[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zobaczyłem w jej oczach błysk grozy, zobaczyłem, że sięzachwiała, oparła o komodę, osunęła na podłogę, i usłyszałem, że mówi, może krzyczy, z pogodnątwarzą, nie tracąc owego teatralnego spokoju:- Uczysz się, jak traktować kobiety, Ricardito. Zwaliłem się na podłogę obok niej, chwyciłem w ramiona i potrząsałem, oszalały, wyrzygującurazę, wściekłość, głupotę, zazdrość:- Tylko cudem nie leżę teraz na dnie Sekwany, z twojej winy, przez ciebie - słowa więzły mi wgardle, język mi się plątał.- Przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny zadałaś mi śmierć tysiące razy.W co ty się ze mnąbawisz, no powiedz, w co?! To po to wydzwaniałaś do mnie, po to mnie tropiłaś, kiedy jużuwolniłem się od ciebie?! Ile, twoim zdaniem, mogę wytrzymać?! Moja wytrzymałość też majakieś granice.Mógłbym cię zabić!W tym momencie uświadomiłem sobie, że jeśli nie przestanę nią potrząsać, faktycznie mogę jązabić.Przestraszony, puściłem ją.Była sina i patrzyła na mnie z otwartymi ustami, zasłaniając sięrękami.- Nie poznaję cię, to nie jesteś ty - szepnęła i głos jej się załamał.Dotknęła policzka i prawej skroni,które, jak wydało mi się w przyciemnionym świetle, zaczęły puchnąć.287- O mało nie zabiłem się przez ciebie - powtórzyłem głosem nabrzmiałym urazą i nienawiścią.- Jużstałem na barierce mostu, już miałem skoczyć do rzeki, uratował mnie jakiś kloszard.Samobójca,tego tylko brakowało w twoim życiorysie! Sądzisz, że możesz igrać tak ze mną bez końca? Czyjedyny sposób, żeby się od ciebie uwolnić raz na zawsze, to zabić się albo zabić ciebie? Agarstwo, ty nie chcesz ani zabić siebie, ani zabić mnie  powiedziała, czołgając się do mnie.-Chcesz mnie przelecieć.Nie mam racji? Ja też chcę, żebyś mnie przeleciał.Albo, jeśli to słowo ciędrażni, żebyś pokochał się ze mną.Pierwszy raz w życiu usłyszałem z jej ust ten wulgarny czasownik, nie słyszałem go zresztą odwieków.Przytuliła się do mnie i macała moje ubranie, lamentując:  Jesteś mokrusieńki, przeziębiszsię, zdejmuj zaraz to mokre ubranie, głuptasku.Jeśli chcesz, potem mnie zabijesz, ale terazpokochaj się ze mną".Odzyskała równowagę, była znowu panią sytuacji.Serce waliło mi w piersi,nie mogłem złapać tchu.Pomyślałem, że byłoby głupio, gdybym akurat w tym momencie dostałzawału.Pomogła mi zdjąć marynarkę, spodnie, buty, koszulę - wszystkie części garderoby możnabyło wyżymać  a drugą ręką gładziła mnie po głowie w owej charakterystycznej pieszczocie,jedynej, jaką raczyła mnie czasem obdarzyć. Ale ci bije serce, głuptasku - powiedziała w chwilępózniej, przykładając ucho do mojej piersi.- To przeze mnie?" Ja też zacząłem ją pieścić, choćpłonąłem jeszcze ze złości.Mieszało się z nią jednak rosnące pożądanie, które podsycała - zerwałaz siebie strój tancerki i leżąc na mnie, suszyła mnie ruchami swego ciała, wsuwała mi język do ust,zmuszała do łykania swej śliny, dotykała mojego członka, pieściła go obiema rękami, a wreszcie,wyginając się jak węgorz, włożyła go sobie do ust.Ja też ją całowałem, pieściłem, obejmowałem,bez dawnej delikatności, raczej 288gwałtownie, wciąż jeszcze zraniony i obolały, a wreszcie zmusiłem ją do wyjęcia go z ust iprzygniotłem do ziemi.Rozsunęła posłusznie nogi, wyczuwając, że mój członek sztywnieje iwchodzi w nią.Wcisnąłem się w nią brutalnie i usłyszałem, że krzyczy z bólu.Ale nie odepchnęłamnie i z napiętym ciałem, skarżąc się, jęcząc cichutko, wyczekała na mój wytrysk.Jej łzy moczyłymi twarz, zlizywałem je.Była mizerniutka, oczy wychodziły jej z orbit, buzię wykrzywił ból.- Powinnaś odejść, naprawdę mnie porzucić - powiedziałem błagalnie, trzęsąc się od stóp do głów.-Dzisiaj o mało się nie zabiłem i o mało nie zabiłem ciebie.Nie chcę tego.Idz, poszukaj sobieinnego, kogoś, z kim będziesz żyła intensywnie, jak z Fukudą.Niech cię chłosta, niech cię pożyczakumplom, niech ci podaje proszki, żebyś pierdziała mu w parszywy ryj.Ty nie nadajesz się do życiaz takim nudnym aniołkiem jak ja.Zarzuciła mi ramiona na szyję i całowała w usta, gdy mówiłem.Całe jej ciało prężyło się, żeby jaknajmocniej przytulić się do mojego.- Nie zamierzam odchodzić, ani teraz, ani nigdy - szepnęła mi do ucha.- Nie pytaj dlaczego, bo zanic w świecie nie powiem.Nigdy nie powiem ci, że cię kocham, nawet gdyby tak było [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum