[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Urwał.-  ZZZsprawiło, że prawie wylądowałem w wariatkowie.- Zupełnie jak pewien policjant z komendy stołecznej.Słyszałem, że lubisz wpędzać w kłopotybyłych kolegów.- Sam nie wiem dlaczego mi się to wyrwało.Może po prostu zapamiętałemopowieść gotyckiej Jolki i nie potrafiłem odpuścić.Maciejewski poruszył się niespokojnie.Zdawałomi się, że żyły na rękach Chyżego nabrzmiały jeszcze bardziej.- Widzę - powiedział - że zasięgnąłeś języka w mojej sprawie u życzliwych ludzi.Uśmiechnąłem się.- Lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia. - Słuchaj, gnoju - Chyży poczerwieniał na twarzy - jeśli wydaje ci się, że możesz bezkarnie wydawaćwyroki, to.- szukał właściwych słów.- Kilku chłopaków wyciągnąłem za uszy z prawdziwegogówna.A w tym przypadku, o którym mówisz, uważam, że miałem rację.A ty kim jesteś? -Wyciągnął palec w moim kierunku.- Wzorem policjanta o nienagannych manierach? Zgarniasz wkomendzie doroczną nagrodę fair play? - Roześmiałsię.Z pewnością nie byłem wzorem do naśladowania.Daleko mi do ideału.Atmosfera przy stolikuzrobiła się gęsta jak śmietana do tortu.Jak w dobrej szpiegowskiej powieści, gdy przy stole siedzikilku cynicznych agentów i rozprawiają o okruchach lojalności, które gdzieś jeszcze pozostały.Byłem zły na siebie.Powinienem trzymać język za zębami.A tak rozmowa przybrała niespodziewanyobrót.- Dobra - mruknąłem.- Punkt dla ciebie.Nikt nie przepada za tymi z wewnętrznego.Ale nic do ciebie nie mam.Czy jest coś jeszcze, co mogłoby być dla nas przydatne? -Spojrzałem na Maciejewskiego.Pierwsze zabójstwo popełniono w Sosnowcu.Na moim terenie.Chciałem dać mu do zrozumienia, żew takiej sytuacji nie odpuszczę sprawy.- Czasem bywa tak, że po latach różne fakty układają się inaczej, że widzi się je w innym świetle.Może zdarzyło ci się coś takiego?Czekałem w napięciu.Chyży patrzył na mnie, ale miałem wrażenie, że jego wzrok powędrowałgdzieś dalej, w stronę ambasady Hiszpanii albo Aazienek.- Czy widzę coś w innym świetle? - powtórzył moje pytanie.- Ja staram się, Heinz, nic nie widzieć,rozumiesz? Chciałbym, by te wspomnienia się zatarły.Dziś możesz usunąć laserem tatuaż, ale takichrzeczy - stuknął się w skroń - nie możesz.Wez to.- Wyciągnął w moją stronę kserokopię.- Zrobiłemtę odbitkę dla ciebie.Była to kartka z listem od mordercy.- Oby ci się przydała.A gdy już go złapiesz.Przymknąłem oczy i zacisnąłem usta.Chyży zrozumiał mój gest.Wstał i w milczeniu rzuciłdziesięciozłotowy banknot na stół.Bez słowa podał nam rękę i wyszedł.Pucołowaty zwinął gazety wrulon i uderzył nimi w pustą dłoń, zupełnie jakby wypróbowywał policyjną pałkę.Podniósł się zkrzesła.Konieczny i Maciejewski uczynili to samo.Nie chciałem z nimi rozmawiać.Potrzebowałemjeszcze jednej kawy i spokoju, by przemyśleć to, co usłyszałem.- Rozumiem - aspirant zdjął okulary - że wchodzisz do gry?- Dobrze rozumiesz.Sam widzisz, że te dwa zabójstwa się ze sobą łączą.Zobaczę, co uda mi się znalezć na moim terenie.Będziesz informowany o wszystkim, co się dzieje.Wtakich sprawach gram czysto.Znasz mnie.- Znam.I dlatego mam pewne obawy.Zostałem sam.Zamówiłem americanę i wziąłem kartę z przekąskami ozdobionązdjęciem Johna McEnroe.Nie byłem głodny.Potrzebowałem czegoś, na czym mógłbym zrobićnotatki, a na odwrocie pozostawionej kserokopii nie chciałem pisać.Z r ó b c i e t o.Z a n i m z n o w u z a b i j ę.Zróbcie to.Czyli co? Chrońcie dzieci? Odnajdzcie mnie? Zabijcie? Powstrzymajcie?Dlaczego to zdanie jest takie ogólne? Bo zabójca nie chce przyznać się przed samym sobą, że jestzwykłym draniem?  Zróbcie to brzmi jak forma rozgrzeszenia.Nie czynię nic niezwykłego.Równiedobrze mógłbym uprawiać warzywa.Co jeszcze rzuca się w oczy?Precyzja.Zabójca stara się być precyzyjny.Oddzielił dwa wyrazy stanowczym pociągnięciemdługopisu.Drugie zdanie podkreślił dwiema liniami.Postawił je starannie, niemal idealnierównolegle.Z tej kartki nie dało się wyczytać nic więcej.Zwykła maszynowa czcionka.Nie był to pamiętnik wrodzaju tego, który pozostawił Kuba Rozpruwacz z Lizbony.Nieuchwytnego przez lata mordercęzdradził zeszyt wypełniony makabrycznymi opowieściami, który dostałsię w ręce rodziny.Wpaść można w najgłupszy sposób [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum