[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Uśmiechnął się.- Cruz nadział się na bystrą dziewczynę.Wybrałacyfry, nad którymi mieściły się litery potrzebne do ułożenia słowa UWA%7łAJ iodłożyła słuchawkę.- Jak sądzisz, kogo chciała ostrzec?- Jamiego Swanna.- Nie ma do nas za grosz zaufania, prawda?Gillespie zaśmiał ponuro.- Jak już mówiłem, Cruz trafił na bystrą dziewczynę.To cholernie utrudninam zadanie.20Myślisz, że pójdzie na piechotę? - spytał Gillespie, patrząc przez okno.- Bez czapki i bez jedzenia? - powiedział Cruz.- Przecież nie jest idiotką.- Ona chyba uważa inaczej.- Cholera.- Tylko tyle powiedział.Przez kilka chwil obaj obserwowali brnącą w pustynnym piasku Laurel.Nieszła żadną wytyczoną ścieżką.Nie oglądała się za siebie.Było jej wszystkojedno, czy ktoś zauważył jej ucieczkę.Luzna tunika powiewała na wietrze,zniekształcając zarys postaci.- Idzie w stronę wzgórza - stwierdził Gillespie.- Może potrzebuje trochę spokoju i więcej przestrzeni.Ty i Cassandra niezledaliście jej popalić podczas lunchu.150 - Staraliśmy się nie mówić o ojcu.- Laurel nie ufa nam - powiedział Cruz.- Ojcu też do końca nie ufa.Dlategojest tutaj.- Bzdury.Jest tutaj, bo ty tu jesteś.Cruz patrzył na Gillespiego przez dłuższą chwilę.- No pewnie.A jakże - powiedział Cruz.Według niego Gillespie bardzo sięmylił.- Obudz się, synku.Ona patrzy na ciebie, jakby chciała rozsmarować cię naherbatniku i schrupać do ostatniego okruszka.- Cholernie fantastyczny pomysł - powiedział Cruz i uśmiechnął się mi-mowolnie.- Więc zrób z tym coś.- Na przykład?- Rusz tyłek i biegnij za nią z koszykiem jedzenia i butelką wina.Zdobądz jejzaufanie tak, jak robili to nasi dziadkowie.- A kiedy zamknę oczy, mam myśleć o Bogu i ojczyznie, tak?- Bez względu na to, co zaprząta ci teraz głowę, rób co do ciebie należy.Mamy bardzo mało czasu.- Czy Cassandra wie?- To ona wyznaczyła cię do ochrony panny Swann.Cruz popatrzył na niego sceptycznie.- Posłuchaj - Gillespie zwrócił się do niego - albo uda nam się zdobyćzaufanie Laurel i zastawić pułapkę, albo będziemy tak stać i kłapać bez sensu,a konkurencja narobi nam koło tyłka.Zanim się połapiemy, o co naprawdętoczy się gra, będzie już za pózno.Pozostanie nam pomodlić się za duszezmarłych.Cruz bez słowa wyjrzał przez okno.Postać Laurel odbijała się na tle pło-nącego nieba.Z każdym jego oddechem Laurel stawała się coraz mniejsza ibardziej odległa.Wkrótce brutalne słońce całkiem zamaże jej sylwetkę.- Jasna cholera - warknął Gillespie.- Zrobiła ci sieczkę z mózgu.JeżeliFaberg nigdy nie zrobił Rubinowej Niespodzianki, to kto ją zrobił? Po co?Kto może umrzeć, zanim uda nam się to ustalić?- Nie wiem.Trzy razy pudło.- Więc idz za nią i się dowiedz.Cruz stanął twarzą w twarz z Gillespiem.- Jeśli teraz za nią pójdę - powiedział Cruz - to na dobre.Nie będę już anitwoim człowiekiem, ani Cassandry.Będę dbał przede wszystkim o jej dobro ipieprzyć Rubinową Niespodziankę.Nadal chcesz, żebym poszedł?Sierżant-major wziął głęboki oddech i puścił wiązankę przekleństw.- Tak czy nie? - spytał Cruz chłodno.151 - Grace pakuje koszyk.Wez go, a potem zabieraj swój tyłek z moich oczu,zanim go porządnie skopię.Cruz dłuższą chwilę patrzył Gillespiemu prosto w ciemne oczy, potem skinąłgłową i odwrócił się.- Gdzie z nią pojedziesz? - spytał Gillespie.- Tam gdzie zawsze.- Kiedy wrócisz?- Nie martw się.Dam wam dużo czasu.Nie musicie się martwić, że Laurelpodsłucha wasze rozmowy z drugiego aparatu albo że stoi za niewłaściwymidrzwiami.Mnie też nie będziecie musieli się obawiać.Gillespie odchrząknął.To znaczy, że jednak niecały mózg przerobiła mu nasieczkę.- Wez pager - powiedział Gillespie, odwracając się.- A niech to - mruknął Cruz.- Powinienem przyszyć sobie to gówno do gaci.- Wydaje roi się to dość niewygodne, ale to twoje jaja.- Gillie.Wysoki, czarny mężczyzna zatrzymał się i spojrzał na Cruza.- Powiedz Cassandrze, że jeżeli zastawi jakieś pułapki na Laurel, to przejdęprzez nie pierwszy - powiedział Cruz.- Nie będę się patyczkował.- Sądzę, że ona to wie - powiedział sierżant-major.- Mimo wszystko powiedz jej.Wychodząc z domu, Cruz chwycił kosz piknikowy, dodatkową koszulę, dwieczapki z daszkiem oraz kilka litrów wody.Umocował to wszystko zasiedzeniem trójkołowego motocykla i ruszył w drogę.Kiedy wyjechał już pozazabudowany teren, skierował się w linii prostej w stronę Laurel.Gorąco promieniowało od ziemi jak opary w czasie upalnej wiosny.Cruz touwielbiał.Sądząc po lekkim, rozkołysanym kroku Laurel ona też czerpała ztego przyjemność.Kiedy ją dopadł, znajdowała się już prawie kilometr odKaroo.Laurel stanęła i zwróciła się w kierunku, z którego dobiegał dzwięk silnika.Nie zdradzając żadnych uczuć, czekała, co powie Cruz.- Podwiezć cię? - spytał.Zdziwiła się.Nie tego się spodziewała.- Bardzo przyjemnie mi się szło - powiedziała.- Daleko idziesz?Laurel popatrzyła na spękane, kamienne koryto rzeki, którego się trzymała.Potem spojrzała na budynki w tyle.Ciemne korony drzew odbijały się na tlesetek odcieni pustynnego brązu.- Karroo - powiedział Cruz.- Gesundheit - mruknęła Laurel.152 Cruz zaśmiał się cicho.- Cassandra nazywa nasz kompleks Karroo.- Karroo?- To chyba z Kiplinga.Bez słowa odwróciła się w stronę pustyni i popatrzyła na góry.Rozedrgany upał i migotliwy blask słońca odzierały góry Santa Rosa z ko-lorów.Dominowały szarości i brązy.Ich kamienne twarze pokrywały pęknię-cia i szczeliny.W wyższych partiach gór widać było ciemniejsze miejsca, któremogły być pasami zieleni.- W górze jest zimno - powiedział Cruz, podążając za wzrokiem Laurel.-Rosną tam sosny karłowate i płyną ukryte strumyczki, z których piją kozice.- Trudno uwierzyć, że na tej pustyni jest jakaś woda.- To dzięki trzęsieniom Ziemi.Pod wpływem fal uderzeniowych Ziemiarozstępuje się, a przez powstałe szczeliny wypływają wody gruntowe.- Postrzegamy Ziemię w różny sposób - powiedziała Laurel, odwracając się wjego stronę.- Jak to? - spytał.Jego jasnoniebieskie oczy nabrały niesamowitej wyrazistości w cieniu daszkaczapki.Laurel zaparło dech w piersi.Starała się oddychać miarowo.- Kiedy ja myślę o Ziemi, wiedzę przede wszystkim szlachetne kamienie ikryształy, rzadkie lub pospolite - wyjaśniła Laurel.- O tych wszystkich okru-chach piękna, które czekają na odkrycie.Cruz czekał na definicję jego postrzegania Ziemi.- Ciebie.- powiedziała Laurel, czując, że ściska ją w gardle [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum