[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Naprawdę musisz pytać? - zaśmiał się Eduardo.Przygryzła wargę.- Czy to ma być pożegnalny prezent?- Nie.- Potrząsnął głową i znów się uśmiechnął.- Możesz to uznać zawcześniejszy prezent gwiazdkowy.- Odłożył pudełko na łóżko i wyjął naszyjnik.-Mogę?Zdenerwowana, uniosła włosy z karku i poczuła dotyk jego ciepłych, dużych dłoni.Przeszył ją dreszcz.Położyła rękę na iskrzących się kamieniach i spojrzała w lustro.- Jest piękny - wykrztusiła przez zaciśnięte gardło.Ich spojrzenia spotkały się w lustrze.Uśmiech zniknął z twarzy Eduarda.- Nie jest nawet w połowie tak piękny jak ty - powiedział cicho.- %7ładna kobietanie może się z tobą równać.Stał tuż za nią, tak blisko, że prawie się dotykali.Poczuła przypływ pożądania takmocny, że kolana omal się pod nią nie ugięły.Przymknęła oczy.L RT - Dlaczego jesteś dla mnie taki miły? - wykrztusiła.- Dlaczego właśnie teraz, nasam koniec?Położył ręce na jej nagich ramionach.- A kto mówi, że to już koniec?- Umowa - szepnęła.Eduardo obrócił ją twarzą do siebie.Otworzyła oczy.Poczuła ciepło emanujące zjego ciała.- Na pewno wiesz, czego chcę - powiedział Eduardo cicho, wpatrując się w jej usta.Wolności, pomyślała.Tymczasem ona w czasie trwania ich małżeństwa znówzaczęła go pragnąć.- Oczywiście - próbowała się roześmiać.- To pewnie były trzy najdłuższe miesiącetwego życia?- Tak.- Pogładził ją po policzku.- Trzy miesiące czekania.- Trzy miesiące piekła - zgodził się.Wszystkie jej najgorsze obawy właśnie się potwierdzały.- No cóż, dziś wieczorem wreszcie się to skończy.Jego wzrok błądził po jej twarzy.- Tak - potwierdził cicho.Odwróciła się i sięgnęła po atłasową torebkę.- Jestem gotowa.Podał jej ramię i poprowadził na dół.Pożegnali panią McAuliffe, która miałapilnować śpiącego dziecka.Eduardo wyjął z szafy białe futro i narzucił je na ramionaCallie.Zjechali na dół i wyszli.- %7łyczę państwu udanego wieczoru - uśmiechnął się portier, dotykając czapki.- Dziękuję, Bernardzie.- Eduardo położył rękę na plecach Callie i poprowadził jądo czarnej limuzyny, która już czekała przy krawężniku.Sanchez otworzył przed nimidrzwi.Bal Zimowy odbywał się w szacownym starym hotelu na skraju ParkuCentralnego.Idąc przez hol z dłonią opartą na ramieniu męża, Callie podziwiała sufityL RT pokryte freskami.Zeszłoroczny bal świąteczny w firmie Cruz Oil był wielkimwydarzeniem, ale nie mógł się równać z tą imprezą.To było najgłośniejsze wydarzeniesezonu.Weszli do ogromnej sali ozdobionej rzędem nagich czarnych drzew, na którychmigotały białe światełka.Białe tło z tyłu podświetlone było na fiołkowy kolor.Zima byłaulubioną porą roku Callie, a grudzień ulubionym miesiącem.Patrzyła z zachwytem nabajkowy las.Fantazja rozwiała się, gdy dostrzegła kłębiący się dookoła nich tłum gości - chudecelebrytki i mężczyzn obdarzonych pieniędzmi i władzą, którzy ukończyli uniwersytetyIvy League, pochodzili z najlepszych rodzin, a wakacje spędzali w Kennebunkport iMartha's Vineyard.A kim była ona? Nikim.W domu wydawało jej się, że ładniewygląda, ale teraz znów poczuła się gruba i nie na swoim miejscu.Wysokie, chudemodelki krążyły wokół nich jak stado rekinów, spoglądając na Eduarda łakomymwzrokiem.- Znasz je? - szepnęła.- Kogo?- Te kobiety, które się w ciebie wpatrują.Obrzucił spojrzeniem piękne supermodelki.- Nie.Czy mówił prawdę? Może po prostu nie chciał ranić jej uczuć.Zastanawiała się,czy miał z którąś z nich romans.Jeśli nie, to zapewne odliczał już czas pozostały dorozwodu i wyznaczał sobie cele przyszłych podbojów.I któż mógłby go za to winić?Trzy miesiące bez seksu to bardzo długo dla takiego mężczyzny jak Eduardo.On jednaknie patrzył na modelki, tylko na nią.- Czy mogę ci przynieść coś do picia?Nerwowo skinęła głową, a gdy podał jej kryształową szklankę z ponczem, wypiłago jednym haustem.- Uważaj - ostrzegł ją z rozbawieniem, sącząc martini ozdobione plasterkiemogórka.- To jest mocniejsze, niż się wydaje.Callie jednak już miała dość ostrożności.Poncz miał owocowy smak, cierpki isłodki jednocześnie.Smak pokusy.Dopiła do końca i wyciągnęła szklankę.L RT - Proszę, przynieś mi jeszcze jeden taki.Edwardo potrząsnął głową.- Ostrożnie, querida.- Mam już dosyć ostrożności - odszepnęła.- Przez ten jeden wieczór chcę byćlekkomyślna.Na jego twarz wypłynął powolny uśmiech.- Jak sobie życzysz.- Odwrócił się i poszedł w stronę baru.Gdy wrócił, utkwił w niej gorące spojrzenie.- Proszę - powiedział cicho, podając jej szklankę.Jego palce otarły się o jej palce.Callie zadrżała.Przez ostatnie tygodnie traktowałją z uprzejmym dystansem, jakby była jedną z jego pracownic albo niańką do dziecka,ale dzisiaj naprawdę na nią patrzył - takim wzrokiem, jakby miał ochotę zerwać z niejsukienkę.- Dziękuję - wymruczała.- Jak się nazywa ten drink?Jego usta drgnęły w uśmiechu.- Nazywa się Rudolf.- Rudolf? Dlaczego?- Bo będziesz miała po nim czerwony nos i zaczniesz latać w nocy.- Och - mruknęła.Głupie pytanie, głupia odpowiedz.Przyłożyła szklankę do ust i pociągnęła sporyłyk, świadoma jego spojrzenia.Wypiła do dna i w końcu musiała spojrzeć mu w oczy.- Czy miałaś już kiedyś w życiu kaca?- Nie.- A chciałabyś?Ten pomysł całkiem jej się spodobał.Zawsze to jakaś odmiana od myślenia onadchodzącym rozwodzie, pomyślała.Orkiestra zaczęła grać.Eduardo wyciągnął rękę.- Zatańcz ze mną.Potrząsnęła głową, patrząc na zgromadzenie supermodelek tuż przy parkiecie.- Może poprosisz którąś z nich?L RT Zmarszczył czoło i obejrzał się przez ramię.- Dlaczego?- Wydaje mi się, że cię znają.- Mnóstwo ludzi mnie zna.Callie poczuła, że ściska ją w gardle [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum