[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Ty go jeszcze nie znasz! - wykrzyknęła lady Luce i zaśmiała się gorzko.- Kit Stratton nie jest dżentelmenem.Prędzej poderżnąłby sobie gardło niż.- Popatrzyła w stronęotwierających się drzwi.- O co znów chodzi, Tibbs?Ochmistrz ukłonił się sztywno, wyciągając przed siebietacę.- Posłaniec przyniósł list, milady.Nie czekał na odpowiedz.Lady Luce wyciągnęła rękę.- To list do panny Beaumont, milady - powiedział służący. Starsza pani z gniewnym fuknięciem opadła na oparciefotela.Biorąc list z tacy i dziękując służącemu, Marina czułana sobie przenikliwy wzrok chlebodawczyni.Za chwilę ladyLuce o wszystko ją wypyta.Co Marina jej powie? Ubogiedamy do towarzystwa, niedawno przybyłe do Londynu, nieotrzymywały listów doręczanych przez posłańca, zwłaszczajeśli nie miały żadnych znajomych w mieście.Powinna byćna to przygotowana.Zważyła list w dłoni.Był wystarczająco ciężki, by zawieraćskrypt dłużny.Zapewne wysłał go Kit Stratton.Koperta zostałazaadresowana pewną, wprawną ręką.Zdecydowanie nie było tokobiece pismo.Czując rosnące zainteresowanie chlebodawczyni, Marina szybko wsunęła list do kieszeni sukni.- Możesz otworzyć list, jeśli chcesz, moje dziecko - powiedziała jakby od niechcenia lady Luce.- Pewnie jesteś ciekawa, kto do ciebie pisze.Marina szybko - zbyt szybko - pokręciła głową.- Już to wiem, milady - odparła.- Istnieje tylko jedna możliwość, jako że nie mam przyjaciół w Londynie.Mieszka tu pewien duchowny, który być może zostanie patronem mojego brata Harry'ego - wytłumaczyła, starając się, by naprędce wymy-ślone kłamstwo brzmiało przekonująco.- Być może przypomina sobie pani, że po skończeniu Oksfordu brat zamierza zostaćduchownym.Pastor obiecał, że jego żona odszuka mnie w Londynie.Myślę, że to bardzo uprzejme z ich strony, ponieważ nicnie wiedzieli o siostrze Harry'ego.List mogła przysłać tylko żona pastora.- Marina z przekonaniem uśmiechnęła się do starszej pani.Ciekawe, czy uwierzyła w tę mocno nieprawdopodobną historyjkę.Co będzie, jeśli starsza dama poprosi Marinę, by przedstawiła jej pastora?Lady Luce przez chwilę uważnie przyglądała się Marinie,po czym powiedziała ostro: - Jesteś tu zatrudniona jako dama do towarzystwa, a niepo to, żeby biegać do jakichś pastorów, którzy chcą na siłęuszczęśliwiać innych.Wystarczy, że musimy słuchać ichw niedziele.Marina zacisnęła wargi, by powstrzymać się od uśmiechu.Lady Luce nie ukrywała niechęci do kleru.Jeśli nie podobałojej się jakieś kazanie, potrafiła zadbać o to, żeby wiedziałoo tym całe zgromadzenie.W ubiegłą niedzielę dała w kościele prawdziwy popis.Uśmiechała się potem z satysfakcją,podczas gdy jej syn skręcał się ze wstydu.Marina też byławtedy zakłopotana, jednak, prawdę mówiąc, niestosowne zachowanie lady Luce nie spędzało jej snu z powiek.Przez całąniedzielę i większość poniedziałku zastanawiała się, czy KitStratton odpowie na jej list.Teraz nareszcie otrzymała wiadomość.- W swoim czasie będziesz mogła odwiedzić tego pastora- podsumowała lady Luce.- Ale nie w moim.Zrozumiano?- Tak, milady - odpowiedziała pokornie Marina.- Możesz już iść.Przeczytaj list, bo za chwilę wypali cidziurę w kieszeni.Nie będziesz mi potrzebna aż do kolacji.Marina nie wierzyła swemu szczęściu.Odniosła wrażenie,że lady Luce nie przyłapała jej na kłamstwie.W dodatkuokazała wielką wyrozumiałość.- Dziękuję, milady.To bardzo uprzejme z pani strony -powiedziała, wstając z krzesła, by wykonać ukłon.- Będę.Lady Luce ze zniecierpliwieniem machnęła ręką.- Lepiej już idz, bo gotowam zmienić zdanie - rzuciłacierpkim tonem.Marina wyszła z pokoju tak szybko, na ile pozwalała jejgodność.W korytarzu zauważyła ochmistrza, zaczęła więcpowoli wstępować na schody, aż znalazła się poza zasięgiemjego wzroku [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum