[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Czy chcesz, żebym najpierw zmieniła pościel i cię przebrała?W oczach chłopaka pojawił się paniczny lęk.- Najwyrazniej to głupia propozycja - mruknęła Tula.- Dobrze więc, poczekaj tutaj, jazaraz wrócę!Poczekaj tu? Cóż za wyjątkowo niemądre polecenie!Zamknąwszy za sobą drzwi, pobiegła na położony niedaleko targ.Całkiem niezlezaopatrzono ją w pieniądze na drogę, zarówno rodzice, jak i dziadek Arv.Nawet przyszywanababcia, Ebba, uszczknęła parę groszy ze swych skromnych oszczędności.Wszystkim kręciłysię łzy w oczach i bez końca powtarzali, jak sobie bez niej poradzą i czy kiedykolwiek jeszczeją zobaczą?Oczywiście, myślała Tula, idąc na targ w Wexio.Oczywiście, że zobaczą.Ona jużzaczynała tęsknić za domem, za najbliższymi, choć dopiero co ich opuściła.Najpierw jednak chciała poznać trochę świata, Tula zawsze lubiła, gdy coś wokół niejsię działo, była żądna przygód, choć bardzo nie chciała, by powtórzyła się jakakolwiekhistoria podobna do tej z Tengelem Złym.Gdy tylko zaczynała o tym myśleć, po krzyżuprzebiegał jej dreszcz, wracały mdłości i strach spowijał ją niczym zimna, lepka mgła.Nigdy, nigdy więcej! Nigdy w życiu!Wróciła do rzeczywistości.Teraz najważniejszy był chory przyjaciel.Szybko i dośćrozrzutnie zrobiła sprawunki, kupiła to, co, jak sądziła, było najniezbędniejsze.Mleko, chleb,masło i ser, warzywa i kawałek mięsa.I jeszcze wielką torbę pełną ciastek i słodyczy.Spiesznie wróciła do warsztatu.Chłopak był nieprzytomny, nie dawało się go docucić, ale to nie wystraszyło jej takbardzo, widziała bowiem, że oddycha.Zrozumiała, że w ostatnim czasie na pewno często tracił przytomność.Tula rozpaliła ogień w piecu i nastawiła garnek z wodą, włożywszy do niego mięso iwarzywa.Kiedy znów popatrzyła na łóżko, chłopak był przytomny.Podeszła do niego, niosąctrochę lekko podgrzanego mleka.Spojrzał na nią z wdzięcznością, uśmiechem dodała mu otuchy.Tula miała jednak poważny dylemat.Nie mogła przecież ot, tak sobie, wyjechać doNorwegii i zostawić go samego.Co miała z nim począć? Do kogo zwrócić się z prośbą opomoc? Nikogo wszak w Wexio nie znała.Heike i Vinga uporali się ze sprawunkami i wrócili do powozu, Tuli jednak nigdzie niebyło widać, zdecydowali więc, że muszą ją odszukać.- Tu jest jakiś mały sklepik - powiedziała Vinga.- Tu chyba miała właśnie wstąpić.Heike zatrzymał się przed witryną.- Vingo - rzekł zdumiony.- Ależ ze mnie głupiec!- No cóż, zdarza się - odparła Vinga ze zrozumieniem.- A co się stało tym razem?- Zobacz tylko! Spójrz, co to za sklep! Nigdy nie pytaliśmy Tuli, skąd wzięła flet.- Owszem, pytałeś ją.Powiedziała, że sama go wystrugała, ale okazał się nieudany, niemogła na nim grać.Mimo to odczuwała nieodpartą potrzebę, by wydusić z niego jakąśmelodię.Heike pokiwał głową.- Tak, to prawda.Ale nie wystrugała go sama.Nie zbadaliśmy, kto mógł zle nastroićinstrument.Pomyśl tylko.Jeśli on, nasz niegodziwy przodek, znów pochwycił ją w swojeszpony! Jeśli to właśnie tu.- Chcesz powiedzieć, że.Wejdzmy do środka!Drzwi nie były zamknięte, weszli do małego, zakurzonego sklepiku.Vingę przeszedł dreszcz.Gdyby Tengel Zły miał przybrać ludzką postać, ten ciemny,pokryty warstwą kurzu sklep byłby wprost idealnym do tego miejscem.Wydawało się, że conajmniej od stu lat nie stanęła tu ludzka stopa.Jeszcze nie przebrzmiał dzwięk zawieszonego u drzwi dzwonka, gdy z głębi warsztatuwyszła Tula.- Och, dzięki Bogu - westchnęła z ulgą.- Musicie mi pomóc.On jest bardzo, bardzochory.Gdybym nie przyszła w porę, pewnie by umarł.Nikogo nie obchodzi jego los.Heike i Vinga popatrzyli po sobie i pospieszyli za Tulą.Dziewczyna stała już przy łóżku. - To moja ciotka i wuj z Norwegu - wyjaśniła.- A to jest.Ach! Przecież ja nawet niewiem, jak ty się nazywasz!Chory usiłował odpowiedzieć, ale niestety nie miał na to siły.- Czy możecie zrobić coś, żeby tu było jaśniej? - zapytał Heike.Vinga odsunęła zasłonę z maleńkiego okienka, umieszczonego wysoko na ścianie.Heike w milczeniu przyglądał się leżącemu w łóżku mężczyznie, który z przerażeniem zerkałna niezwykłego wuja swej przyjaciółki.Tula pospieszyła z wyjaśnieniami:- Dałam mu wody i trochę letniego mleka, a teraz gotuję pożywną zupę na mięsie.- Oszalałaś? Nie wolno podawać mu nic tak esencjonalnego - uprzedził ją Heike.-Wydaje się, że nie miał nic w ustach od kilku tygodni.A może i dobrze zrobiłaś,rozcieńczymy zupę i przecedzimy ją.Kiedy ostatni raz jadłeś? - zwrócił się do chorego.- On nie ma sił odpowiadać - wyjaśniła Tula.Heike przejął rządy i zaczął wydawać polecenia.Tulę wysłał, by kupiła nową pościel iprzyniosła z powozu jego podręczne zapasy leczniczych środków, a Vingę, by znalazła kogoś,kto mógłby zaopiekować się chorym w najbliższym czasie.Sam Heike zajął się badaniem wycieńczonego chłopca, który był tak nieśmiały, żewolałby zapaść się pod ziemię, nizli poddać się zabiegom dokonywanym przez kobiety.AHeike bardzo chciał pomóc nieszczęśnikowi przynajmniej na tyle, by chory mógłopowiedzieć o flecie.Bo właściwie miał pewność, że Tula właśnie tutaj znalazła niebezpieczny instrument.Kiedy Tula wróciła, pacjent był całkowicie przytomny i choć nadal słaby, to jednakmógł już mówić.Heike wziął pościel przyniesioną przez Tulę i wypchnął dziewczynę dosklepu.Teraz mógł zająć się myciem i przebieraniem chorego.W końcu pozwolono jej znów wejść do sypialni.Oczy Heikego wyrażały współczucie dla losu młodzieńca, ale gdy się odezwał, jegogłos zabrzmiał surowo:- Twój przyjaciel ma na imię Tomas, więcej nie zdążyłem z niego wydobyć.- Witaj, Tomasie - powiedziała Tula.- Witaj.A jak ty się nazywasz? - spytał zawstydzony.- Tula Backe - odparła.- Mieszkam w parafii Bergunda, a teraz jadę do Norwegii, alenajpierw chciałam się z tobą pożegnać i porozmawiać chwilę.To szczęśliwy przypadek,prawda?Radosne iskierki, które płonęły w jego oczach, przygasły. - Do Norwegii?- Tak, ale tylko na trochę.Niedługo wrócę tu znów.W tejże chwili weszła Vinga.- Znalazłam dla niego opiekę.Kiedy się odrobinę zatrzepocze rzęsami, no i nadokładkę pieniędzmi, to zawsze można osiągnąć cel.Pastor skierował mnie do czegoś, conazywa się zgromadzeniem sióstr miłosierdzia [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum