[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po chwili odłożył widelec.- Peter - zaczął, tym razem nieco głośniej.- Spróbuj zrozumieć, że w sposobie, w jakireagują na ciebie ludzie, nie ma żadnej osobistej urazy.Ludzie zawsze bali się młodości.Dzieci i młodzież to zagrożenie: przeciwstawiają się różnym sytuacjom, kwestionująistniejący porządek.Nastolatki były tak postrzegane, jeszcze zanim wynalezionoDługowieczność.Młodzi dostawali nakazy administracyjne, które ograniczały ich swobodęprzemieszczania się.Traktowano ich jak zródło przestępczości i problemów społecznych.Potem ludzie mieli coraz mniej dzieci, zatem obawy przed młodzieżą rosły.Im dalej odczegoś jesteśmy, z tym mniejszym zaufaniem to traktujemy.Nie lubimy rzeczy nieznanych,odrzucamy wszystko, co jest nam obce: ludzi o innych poglądach niż nasze, kraje o innychsystemach.A dzieci są kimś bardzo różnym od nas.Zawsze przeciwstawiają się starszym.Toleży w ich naturze.- Chce pan powiedzieć, że oni się mnie boją? - W głosie Petera zabrzmiała ironia.- Chcę powiedzieć, że ich niepokoisz.I że jeśli pragniesz z kimś się zaprzyjaznić,musisz wykazać się odrobiną cierpliwości.Musisz udowodnić, że nie muszą się ciebieobawiać.- Ale pan się mnie nie boi.- Tak, Peter, nie boję się - odrzekł doktor Edwards, mrużąc oczy.- Lubię, kiedy ktośsię ze mną nie zgadza.Zmusza mnie to do intensywniejszego myślenia.Chłopak zastanawiał się przez moment, a potem wzruszył ramionami.- Nie potrzebuję przyjaciół.Nigdy żadnego nie miałem.- Nie sądzę, żeby to była prawda, Peter.Ale pamiętaj, że masz przeciwko sobie ponadsto lat indoktrynacji i propagandy, a do tego społeczeństwo pozbawione od długiego czasuwidoku młodych ludzi.- Doktor Edwards spojrzał z powagą na siedzącego obok chłopaka.-Nie oczekuj, że ludzie od razu cię zrozumieją. - W ogóle nie oczekuję, żeby ktoś mnie zrozumiał - rzucił gniewnie Peter.-Chciałbym tylko, żeby zostawili nas w spokoju.%7łeby wszyscy zostawili nas w spokoju! Rozdział szóstyJude poczuł, że z czoła w stronę oka spływa mu strużka potu.Potrząsnął głową.Często się zastanawiał, co by było, gdyby został schwytany i uwięziony i gdyby poddano gotorturom w celu uzyskania informacji.Wyobrażał sobie ten przypływ adrenaliny iświadomość niebezpieczeństwa, które na pewno by się z tym wiązały.Wypytywał ojca o to,jakie techniki tortur stosowane są przez Władze.Nie uwierzył, gdy usłyszał, że procedurypostępowania nie obejmują tortur.Teraz jednak, kiedy siedział w swoim fotelu z rękami związanymi na plecach, wcalenie odczuwał przypływu adrenaliny, a raczej strach i rozpacz.Nie chciał jednak tego po sobiepokazać.Był przecież niełatwym do pokonania wojownikiem.- Masz ciekawy system.Człowiek, który to powiedział, był wysoki, średniej budowy ciała.Za nim stał jeszczejeden mężczyzna.Ten miał rozczochrane włosy, był nieogolony i niedbale ubrany, mimo tochłopak od razu go rozpoznał.To oczy go zdradziły: ten jasny błękit, ta intensywnośćspojrzenia, jednocześnie przerażająca i kojąca.Jude widział te oczy na zdjęciach, słyszał, jako nich opowiadano.O nich i o człowieku, do którego należały.To był Pip - najbardziejposzukiwany mężczyzna w Wielkiej Brytanii.Pip - mężczyzna, o którym mówiono, żedysponuje niezwykłą mocą, który, zdaniem zwolenników teorii spiskowych, tak naprawdępracował dla Władz, pomagając im pozbyć się dysydentów.Mężczyzna, który od latpozostawał nieuchwytny.- Przyszliście - powiedział Jude zduszonym głosem.Musiał odchrząknąć kilka razy.-Tak po prostu?- Tak.po prostu - odparł Pip.- A co, nie spodziewałeś się nas?Chłopak przełknął ślinę.- Nie pana.- wymamrotał.- Widziałem już wcześniej pana twarz.A teraz pan jesttutaj, w moim pokoju.Drugi mężczyzna zachichotał.- To prawda, widział nasze twarze.To chyba oznacza, że musimy go zabić.Jude pobladł, ale po chwili udało mu się nieco opanować.- Jestem przecież po waszej stronie.Nie jestem waszym wrogiem.- O jaką stronę ci chodzi, Jude? - spytał chłopaka Pip.Mówił niskim, miękkim, niemalhipnotyzującym głosem. Jude ponownie nerwowo odchrząknął.Nigdy wcześniej nie chciał nigdzie należeć, aleteraz, w obecności Pipa, zapragnął zrozumienia.Przeraziło go to.- Jesteście Podziemiem.Ruchem oporu.- Bojownikami o wolność, tak? A o co my właściwie walczymy? - Pip lekko sięuśmiechał, co zaniepokoiło Jude a.- No.występujecie przeciwko Długowieczności.I starym ludziom.- Głos chłopakadrżał nieco.- Przeciwko starym ludziom.- Pip uśmiechnął się szerzej.- To ciekawe.A dlaczegochcesz się do nas przyłączyć?Jude spojrzał na niego niepewnie.- Pomyślałem sobie, że będziecie mi wdzięczni za pomoc.- Ile masz lat? - Pip nachylił się nad Jude em i chłopak poczuł oddech mężczyzny tużprzy uchu.- Wystarczająco dużo.- Tylko tyle mógł powiedzieć, żeby nie zabrzmiało to jak jakieśżałosne skomlenie.Pip odsunął się niespodziewanie, a drugi mężczyzna zapytał:- A kto cię nauczył włamywać się do systemów?Jude odprężył się nieco i poczuł się pewniej.O włamywaniu do systemów mógłby opowiadać godzinami.- Sam się nauczyłem - odpowiedział.- Kiedy byłem mały, dostałem komputer i od tejpory.- Niezły dom - przerwał mężczyzna, wybijając chłopaka z rytmu.- Dość duży jak najedną osobę.- Należał do mojej mamy.Ona.- A ty jesteś legalny - wtrącił ponownie członek Podziemia.- Nie pomyślał pan, że sąsiedzi by na mnie donieśli, gdybym nie był legalny?Mężczyzna wyczuł sarkazm w głosie Jude a i spojrzał na chłopaka chłodno, a potemodwrócił się i stanął naprzeciwko niego tak, że ich nosy niemal się zetknęły.- Wydaje ci się, że jesteś strasznie sprytny.Ale tak się składa, że nie przepadamy zaludzmi, którzy włamują się do naszych systemów i zostawiają ślad, po którym mogą dotrzećinni.Zrozumiałeś?- Nie zostawiłem żadnego śladu - zaprotestował Jude.- Nigdy tego nie robię.- Jednak jakoś cię znalezliśmy - powiedział łagodnie Fip.- Zawsze zostaje ślad, Jude,czy tego chcesz czy nie. Chłopak poczerwieniał.Musiał zepsuć coś w kodzie przekierowującym.Głupi błąd.- Nie wyjechałeś do Ameryki Południowej.Dlaczego?Chłopak gapił się na Pipa.- Co? - wykrztusił.- Wtedy gdy wyjechała twoja matka.Ty też mogłeś to zrobić.- Skąd.- zaczął Jude i przerwał.- Zatem wiecie, kim jestem.To po co jeszczezadajecie te wszystkie pytania?Pip uśmiechnął się [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum