[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Spojrzałam na cztery jednakowejwielkości kawałki i znowu na twoją rękę.Zacisnąłeś ją, ale krew wciąż płynęła międzypalcami.Oczy miałeś szeroko otwarte, zdezorientowane.Sięgnąłeś w dół, żeby pozbieraćszkło, ale zobaczyłeś, że patrzę, i się wzdrygnąłeś, szybko przesuwając dłoń, tak bym jej niewidziała.Twarz też odwróciłeś, ramiona miałeś uniesione i napięte.Jeszcze jedno słowo imogłeś eksplodować.Poczekałam chwilę, zanim się odezwałam, a kiedy to zrobiłam, słowaprzychodziły mi z wahaniem.- Myślałam, że zniknęła, kiedy się urodziłeś.- Bo tak było.- Pochyliłeś się nad swoją pięścią, rozprostowując ją, sprawdzającskaleczenia.- Ale znalazła mnie - szepnąłeś.- Nie wiem jak.Niedługo po tym, jakskończyłem siedemnaście lat, przysłała mi list.- Dlaczego? - Słowo było cichsze niż oddech.Ale zawisło między nami.Plecy miałeśrównie sztywne jak słupek, o który się opierałeś.Jakbyś skamieniał.- Powiedziała, że chce mnie zobaczyć.Dała mi swój adres: 3la Elphington Street.Londyn.- To niedaleko mnie.- Wiem.- Czyli przyjechałeś, żeby się z nią zobaczyć.- Postanowiłem spróbować.Rodzice zastępczy pożyczyli mi pieniądze.- Co się stało?- Byli zadowoleni, że mogą się mnie pozbyć.- Chodziło mi o twoją mamę.Odwróciłeś się.Twoją twarz wykrzywiały emocje, z którymi starałeś się walczyć.- Naprawdę chcesz to wiedzieć?Skinęłam głową.Trzema krokami pokonałeś werandę i zatrzasnąłeś za sobą drzwi.Potem słyszałam cię w domu, jak stąpasz ciężko, otwierasz szufladę.Czekałam, spięta.Drzwiznowu się otworzyły, waląc mocno o ścianę.Coś mi wcisnąłeś w ręce: kopertę.- Przeczytaj - warknąłeś. Mało nie upuściłam tej koperty, dłonie zaczęły mi nagle drżeć, kiedy wyjmowałam ześrodka cienkie kartki.Wypadło też stare zdjęcie, które wylądowało mi na kolanach.Podniosłam je.Było wypłowiałe i stare, trochę pogniecione na brzegach.Przedstawiało dziewczynę,mniej więcej w moim wieku, mocno tulącą do piersi dziecko.Zmiało patrzyła w obiektyw,jakby rzucała wyzwanie fotografowi.Trochę zaskoczona studiowałam jej długie, ciemnewłosy i zielone oczy.Wyglądała trochę jak ja.Dziecko, które trzymała, było maleńkie, mocnozawinięte w szpitalne kocyki.Ale oczy miało niebieskie jak oceany, a jedyny lok na główcebył złocisty.Popatrzyłam znowu na ciebie, mój wzrok zatrzymał się na blond włosach spadającychci na oczy.-.Ty?Walnąłeś dłonią w słupek werandy, aż cała budowla zadrżała.- Chciałem, żebyś to przeczytała! - Chwyciłeś kartki leżące na moich kolanach.- Jaknie chcesz czytać, to oddaj.Zdjęcie też zabrałeś, uważając, żeby go nie zginać.Ostrożnie włożyłeś je do kieszenikoszuli, a kartki za nim.Mówiłeś cicho, jakby sam do siebie.- Napisała.poprosiła, żebym z nią zamieszkał - wyjaśniłeś.- Ze za długo była sama.- I co się stało? - Mój głos był też tylko szeptem.Pochyliłeś się nade mną.Ostrożnie rozprostowałeś palce i wyciągnąłeś je w stronęmojej twarzy.Wtedy zobaczyłam ciemną krew na twojej dłoni, już zasychającą.Odwróciłamtwarz, ale pociągnąłeś ją znowu w swoją stronę, zmuszając mnie, żebym na ciebie spojrzała.Końce twoich palców dotknęły moich włosów.- Ela Elphington Street to była pieprzona narkotykowa melina - westchnąłeś.- Naścianach gówno, w kominku zdechłe wróble.Jakiś diler omal mnie nie zabił, kiedyzapukałem.- A twoja mama? - Trudno było wydobyć z siebie słowa przy mocnym uścisku twoichpalców.- Nie było jej tam.Najwyrazniej wyprowadziła się tydzień przed moim przyjazdem.-Twój wzrok uciekł na bok, we wspomnienia.- Starałem się zdobyć jej inny adres, ale nikt niechciał mi go dać.Powiedzieli, że była wplątana w takie gówno, że nie chcą jej znać.Próbowałam uwolnić się z twojego uścisku.Nie pozwalałeś mi.Zciskałeś tylkomocniej i przysunąłeś wargi bliżej mojej twarzy; twój oddech był kwaśny jak twoje papierosywłasnej roboty [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum