[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W tej samej chwili wszedł żołnierz niosąc papier.Oficer wziął zapisany świstek do ręki iprzeczytał go.- Senor - rzekł kłaniając się.- Najjaśniejsza pani łaskawie zezwoliła, byś stanął przed jejkrólewskim obliczem, pomijając wszelką procedurę audiencjonalną.Jest to zaszczyt nie lada.- A więc mogę iść? - zapytał Zefirio.- Tak jest, choć klnę się, że gdyby nie wola najjaśniejszej pani, nie puściłbym ci płazem, senor,owego porównania mnie do chrabąszcza!Niepokój znikł z twarzy młodych ludzi otaczających Zefiria.Sprawa wyjaśniła się i teraz mogli odejść.- Hola, hola, stójcie! - zawołał oficer.- Nie śpieszcie się zbytnio, moi senores!A gdy stanęli zdziwieni i zaniepokojeni zarazem, dodał:- Senor Corti uzyskał audiencję, a więc sprawa załatwiona, lecz wy, młodzi panowie? Skąd siętutaj- wzięliście? Co za interes was tutaj sprowadził? Czy również jesteście znajomymi królowej?- Nnie.nie! - zabrzmiała ogólna odpowiedz.Oficer zwrócił się do wartownika:- Czy ci senores nie mówili nic takiego, co mogłoby uchybić najjaśniejszej pani?- Nie, lecz śmieli się głośno za każdym razem, gdy królową wymieniano w rozmowie!- Taak? - ucieszył się oficer i zwrócił się do Zefiria:- To są pańscy przyjaciele, nieprawdaż? - zapytał chytrze.- Moi przyjaciele? - wzruszył ramionami Zefirio.- Ależ uchowaj mnie Boże od takich przyjaciół.To są po prostu przygodni znajomi.Przyplątali się do mnie z chwilą, gdy się dowiedzieli o mym spotkaniu zkrólową.Nie zdziwiłbym się, gdyby znaleziono przy nich bomby lub sztylety.Czy nie widzisz, senor, jakim zle z oczu patrzy?Z tymi słowami Zefirio odwrócił się i wyszedł rzucając triumfujące spojrzenie na przerażonychkpiarzy.Za jego plecami wszczął się alarm.- %7łołnierze, zatrzymać ich! - ryczał komendant warty.- Senores, aresztuję was!.List Zorry- Najjaśniejsza pani! Przychodzę do ciebie z sercem przepełnionym goryczą.Pamiętne me zapasy zbykami, których byłaś świadkiem, przyniosły mi niezwykłą sławę w całej Hiszpanii.Cóż, kiedy moiwrogowie, ludzie zawistni, zazdroszczą mi tego uznania, prześladują mnie swymi uszczypliwymi uwagami idocinkami.%7łycie stało się niemożliwe i spokój mej duszy został naruszony.Błagam cię, o najmiłościwszamonarchini, połóż kres złośliwościom, wszak leży to w twej mocy!Mówiąc to Zefirio przykląkł na jednym kolanie.- Cóż mam uczynić, senor? - zapytała królowa, powstrzymując uśmiech.- W jaki sposób mamzapobiec tym przykrościom?- Po prostu - odparł Zefirio, wzdychając - wystarczy, by ukazało się na murach Madrytuobwieszczenie królewskie zabraniające ubliżania, pod karą śmierci lub długoletniego więzienia, szlachetnieurodzonemu senorowi Zefirio Cortiemu.Królowa nie mogła powstrzymać się od śmiechu.Wtórowali jej dworzanie.- O, senor Zefirio! - zawołała.- %7łądasz ode mnie rzeczy niemożliwych.%7ładna ustawa ani też żadneprawo nie przewiduje kary śmierci za zwykły żart lub docinek!- Więc cóż mam robić? Nie mogę pokazać się w Madrycie.Chyba że zezwolisz, najjaśniejsza pani,bym obrał sobie twój pałac jako tymczasowe schronienie.Mieszkańcy Madrytu zapomną o mnie i wówczasbędę mógł opuścić Eskurial, unosząc głęboką wdzięczność dla najjaśniejszej pani.Propozycja ta została wypowiedziana tonem tak naiwnym, że dworzanie nie wiedzieli, czy królowawpadnie w gniew, czy też się roześmieje.Królowa jednak zachowała całą swą powagę.Przyszło jej do głowy, że ten naiwny młodzieniecrozproszyłby nudy dworskie. Pomyślała, że przydałby się nadworny błazen, toteż po chwili namysłu odpowiedziała:- Senor Zefirio, nie mogę odrzucić prośby o schronienie jednego z mych wiernych poddanych.Pozostaniesz tutaj tak długo, jak ci się spodoba, pod jednym tylko warunkiem.- Zgadzam się z góry na wszystkie warunki, o łaskawa królowo! - zawołał uradowanym tonemZefirio, padając powtórnie na kolana i czyniąc gest, jakby chciał ucałować królewską rękę.Królowa przezornie schowała swą rękę w obawie, by nie powtórzyła się owa pamiętna scena zkorridy, gdy Zefirio okrywał jej rękę pocałunkami prawie przez pięć minut.- Jest to warunek łatwy do spełnienia - rzekła.- Chodzi o to, byś znajdował się jak najczęściej wnaszym otoczeniu.Od tej chwili należysz, senor, do mej przybocznej świty.Szambelan wskaże ciapartament, gdzie będziesz mógł się rozgościć.Zefirio złożył głęboki ukłon, omal się nie przewrócił, i wyszedł z sali.Prowadził go wysoki, biały jak gołąb, starzec przyodziany w suto złotem wyszywany strój.- Senor - zwrócił się doń Zefirio - przepraszam.- Książę Almaviva jestem! - rzekł sucho starzec.- Książę Almaviva? - powtórzył Zefirio.- Hm, to drugi książę, którego znam!- Kto jest ten pierwszy? - zapytał szambelan zaciekawiony.- Książę wielkorządca Aragonii, don Ramido y Carvalho! O, ale tamten wcale nie jest podobny doksięcia Almavivy.Księcia Ramida y Carvalha nazwałbym księciem zoologicznym!.- Księciem zoologicznym? - zdziwił się książę szambelan.- No tak! Podobny do kozła, pije krew z biedaków jak pijawka, tchórzliwy jak zając, a umykaprzed nieszkodliwym byczkiem jak gazela.Cały zwierzyniec w jednej osobie.- Senor Zefirio! - Oburzył się szambelan, ledwie powstrzymując się od śmiechu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum