[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Spojrzała na barona Grawlińskiego, który stał obok okna, nieco oddalonyod kobiet.Jej teść był naprawdę bardzo stary.O tym, że jeszcze oddycha,świadczyło jedynie lekkie unoszenie się koronek poniżej szyi, pokrytej obwisłąskórą.Baronowa, kobieta duża i nieatrakcyjna, stała nieruchomo niczym skała,z aprobatą spoglądając na syna spod opuszczonych powiek.Zofia, radosna, w różowej sukni, udawała wzruszenie, lecz tylko ciotkapłakała naprawdę.RS 112Anna nie była w stanie płakać.Nie mogła sobie przypomnieć, kiedywłaściwie zdecydowała, że przyjmie oświadczyny.Została pokonana: przezciotkę, przez Zofię, przez własną słabość.Brak wiadomości od Jana pozbawiłją złudzeń.Dlaczego nie napisał? Czy przestała mu się podobać? Czy był takzmienny, jak twierdziła Zofia? Czy to coś w niej sprawiło, że nagle straciłzainteresowanie? A może nie było ono niczym więcej, jak tylko tym, co Zofiaokreśliła jako umizgi? %7łałowała, że zareagowała tak gwałtownie, gdy Zofiaoskarżyła go nad stawem.Skonsternowana i oszołomiona, odwróciła się odJana, jakby wierzyła jej, nie jemu.Czuła jednak, że jeśli gniewał się na nią ztego powodu, jego gniew złagodniałby z czasem - gdyby mu na niej zależało.A jeśli usłyszał o napaści? Czy to mogłoby go odstraszyć? Wiedziała, iżwielu mężczyzn pragnie pojąć za żonę jedynie dziewicę.A może fakt, żeGrońscy oskarżyli go o to, iż jest sprawcą gwałtu, nie pozwalał mu się zbliżyć?Anna była jednak przekonana, że to nie on jest winowajcą.Zatem dlaczegozniknął?Gdy ceremonia dobiegła wreszcie końca, spróbowała znalezć pociechę wrezygnacji, wmawiając sobie, że to los ich rozdzielił i że nie mogli nic na toporadzić.Zaledwie poprzedniej nocy wyglądała przez okno, obserwując, jak deszczzalewa podjazd, ścieżki i rowy.Ojciec opowiedział jej kiedyś o tym, jakwielkim szacunkiem darzą wodę Chińczycy.Ten spokojny, pokorny byt, woda,zawsze znajdował sobie najniższe miejsce, omijając skały na swojej drodze.Zawsze cierpliwy.I niezniszczalny.Spojrzała na męża, zastanawiając się, czy postąpiła słusznie.Przez chwilębyła równie potulna i uległa jak woda.Jaki okaże się ten związek? PoślubiającAntoniego, nie poszła ani za głosem serca, ani intuicji.Na zewnątrz deszcz padał nieprzerwanie.Kiedy ksiądz obwołał ich mężemi żoną, Anna spojrzała na małżonka i uśmiechnęła się.Hrabina powiedziała jejbowiem:  %7ładen mężczyzna nie życzy sobie niechętnej panny młodej".Pózniej, gdy otrzymała swój kawałek kołacza, uniosła nieco ozdabiającą gogałązkę, symbol płodności, i zobaczyła, że pomimo wszelkich starań chleb itak pękł podczas pieczenia.Dwa dni po ślubie Anna zajęta była przygotowaniami do wyjazdu doWarszawy.Mieli spędzić tam zimę wraz z hrabiną i Zofią.Właśnie owijałastarannie w koc szkatułkę, w której schowana była kryształowa gołębica.Nagle, pod wpływem impulsu, odwinęła pudełko, otworzyła je i wyjęłafigurkę.Podeszła z nią do okna, by słońce ożywiło kryształ światłem.RS 113Kiedyś uważała ptaka za omen, wieszczący szczęśliwą przyszłość, a kupca,który jej go sprzedał, za proroka z greckiego dramatu.Powiedział, że ptakzaniesie ją, dokąd tylko zechce, nawet do jej snów.Powinna tylko trzymać gopod światło, jak teraz, i wyobrazić sobie, że Iris, bogini tęczy, unosi ją naprzód,wciąż naprzód, ku przyszłości.Teraz jednak w zimnym krysztale, oświetlonym bladym pazdziernikowymsłońcem, nie było ani śladu Iris.Ptak zdawał się jedynie reliktem przeszłości.Należał do dziecka, które wybrało sobie dziwaczny prezent i pozostałoodosobnione w swej chęci zatrzymania go na zawsze.Co stało się z tymdzieckiem, z tymi marzeniami?Ruch na zewnątrz, pod oknem pokoju, oderwał ją od rozmyślania ogołębicy.Rozsunęła koronkowe firanki, a kiedy zerknęła w dół, ledwie mogłauwierzyć własnym oczom.Jan Stelnicki właśnie zsiadał z konia.Wyglądał tak jak w jej wspomnieniach, charyzmatyczny nawet w ruchach.Ipiękny.Mężczyzna nie ma prawa być tak piękny, pomyślała w dniu, gdy gopoznała.Kiedy usłyszała stukanie do drzwi, była już u szczytu klatki schodowej,lecz zatrzymała się.Zofia najwidoczniej także dostrzegła Jana, gdyż popędziłado wejścia niczym błyskawica i otworzyła ciężkie dębowe drzwi.Z miejsca, w którym stała, Anna mogła widzieć jedynie plecy kuzynki, leczbez trudu wyobraziła sobie twarz Jana i malującą się na niej powagę.Zeszła naśrodkowy podest, by lepiej słyszeć rozmowę.- Dzień dobry, Zofio - przywitał się Jan.- Przyszedłem złożyć kondolencje.Byłem w Krakowie i wróciłem dopiero wczoraj.Powiedziano mi, że twójojciec nie żyje.- Nie jesteś tu mile widziany, Janie Stelnicki.- Ach, jak zwykle nie owijasz w bawełnę, Zofio.Cóż, nie przyszedłemrozmawiać z tobą, lecz z Anną, choć pozwól, że pogratuluję ci z okazjizamążpójścia.- Och! - zawołała triumfująco Zofia - służba zle cię poinformowała.To nieja wyszłam za pana Grawlińskiego.Umilkła, by spotęgować efekt.Anna dostrzegła zdumienie malujące się na twarzy Jana i nagły ból przeszyłjej serce.- To Annie powinieneś złożyć gratulacje! - mówiła tymczasem Zofia.Cisza.RS 114Choć znała go krótko, Anna nie widziała dotąd, by Janowi zabrakło słów.Teraz jednak zająknął się, nie wiedząc, co odpowiedzieć, a jego twarz wyrażałajawne niedowierzanie.Przywarła do balustrady.Bała się, że za chwilę zemdleje.Zofia mówiła tymczasem, starannie wymawiając słowa, jak miała wzwyczaju:- Oczywiście, życzysz mojej kuzynce wszystkiego najlepszego.Przekażę jejto.A teraz opuść ten dom.- Starannie modulowany głos wzniósł się na wyższerejestry.- I nigdy więcej nie próbuj zobaczyć się z Anną!Trzasnęły dębowe drzwi.Znów dało się słyszeć kołatanie.Hrabina Grońska odesłała Zofię ruchem dłoni, po czym otworzyła drzwi iwyszła na ganek, by porozmawiać z Janem.Zofia odwróciła się i zobaczyła Annę.Ich spojrzenia spotkały się na dłuższąchwilę.Anna wpatrywała się w kuzynkę z niemą rozpaczą i gniewem.W oczachZofii widać było triumf, lecz także przebłysk.czego właściwie? %7łalu?Skruchy? Nie potrafiła dociec.A potem Zofia odwróciła wzrok i bez słowa zajęła się przygotowaniami dowyjazdu.Zdawała się nucić pod nosem.Anna wróciła do pokoju.Upokorzenie nie pozwoliło jej zejść iporozmawiać z Janem.Upokorzenie i wstyd, że nie zaczekała.Nie wierzyła wjego miłość.Czuła bowiem, że tylko ważny powód mógł powstrzymać Janaprzed pojawieniem się w domu ciotki.A ona nie zaczekała [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum