[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Było chłodne szare popołudnie; kiedy wróciłyśmy na Zielone Wzgórze, zaczął padać deszcz.Weszłyśmy do mojej izdebki i zerwał się wiatr.Zwiszczał za oknem w gałęziach starej KrólowejZniegu.Diana była podniecona i chyba troszkę przerażona.Otworzyłyśmy stary kuferek.Był malutki, a w środku znajdowało się tylko duże tekturowe pudło.Było związane sznurkiem, a węzły sznurka zostały zalakowane.Otworzyłyśmy pudło.Nasze palcespotkały się i obie zawołałyśmy:  Jakie ty masz zimne ręce!W pudle leżała dziwaczna, staroświecka ale nie wypłowiała, bardzo ładna sukienka z błękitnegomuślinu.Pod nią szarfa, pożółkły wachlarz z piór i koperta pełna zasuszonych kwiatków.A na samymspodzie brunatny albumik.Był malutki i cienki jak zeszyt, kartki były kiedyś błękitne i różowe, ale wypłowiały i zżółkły.Natytułowej kartce widniał napis  Emilia Małgorzata Leith i ten sam delikatny charakter pismapokrywał pierwsze stronice.Reszta była pusta.Usiadłyśmy obie z Dianą na podłodze i razemzaczęłyśmy czytać.Za oknami dudnił w szyby deszcz.19 czerwca 18.Przyjechałam dziś do Charlottetown, do ciotki Małgorzaty.Bardzo tu u niej ładnie i dużo przyjemniej niż u nas na farmie.Nie muszę doić krów ani karmić świni.Ciotka Małgorzata sprawiłami śliczną muślinową błękitną sukienkę i w przyszłym tygodniu włożę ją na garden party w Brighton.Nigdy dotąd nie miałam muślinowej sukienki  wciąż nosiłam te brzydkie kretoniki albo ciemnewełny.Chciałabym, żebyśmy byli bogaci tak jak ciotka Małgorzata.Ciotka Małgorzata śmiała się,kiedy powiedziałam to głośno, i oznajmiła, że chętnie oddałaby całe swoje bogactwo za moją młodośći urodę, i beztroskę.Mam dopiero osiemnaście lat i wiem, że jestem pogodna, ale zastanawiam się,czy naprawdę jestem ładna.Kiedy przeglądam się w pięknych lustrach ciotki Małgorzaty, wydaje misię, że  owszem  jestem.Wyglądam w nich zupełnie inaczej niż w tym starym nadtłuczonymlustrze w moim pokoiku, mam w nim zawsze wykrzywioną twarz i jestem zielona.Ale ciotkaMałgorzata zaraz wszystko popsuła, bo oświadczyła, że wyglądam dokładnie tak jak ona kiedy była wmoim wieku.Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym kiedyś miała wyglądać tak jak ona.Jest takaczerwona i tłusta.29 czerwcaW zeszłym tygodniu byłam na tym garden party i poznałam młodego człowieka, który się nazywaPaweł Osborne.To malarz z Montrealu, jest na wakacjach w Heppoch.I jest piękny; bardzo wysoki iszczupły, ma rozmarzone ciemne oczy i mądrą bladą twarz.Wciąż o nim myślę, a dziś przyszedł ispytał, czy mógłby mnie namalować.Strasznie mi to pochlebiło i cieszę się, bo ciotka Małgorzata sięzgodziła.Powiedział, że chce mnie namalować jako  Wiosnę.Będę stała pod topolami i przez ichliście będzie na mnie spływać słońce.I mam włożyć tę moją błękitną muślinową sukienkę, a na głowęwianek z kwiatów.Powiedział, że nigdy nie widział takich pięknych włosów z bladego złota.Odkądje pochwalił, wydają mi się naprawdę ładne.Dziś dostałam list z domu.Mama pisze, że szara kura wyprowadziła gdzieś czternaście kurcząt i żetatuś sprzedał to cętkowane cielę.Jakoś mnie to teraz mało obeszło.9 lipcaPan Osborne mówi, że obraz się uda.Maluje mnie ładniejszą, niż jestem, ale on upiera się, że starasię tylko oddać sprawiedliwość mojej urodzie.Pośle ten obraz na wielką wystawę, ale zrobi dla mniemałą kopię akwarelą.Co dzień przychodzi i mnie maluje, dużo rozmawiamy i czyta mi ciekawe rzeczy.Nie wszystkorozumiem, ale próbuję, a on mi wszystko cierpliwie wyjaśnia.I mówi, że jak ktoś ma takie oczy iwłosy, i koloryt, to nie musi być mądry.I uważa, że mój śmiech jest najweselszy i najdzwięczniejszyna całym świecie.Ale nie będę tu zapisywała wszystkich jego komplementów.Pewnie tak gada, żebygadać.Wieczorem spacerujemy wśród świerków albo siedzimy na ławce pod akacją.Niekiedy milczymy,ale czas nigdy mi się nie dłuży.Minuty lecą, a potem nad przystanią pojawia się czerwony i okrągłyksiężyc i pan Osborne wzdycha, i mówi, że czas powiedzieć dobranoc.24 lipcaJestem taka szczęśliwa, że aż strach.Nie przypuszczałam, że życie może być takie piękne.Paweł mnie kocha! Powiedział mi to dziś wieczorem, kiedy patrzyliśmy, jak nad zatoką zachodzisłońce, i poprosił, żebym została jego żoną.Ja kocham go od pierwszej chwili, ale boję się, że niejestem dość wykształcona i mądra.Jestem tylko głupiutką wiejską dziewczyną, która całe życiespędziła na farmie i ma ręce stwardniałe od roboty.Powiedziałam mu to, a on się tylko roześmiał izaczął mnie całować po rękach.Potem zajrzał mi w oczy i znów się roześmiał, bo nie potrafiłamukryć, jak bardzo go kocham.Pobierzemy się następnej wiosny i Paweł chce mnie zabrać do Europy.Ale nieważne, gdziebędziemy, bylebym tylko mogła być z nim!Rodzina Pawła jest bogata i jego matka i siostry są bardzo wykwintne.Strasznie się ich boję, niepowiedziałam tego jednak Pawłowi, bo za nic w świecie nie chciałabym mu sprawić przykrości.Zrobiłabym dla niego wszystko, choćbym miała nie wiem jak cierpieć.Nie przypuszczałam, żeczłowiek może coś takiego czuć.Zawsze myślałam, że kiedy kogoś pokocham, to będę chciała, by cały czas okazywał mi miłość i nosił mnie na rękach.A jest zupełnie inaczej.Jak się kogoś kocha, tomarzy się tylko, żeby móc coś dla niego zrobić.10 sierpniaDziś Paweł odjechał do domu.To okropne, nie wiem, jak bez niego wytrzymam.Jestem niemądra on musiał wyjechać, ale będzie do mnie często pisał i często do mnie przyjeżdżał.Ale czuję sięstrasznie sama.Nie płakałam, kiedy się ze mną żegnał, bo chciałam, żeby mnie zapamiętałuśmiechniętą, za to teraz bez przerwy płaczę.Spędziliśmy takie cudowne dwa tygodnie, Każdy dzieńbył piękniejszy i milszy od poprzedniego, a obecnie wszystko się skończyło i wydaje mi się, że nigdyjuż nie będzie tak, jak było.Bardzo jestem niemądra, ale tak go kocham i wiem, że jeśli bym miała goutracić, to umrę.17 sierpniaMoje serce umarło.Nie, nie umarło, bo zanadto mnie boli.Przyjechała dziś matka Pawła.Nie gniewała się i była uprzejma.Mniej bym się jej bała, gdyby sięzwyczajnie rozzłościła.A tak nie potrafiłam wydobyć z siebie słowa.Jest bardzo piękna imajestatyczna, ma zimny głos i dumne oczy.Z twarzy podobna jest do Pawła, ale nie ma jegowdzięku.Długo do mnie przemawiała  mówiła okropne rzeczy  okropne, bo wiem, że to prawda.Mówiła, że Paweł zakochał się w mojej młodości i urodzie, ale to nie będzie długo trwało, a co pozatym mam mu do zaofiarowania? Mówiła, że Paweł musi się ożenić z kobietą ze swojego środowiska,która potrafi ocenić jego talent i zadbać o pozycję społeczną.Mówiła, że jest niezwykle zdolny iczeka go wielka kariera, a małżeństwo ze mną zrujnuje mu życie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum