[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Nie on, do kurwy nędzy! - Cichowski nie wytrzymał i przeklął, nie zważając naobecność wnuczka.- Nie on!- No to kto?- Dziadku, paprykowe ma tamten dinozaur.- Oliwier wskazał kuriozalnego stwora, który mógł być równie dobrze mamutem albo żyrafą.- Madziar! - wrzasnął Cichowski.- Nie Paprzycki, ale Madziar!- Roman Madziar? - zapytał cicho Pater.- No skąd! - mruknął naczelnik, szukając pięciozłotówki w przepastnych kieszeniachspodni.- No przecież już ci dałem - krzyknął do wnuczka - gdzie masz te pięć złotych?!- Mam - odparł Oliwier.- Nie Roman? - Nadkomisarz nie ustępował.- No to kto?- Jego syn Jacek - odpowiedział Cichowski.- Jacek Madziar? Jest taki w ABW?To pytanie zawisło w powietrzu.Piekące słońce zabierało powoli barwę zielonejmurawie boiska, psy leżały z wywieszonymi jęzorami i ciężko dyszały, na twarzy paniBasi Wardęgi wykwitły pierwsze skutki żaru.Pater chciał się pożegnać z szefem.Byłpewien, że nie odpowie on na jego  do widzenia.Wstał i potknął się o Oliwiera, którywłaśnie przybiegł z tubą paprykowych chipsów.Machnął ręką dla złapania równowagi iklepnął kogoś w mokre czoło.- O przepraszam - powiedział do rozzłoszczonego buldoga, którego kiedyś widziałw stołówce.Buldog nie odpowiedział i włożył na głowę czapkę z odpowiednio złożonej gazetyBył to wczorajszy  Przegląd Sportowy z informacją na pierwszej stronie o porażceArgentyny z Niemcami w ćwierćfinale.Występ zakończył Pan Yapa, a na płycie boiskapojawiła się Majka Jeżowska i rozpoczęła koncert piosenką Wszystkie dzieci nasze sq.PanYapa i Majka Jeżowska są nieśmiertelni - pomyślał nadkomisarz.Może i dobrze, że sąstałe, niewzruszone elementy na tym świecie.Jak wykonawcy piosenek dla dzieci.Jakrockowe dinozaury z grupy Yes lub Genesis.Pater spojrzał na Oliwiera bez najmniejszejzłości.Nigdy nie lubił psów ani dzieci.Były to stworzenia inwazyjne, naruszające jegowolność.Niecierpliwe, wściekłe, wrzeszczące lub szczekające, całkowicie od człowiekazależne, a jednocześnie potrafiące okazać bezgraniczną niewdzięczność.Nigdy nie lubiłpsów ani dzieci.Dzisiaj polubił.Wybuchnął głośnym śmiechem.- Co ci tak wesoło? Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.Kto to powiedział? - zapytałnaczelnik, chrupiąc chipsa ku niezadowoleniu Oliwiera.- Nie wiem.- Pater wciąż krztusił się ze śmiechu.- Przypomniało mi się pewneprzejęzyczenie.Dzisiaj pewien chłopiec, tutaj na festynie, powiedział  samoruchajzamiast  samuraj !- Ruchaj! - krzyknął Oliwier.- Ruchaj, do nogi! Tak woła dziadek na naszego Tysona!Oliwier pochłaniał paprykowe chipsy i był bardzo zadowolony, że rozbawił obu mężczyzn.Cichowski i Pater wyli ze śmiechu ku lekkiemu zniecierpliwieniu buldoga,który nie dosłyszał zapowiedzi kolejnej piosenki Majki Jeżowskiej.Nadkomisarz oddalił się wolnym krokiem.Jak Gary Cooper, który właśnierozprawił się z rewolwerowcami.O ile pamiętał, szef rewolwerowców nazywał sięMiller.Nagle pomyślał o czymś innym.Roman Madziar i Jacek Madziar.Ojciec i syn.Tak.Naprawdę czuł, że tym razem wygrał.Gdańsk, 1.07.2006; 12:15Gdy Pater odszedł, nikt już nie przeszkadzał buldogowi w napoleońskiej czapce zgazety kontemplować w spokoju popisów Majki Jeżowskiej, która harcowała po płycieboiska w spódnicy w kształcie bombki.Wciąż się śmiejąc z przezwiska, jakim swojegopsa obdarzył naczelnik, ruszył w stronę drzew, spod których buchał gęsty dym zrusztów i zapach smażonych kiełbasek.Nie przepadał za grillowymi piknikami, zasympatycznie uśmiechniętymi grubasami w fartuchach i zawadiacko przekrzywionychczapkach, za tekturowymi lub - gorzej! - plastikowymi tackami, z których wszystkozsuwało się na ziemię, oraz za mięsem z rusztu, bo po jego zjedzeniu zawsze odnosiłwrażenie, że ma usta pełne przypraw.Jednak dwa kupony w kieszeni, uprawniające dozakupu piwa i kiełbasek, doskwierały mu jak kamyk w bucie i postanowił się ich pozbyć.Właśnie głód chwycił go tak wielki, że tym łatwiej gotów był zaryzykować uporczywyposmak przypraw i niemiłosierną zgagę, jaka zawsze po nich pozostawała.W namiotach, w których ustawione były nalewaki do piwa i ruszty do opiekaniamięsa, tłoczyło się sporo mężczyzn, większość z nich była w podkoszulkach bezrękawów, krótkich spodenkach i plastikowych klapkach.Niektórzy mieli na szyi złotełańcuszki, a na palcu sygnety.Jak rodzimi mafiosi z filmów Patryka Vegi.Jeden z nich,uderzająco podobny do Kmieciaka z Pitbulla i tak zresztą przezywany przez kolegów,patrzył na Patera z krzywym uśmiechem i dwukrotnie nie odpowiedział na jegopozdrowienia.Kmieciak mógłby być modelowym przykładem w pracy doktorskiej podtytułem Alkoholizm jako choroba zawodowa policjantów.Był przyrodnim bratem WiesławaPaprzyckiego.Ojciec i syn.Teraz dwaj bracia, którzy nienawiść do Patera musieli wyssaćw niemowlęctwie wraz z mlekiem matki.Policjanci upodabniają się do bandytów,pomyślał nadkomisarz, patrząc na Kmieciaka.Noszą klapki, biżuterię, golą głowy nałyso, mają abonament w burdelach i wielkie powodzenie u kobiet, które lubią mężczyznmałomównych i stanowczych.Czułych i silnorękich.Czyli u wszystkich kobiet.%7ładna ztych cech nie jest moja.Dlatego nie ma przy mnie żadnej kobiety.Pogratulował sobielogiki.Gdzieś uleciała wesołość.Uznał, że od roześmianych twarzy i kiepskich dowcipów erotycznych jego kolegów znacznie ciekawsze są ponacinane w drobnąkratkę kiełbaski śląskie.Odstał swoje i zamówił podwójną porcję.- Nie mogę dać panu czterech kiełbasek na dwa kupony - odpowiedział spoconykuchmistrz i machnął ręką, jakby odpędzał nie osę, lecz natrętnego klienta.- Na jedenkupon podajemy piwo, a na drugi piwo lub kiełbaski.Chyba że chce pan dwa piwa, nakażdy kupon.To jest możliwe.- Czyli piwo jest obowiązkowe? - zapytał rozezlony Pater.- Bijecie się o złotąpatelnię? A gdybym był alkoholikiem? Przez pana wróciłbym do nałogu!- Nie wygląda pan na alkoholika - nie ustępował kucharz i dodał pojednawczo: - Nieja ustalałem zasady dzisiejszego pikniku.No co panu szkodzi? Niech pan sobie strzelijedno piwko albo odda jakiemuś koledze.Co za problem?Ludzie za Paterem zaczynali go popędzać.Niecierpliwili się głośno i wulgarnie.Kmieciak siedzący przy dużej ławie pokazywał palcem Patera.Jego koledzy wybuchnęliśmiechem.Pod dachem namiotu powietrze stało nieruchomo.O brezentowy sufit obijałsię szerszeń.Paterowi wydawało się, że owad bzyczy pod jego czaszką.Przypomniał musię tekst piosenki Kazika, którą śpiewał wraz z Violettą Villas W tym piekielnym żarze łebciąży niby kloc.- A mogę wziąć inny napój zamiast piwa? - zapytał cicho i przestraszył się własnychmyśli.Miał ochotę przycisnąć do rozpalonego rusztu pulchny policzek kucharza [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum