[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Najwidoczniej Salcombe nie chciał być kojarzony z jej śmiercią.A co zeStamperem?- Mo\e nie udało mu się zapłacić za usługi - odpowiedział Garvey - za uzdrowienie syna.Zastanawiam się nad tym, czy oni mogą zmieniać swoje własne kształty.- Potrafią uzdrawiać równie skutecznie jak zabijać - wtrącił się Goodly.- Mają.talent.Kiedychcą osiągnąć jakiś cel, mogą u\ywać go do uzdrawiania, a jeśli coś im grozi, to dzięki swoimtalentom zabijają.- Jest jeszcze jedna rzecz, nad którą pracowałem - powiedział Chung.- Czy pamiętacie tę noc,kiedy wszyscy tutaj przyszliśmy, \eby oglądać.hm, nie wiem, jak to nazwać.powiedzmy:odejście Harry ego? Na pewno pamiętacie.Wiemy, \e Nekroskop Harry Keogh nie \yje, \eumarł w Krainie Gwiazd, w świecie Wampyrów.Ale to co najwa\niejsze, to czas zgonu.- A więc - rzekł Trask, patrząc uwa\nie na lokalizatora - miałem rację: wiesz więcej, ni\powiedziałeś.Nie chodzi o to, \e coś ukryłeś, tylko nie było czasu, \eby o tym porozmawiać.Mo\liwe, \e ja równie\ pracowałem nad dojściem do tego samego wniosku.Będę zgadywał:mówimy o godzinie, w której zmarł Nekroskop, mam rację? Teraz ju\ wiesz, o co michodziło, gdy mówiłem o przypadkach, zbiegach okoliczności, synchroniczności i tak dalej?Oto co odkryłem: St John zaczął rozwijać swoje paranormalne zdolności natychmiast po tym,gdy umarł Harry Keogh.- Tak, to prawda - przytaknął Chung.- Ale to jeszcze nie wszystko.- Tak? A co jeszcze? - Nie tylko Harry umarł tego niedzielnego poranka o 3:3 3.Umarła wtedy równie\ Kelly StJohn.I to dokładnie w tej samej minucie!Trask patrzył ze zdumieniem na Chunga, tak samo Garvey i Goodly.- Tak więc - kontynuował lokalizator - jeśli nie jest to zbieg okoliczności czysynchroniczność, to istnieje związek pomiędzy zmarłym Harrym Keoghiem a bardzo\ywotnym Scottem St Johnem.Trask odzyskał głos i powiedział:- Mo\na powiedzieć, \e od śmierci Harry ego to najlepsza nowina, jaka do nas dotarła.JeśliSt John i ludzie, którzy z nim pracują są w jakimś stopniu pod wpływem Harry ego.-.to jest to dla nas dobry znak - dokończył Chung.- Racja - rzekł Trask.- Ale kim są jego przyjaciele? Kim jest ta kobieta, Shania? No i o cochodzi z tym kimś, kto nazywa się Wilk?W tej samej chwili Garvey głośno westchnął, sprawiając, \e oczy pozostałej trójki skierowałysię na niego.- O co chodzi, Paul? - spytał zaniepokojony Trask.Po chwili sam głośniej odetchnął,nerwowo pstryknął palcami i dodał: - Niech to szlag! Przegapiłeś swoją wizytę u neurologa!-Co? - zdziwił się Garvey, wyglądał na mocno zdezorientowanego.- No tak, masz rację.Zapomniałem o tym, kiedy Kellway zaczął opowiadać o swoich odkryciach.Ale tu nie chodzio neurologa.Tym się akurat nie przejmuję, zwłaszcza gdy nasz świat czeka koniec, i to zaniecały tydzień! Chodzi o to, co powiedziałeś.- Co powiedziałem? - powtórzył za nim Trask.- O co ci chodzi?- Zadaj sobie takie pytanie: czy znamy kogoś, kto mieszka na wyspie Zakynthos?- Zek Fóener i Michael J.Simmons - odparł natychmiast Trask.Ale Garvey dodał: - I.?- I co? - powtórzył ponownie Trask, wykazując rosnące zniecierpliwienie.- Powiedz, o co cichodzi.- I wilk - rzekł Garvey.- Chodzi mi o prawdziwego dzikiego wilka pochodzącego z górskichregionów Krainy Słońca i Gwiazd.Wiesz, co ci powiem? Kiedy podą\yłem myślą zaChungiem do domu St Johna, to chocia\ wyczułem za tym smogiem trzy umysły, zało\ę się owszystkie pieniądze, \e nie wszystkie nale\ały do ludzi.Na dłu\szą chwilę zapadła cisza, po czym odezwał się Trask:- Chcesz mi powiedzieć, \e trzecim członkiem zespołu St Johna i jego tajemniczej kobietyjest wilk?- Uwa\am, \e to mo\liwe - stwierdził Garvey.- I wiem, jak to sprawdzić.Mamy numertelefonu do Zek na Zante?- Ale nie wolno nam - odezwał się łan Goodly swoim wysokim głosem.- Musimy - przerwał mu Trask.- Przepraszam, łan, ale nie mo\emy ju\ dłu\ej czekać.Pomimo albo z powodu twoich przepowiedni.Sam powiedziałeś, \e został nam niecałytydzień.Tylko do czego, do jakiego zdarzenia? Jakiegoś kolejnego Wielkiego Wybuchu?Tego, o czym wspominała Anna Maria English? Nie mo\emy po prostu siedzieć bezczynnie.St John, nieznana kobieta i.wilk, na litość boską przeciw nie wiadomo jakim piekielnympomiotom czającym się w Szwajcarskich Alpach?! Oczywiście, \e nie będziemy rozgłaszać onaszych działaniach, zrobimy to po cichu, ale musimy tam jechać!Przerwał na chwilę, przyjrzał się ka\demu po kolei, po czym powiedział:- Dobra, posłuchajcie, co chcę zrobić.W prywatnej, wykutej w skale kwaterze w Schloss Zonigen Trójka Mordrich siedziała przyokrągłym marmurowym stoliku, trzymając się za ręce.Wszyscy mieli na sobie kaftany zwysoko postawionymi kołnierzami: Mordri Jeden, czyli Gerda Lessing, w kolorze czarnymjak przestrzeń kosmiczna; Mordri Dwa, znany tak\e jako Simon Salcombe, w kolorzeciemnoszarym; Mordri Trzy, który przybrał ziemskie imię Guyler Schweitzer, w kolorze białym i tak czystym, \e a\ raził w oczy.Ich ciemne głęboko osadzone oczy były zamknięte,twarze pozbawione ciepła typowego dla Shingów miały ostre i grozne rysy.Na ich prawychramionach siedziały Khiffy przyczepione jedną kończyną do szyi, drugą zagłębione w uszachswych gospodarzy, wnikając w ich myśli, a być mo\e równie\ zwiększając ich moc.Otwarteczerwone oczka Khiffów wyglądały na nieobecne, jakby patrzyły gdzieś daleko [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum