[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Spakuj tylkonajpotrzebniejsze rzeczy. Dlaczego miałabym z tobą jechać? Bo mam pancerny pojazd i broń.Mam zapasy i pieniądze.Może nie tyle, by wynająćelektryczny samolot, ale całkiem sporo.Zawiozę cię, dokąd tylko zechcesz.Meksyk.Kanada.Podróż trochę zajmie, ale dotrzemy na miejsce bezpiecznie. Byłam już w Meksyku  odparła zmęczonym głosem. W Kanadzie też.I mieszkałamna pustkowiach. Teraz wszędzie jest pustkowie.Nie mamy wyjścia. Okłamałeś mnie  rozgniewała się. Jak to? Skłamałeś.Przecież to jasne.Twierdziłeś, że nie mieszasz miłości ze śmiercią, ale tonieprawda.Dla ciebie, cholera, to jedno i to samo.Powiedz mi coś: dlaczego tak bardzo chceszmi pomóc? Mów szczerze.Dlaczego spośród tylu ludzi ocaliłeś właśnie mnie? Czemu chroniszakurat moje dziecko? Bo tak postępują ludzie, Solara.Brnąc przez życie, decydują, kto nie jest wartsplunięcia, a kogo trzeba zabrać ze sobą.A potem można już tylko żywić złudną nadzieję, żedokonało się właściwego wyboru.I że nie pozwoliło się odejść komuś, kogo należało zachowaćprzy sobie.Ja wybrałem ciebie.To odruch, instynkt.Nic więcej. Nie wierzę ci.Pozwoliłem opaść kurtynie. Masz rację.Okłamałem cię.Ale nie myślę tylko chujem.Prawda jest taka, iż przy tobieczuję coś, czego nie czułem od niepamiętnych czasów.Coś, o czym byłem przekonany, żeumarło, a w tej chwili jest silniejsze niż kiedykolwiek przedtem.I dopiero teraz, cholera,rozumiem czemu aż tak długo łażę po tej przeklętej planecie. Mówiłam ci  westchnęła. Mam dość zakochujących się we mnie facetów. Gówno mnie to obchodzi.Podszedłem do niej i zacząłem ją całować.Obejmowałem ją, wchłaniałem.Miałemochotę ściskać ją, aż mózg wyskoczy jej z głowy.Odpowiedziała na pocałunek i niebo spadło mina głowę, a wszechświat wessała jakaś czarna dziura.Skurczył się w ten sposób, iż zostaliśmytylko my, tak gęści, że nawet za trylion lat nie mogła dosięgnąć nas erozja.Rzuciłem Solarę nałóżko, rozdarłem jej bluzkę.Całowałem sutki, lizałem cyfry blizn na brzuchu.Zdjęła mi koszulę ispodnie, podwinąłem jej spódniczkę i po chwili połączyliśmy się.Miałem wrażenie, że płoniemy.Całowałem ją raz po raz.Chciałem, by ten moment zawarł w sobie wieczność, bym mógł pozbyćsię całej reszty czasu.Opadłem nagi obok Solary.Rąbkiem koszuli starła ze mnie pot.Jej ciałopromieniało. Nie chcę umierać  powiedziałem.  Ja też nie. Wiem, że niebo nie istnieje.Rozumiem, że wszystko kończy się nicością.Ale boję się,iż w tej pustce zostanie jakiś kawałek mnie.%7łe jakiś przypadek sprawi, iż zachowamświadomość.I że będę krzyczał z tęsknoty za tym, co mam teraz.%7łe ta mała iskierka mojej duszyprzetrwa w pułapce i wciąż będzie pragnąć.Ciebie.Zwiatła.Czegokolwiek.Pozwoliła palcom zatańczyć na mojej piersi i uśmiechnęła się.Jej głęboki głos przeniknąłmnie niczym balsam, rozluznił mięśnie. Tam nie będzie niczego, John.Korzystaj, z czego możesz, póki jesteś tutaj. No dobrze. Znów ją pocałowałem. Powinniśmy się spakować. Musimy wyjechać zaraz?  zaniepokoiła się. Nic nam nie będzie.Nikt nas nie skrzywdzi.Podszedłem do starego kufra podróżnego.Ojciec kupił go, gdy wybierałem się kiedyś naobóz, wiele dziesiątków lat temu.Był duży, niebieski, z mosiężnymi uchwytami i zamkiemrozmiaru przycisku do papierów.Dwa przymocowane ćwiekami paski ze sztucznej skóry biegłypo prawej i lewej stronie niczym ozdoby na sportowym samochodzie.Zcianki zostały wykonanez jakiegoś taniego materiału, niewiele bardziej wytrzymałego niż karton.Przenosić całośćmusiało dwóch ludzi, którzy zwykle doznawali licznych stłuczeń, gdyż kufer bardzo lubił spadaćna stopy i łydki.Wewnątrz, w górnym przedziale leżały luzem naboje.Uniosłem pokrywę, bydostać się do mojej małej zbrojowni.Wyciągnąłem półautomatyczną strzelbę i pokazałem jąSolarze. Umiesz się tym posługiwać?  spytałem. Raczej kiepsko.Pociągnąłem za zamek, przeładowałem. Masz sześć strzałów.Data modyfikacji:28/06/2079, 23:58 9NIESPODZIEWANY ZWITZ osiedla Fairfax wydostaliśmy się przed dziesiątą w nocy i odjechaliśmy przezniekończące się przedmieścia, jakie rozciągały się po obu stronach drogi 66 i dalej.Mój małyelektryczny samochód nie miałby szans w starciu z pojazdem rozmiarów Grubej Berty, niemniejbył wyposażony we wzmocnione drzwi i szyby.Najbardziej zajadli włóczędzy i członkowiegangów D36 puszczali go, wypatrując słabszych, bardziej bezbronnych wozów.Mijaliśmyogniska bezdomnych mieszkających wzdłuż muru autostrady.Dekorowali swoje fragmentyściany jakby własne sypialnie.Ciche jak trumny elektrosamoloty, widoczne jedynie dziękisunącym nisko i szybko w ciemnej mgle światłom, przewoziły nad naszymi głowami bogaczy.Gdy oddaliliśmy się od Fairfax jakieś trzydzieści kilometrów, uświadomiłem sobie, że niedługorozładuje mi się akumulator.Osiem kilometrów dalej znalazłem bezpieczne osiedle ze stacjąelektryczną.Zjechałem z autostrady i otworzyła się przed nami brama.Wewnątrz stały rzędami podłączone do dystrybutorów prądu ciężarówki zaparkowane nanoc.Postąpiłem tak samo jak ich kierowcy.Licznik dał nam siedem minut.Działało tam minicentrum handlowe.Można było kupić coś dojedzenia i picia orazkoszulki z nadrukiem WIRGINIA  STAN ZAKOCHANYCH, produkowane z myślą oprzejeżdżających tędy ludziach, poszukujących najprostszego podarku dla bliskich.Zaprowadziłem Solarę do środka.Na jej prośbę wziąłem sześciopak plastikowych butelek Dr.Peppera i pudełko chrupek Cheerio.W budynku znajdowało się też stoisko, gdzie sprzedawanosztuczne sushi.Oparłem się i wybrałem hot doga.Wróciliśmy do samochodu i zjedliśmy w jegozaciszu.Solara łapczywie żłopała swój napój.Pocałowałem ją w chwili, gdy oderwała usta odbutelki. Podstępny jesteś  rzuciła z uśmiechem. Chcę się z tobą ożenić.Chcę wziąć z tobą ślub i być ojcem twojego dziecka.Nie musiszsię zgadzać.Proponuję to tylko dlatego, że miło jest móc coś takiego powiedzieć.W wyobrazninie mówię nic innego, kiedy na ciebie patrzę. Kim ty jesteś?  roześmiała się. Na pewno nie tą osobą, której się spodziewałem.Rozłożyła się wygodnie na siedzeniu i zjadła garść chrupek. Wiesz, John, przy tobie czuję swoje lata. Przepraszam. Nie, to dobrze.Z nikim innym tak się nie czułam.Patrzysz na mnie takim wzrokiem,jakbyś chciał wypić lemoniadę na spółkę. Jeśli chcesz, skoczę do sklepu i zaraz przyniosę.Najlepszy napój kukurydziany o smakucytrynowym z wysoką zawartością cukru, jaki sobie wymarzysz. Wystarczy mi to, co mamy.Dzięki. Osuszyła butelkę do dna i otworzyła następną.Przed trzydziestką spotykałam się wyłącznie ze starszymi facetami.Oczywiście był Randall.Aleinni też.Kiedy się z nim rozstałam, zmieniłam nazwisko i przeprowadziłam się do Los Angeles.Tam widywałam się z wieloma starszymi.Nie tylko wiekiem, ale i wyglądem.Jeżeli koleś miałczterdziestkę, ale kurację przeszedł w wieku dwudziestu pięciu, nie brało mnie to.Ale jeśliprzyjął lekarstwo, mając czterdzieści? Prawdziwe czterdzieści? To było coś dla mnie.Jestempewna, że cierpię na jakiś rodzaj kompleksu ojca.Jeden z nich był znanym producentemfilmowym.Miał na imię Bobby.Około pięćdziesiątki. Załatwił ci pracę? Proponował  przyznała  ale nie chciałam zostać zidentyfikowana.Nawet po operacji nosa.Los Angeles było wtedy.Nawet nie wiem jak to opisać [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum