[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ukryła twarz w drżących dłoniach i załkała.Przez chwilę Adam wpatrywał się w osłupieniu w jej jas-ną głowę.Niepewnie otoczył ją ramionami.Jej niecierpliwe ręce objęły go w pasie i przyciągnęły; jego ciało przyjmowało na siebie jej drżenie.Głaskał ją powoli po plecach,aż wreszcie ujął pod brodę i zmusił, by popatrzyła muw twarz.- Wiesz, kto pobił Johna Vance'a? - spytał.Sylvie kiwnęła głową i otarła z oczu łzy.- Nie pierwszy raz.Nienawidzi Johna dlatego, że ja golubię.Mnie także nienawidzi.Chce się ze mną ożenićtylkopo to, żeby zadawać mi rany. 196- Hugo Robinson?Sylvie potwierdziła.- Dzisiaj odwiedził mnie w Grove House.Biciem wydobył z Johna nasz sekret i teraz wie o ucieczce.Grozi, żejeśli wkrótce za niego nie wyjdę, opowie wszystkim o tymskandalu.i o innych wstydliwych sprawach - zakończyłaniemal bezgłośnie.Złożyła głowę na ramieniu Adama.Akając, przytuliła siędo niego odruchowo.- O jakich wstydliwych sprawach mówisz, Sylvie?Uspokajające głaskanie po twarzy, po włosach, uśpiło jejczujność, kazało zapomnieć o obawach.Napływały obrazyz przeszłości.-Powiedział kiedyś, że jeśli spotkam się z nim wlesie, nie pobije Johna, że zostawi nas w spokoju.Alekiedy tam poszłam.wcale już o tym nie mówił.Mówiło sprośnych rzeczach, o tym, co muszę uczynić, żeby musprawić przyjemność.Nie pozwolił mi odejść.Podarł misukienkę i przewrócił na ziemię.upadł na mnie, gryzłi dotykał.Przełknęła ślinę, gdyż znów ogarnęły ją mdłości.- Próbował mnie posiąść, ale drapałam i kopałam, i.i kiedy puścił mi ręce, żeby rozpiąć spodnie, namacałam naziemi kamień i uderzyłam go w głowę.Spadł ze mnie, klął,nazywał mnie dziwką, która będzie go zabawiać.Wykrzykiwał straszne rzeczy o tym, co się stanie z nami obojgiem.Udało mi się uciec. 197Znów wstrząsnął nią płacz.Wczepiła się w Adama, jak-by chciała, żeby ich ciała zlały się w jedno.- To moja wina, że omal nie zabił Johna.Adam przylgnął policzkiem do jasnej głowy Sylvie.Przez ściśnięte gardło wykrztusił:- Nie, to nie twoja wina.Uwierz mi.Zaręczam, że nietwoja.Aapczywie wciągnęła oddech, coraz bardziej świadomaciszy.Niezręcznie się wyprostowała, tak że wsparcie Ada-ma stało się zbyteczne.- Poza Johnem nikomu nigdy o tym nie opowiedziałam.Gdyby mój ojciec wiedział.ale on nie może.on nie czu-je się dobrze.A mama? Umarłaby na samą myśl.Najlepiejbyło nic nie mówić.Teraz nie wiem, co zrobić.Po tym nieszczęsnym wyznaniu nerwowo zachichotała.Przyłożyła dłoń do ust, a potem otarła nią łzy, które znówpłynęły po policzkach.Pociągnęła nosem.Postanowiłado-prowadzić się do porządku; miała potargane włosy ipo-gniecioną sukienkę.Adam wpatrywał się w nią oczami rozjarzonymi jakgwiazdy.- Nie wiem, co począć - powtórzyła już spokojniej.- Nieważne, kochanie.- Adam wreszcie wydobył z sie-bie przepełniony czułością głos.- Ja wiem. Rozdział piętnasty- Przeprosisz za tę uwagę, chłopcze!Sir Anthony Robinson wsparł się mocno na lasce i kil-koma mozolnymi krokami pokonał odległość dzielącą good syna.Hugo zmusił się do milczenia.Postanowił trzymać ner-wy na wodzy; przebiegle kalkulował.Wrzód na nodze ojcanie goił się, przeciwnie, jeszcze się powiększył.Nieważne,trochę poczekam, pomyślał.Ojciec skończy niebawem sie-demdziesiąt jeden lat, a od dawna niedomaga.Hugo dziedziczył po ojcu tytuł barona i nie mógł się do-czekać, kiedy to nastąpi.Nieważne, że oznaczało to, iż sirAnthony odejdzie z tego świata.Uzyskał przecież tytuł i ro-dzinny majątek po skończeniu osiemnastu lat.Hugo osiąg-nął ten wiek przed pięcioma łaty i uważał, że już najwyższyczas, by przejąć ster.Grymas bólu na twarzy ojca kazał mu powściągnąćniecierpliwość i czekać.Przy odrobinie szczęścia 199już wkrótce stary wyzionie ducha, a on obejmie swojedziedzictwo.Nie będzie musiał pokornie prosić o kilkadodatkowych funtów kieszonkowego.Gdy tylko zostanęwłaścicielem Rivendale, wprowadzę kilka zmian, obiecałsobie, obrzucając pogardliwym spojrzeniem prostemeble.Okrasił przeprosiny skruszonym wyrazem twarzy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum