne niczym obroty planet.- To niewiele.Shelley wydała jakiś zduszony odgłos, zaskoczona zgodnością, z jaką- Być może.Wiedziałam jednak, czego chcę.biegły ich myśli.- Domu.- Miałem kolegów, z którymi chodziłem do tej samej szkoły i którzy- Zrozumiałam, że jeśli chcę go mieć, muszę go sama stworzyć.wiedli życie całkiem podobne do mojego - ciągnął Cain.- Tak było do dwu- I udało ci się?nastego roku życia.- Widziałeś go dzisiaj.Cain przerwał.- Nie to miałem na myśli - odparł.- Jak wyglądał twój dom między osiem- Co się wtedy stało? - spytała Shelley.nastym a.Ileż ty masz lat?.dwudziestym trzecim rokiem twego życia?- To co zwykle.- Mam dwadzieścia siedem lat.Bardzo stara panna.- Przeprowadziliście się?Cain wzdrygnął się.- Moi rodzice się rozwiedli.- Nigdy mi tego nie zapomnisz?Piwne oczy Shelley pociemniały: ich zrenice rozszerzyły się.Wydałajakiś dzwięk miękki, pełen współczucia.- Powiedziałeś szczerą prawdę.Niezbyt to było pochlebne, ale prawdziwe.Cain uśmiechnął się niezbyt wesoło.- Wolałabyś określenie  kobieta niezależna"?- To była prawdziwa ulga- wyjaśnił bez ogródek.- Mama i tata żarli- Za żadne skarby! Okropny epitet! Od razu widzę spoconą, muskularnąsię ze sobąjak pies z kotem.Bez przerw i bez wyjątków.Chociaż tak jesteśchłopczycę z krzywymi zębami.Sto razy wolę być  starą panną".o tym przekonana, przebywanie w kręgu tych samych ludzi, pod tym samymCain uśmiechnął się.Chciał zadać Shelley mnóstwo pytań, zwłaszcza nadachem, i uczęszczanie do jednej i tej samej szkoły nie gwarantuje posiadatemat mężczyzny, którego poślubiła.Zanim jednak znalazł właściwe słowa,nia prawdziwego domu.kelner przyniósł nadziewane grzyby i ostrygi.W milczeniu potrząsnęła głową [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum