[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Stłumiałam ziewnięcie i przełożyłam słuchawkę do drugiego ucha.Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział,że córka diabła będzie miła, ale nudna.- No, a co było potem?- No właściwie nic.To znaczy wciąż studiuję.Jeszcze nic mi się nie przydarzyło.Cierpliwości, mała.- A co u ciebie? Co porabiasz? Masz.ile? Dwadzieścia pięć lat?Zaśmiałam się.- Tak naprawdę skończyłam trzydzieści w kwietniu.I miałam zróżnicowaną karierę.Byłam modelką,sekretarką, kelnerką.- A teraz masz swój własny klub nocny?- Teraz tak.- Wczoraj wieczorem przejrzałam księgi.Byliśmy po uszy zadłużeni.Zszokowała mniecena alkoholi, nie wspominając o mediach, ale dotychczas udawało mi się wiązać koniec z końcem. Bez pomocy Jessiki długo nie pociągnę.Ale wystarczająco trudno było mi prosić o pożyczkę, gdy niebyła zła i przestraszona.- Zobaczymy, jak pójdzie.- To opowiedz mi o moich biologicznych rodzicach.To była ostatnia rzecz, o której chciałam rozmawiać.Szybko dopiłam cieple mleko, próbując nieupuścić telefonu.Zadzwoniła zaraz po moim przebudzeniu tego popołudnia.Trzecia trzydzieści -hurra! Nowy rekord.Może któregoś dnia uda mi się zdążyć na lunch.- O ja, od czego by tu zacząć.Tyle do opowiadania.Yy.- Myślisz, że mogłabym się z nimi spotkać? Nie chciałabym się im narzucać.Rozumiem, że mnieoddali, bo sądzili, że tak będzie dla mnie najlepiej.Nie chciałabym przeszkadzać ani wprawiać ich wzakłopotanie.- Nie zapominaj, że tata dowiedział się o twoim istnieniu dopiero po adopcji.Po co to powiedziałam? Chciałam, żeby polubiła tatę? Może tak bardzo bałam się powiedzieć jej odiable, że chciałam, aby miała coś miłego na pocieszenie.- To prawda, Betsy.Wiem, że moja mama była samotna.Biedactwo, musiała się bardzo zmartwić, gdysię dowiedziała.Znikąd pomocy.Może jej pastor ją pocieszył.Jej pastor, jej księgowy, nieważne.- Tja.biedactwo.- Nagle przyszedł mi go głowy wspaniały (albo fatalny) pomysł.- Słuchaj! Chceszpoznać ich oboje? Dziś po południu? Przyjęcie zaczynało się za.Spojrzałam na zegarek.Dwadzieściaminut.Trudno, spóznienia są ponoć modne.Radosny pisk Laury wystarczył mi za odpowiedz.- Znowu jest w ciąży? - spytała Laura, patrząc na zbyt wielki dla dwóch osób dom.- W tym wieku?- Nie zapominaj, że nie jest aż taka stara.Sprawdziłam makijaż w lusterku.Obok Laury o zachwycającej, świeżej urodzie niepotrzebniezadawałam sobie ten trud.Wyglądała przepięknie: dziś zaplotła włosy w dwa złociste warkocze, których końcówki ocierały się ojej piersi, a grzywka idealnie sięgała do brwi.Miała na sobie zwykłą białą bluzkę (pewnie miała ichpełną szafę) i granatową, rozszerzającą się u dołu spódnicę.Bez rajstop, a do tego skromne, czarnebaletki.Isaac Michener, dobrze.Kolekcja Target, zle.Wyglądała jak statystka na planie Dotyk anioła.A ja czułam się jak baba przed przeróbką image'u.- Jestem taka podekscytowana!- Ona też będzie - skłamałam.- Chodzmy.Zapukałyśmy z grzeczności, ale ponieważ było toprzyjęcie, otworzyłyśmy ogromne drzwi wejściowe i weszłyśmy do środka.Podjazd był pełensamochodów, a z prawej strony dobiegały odgłosy rozmów.Ant przyszła nas powitać, ale jej uśmiech zniknął na mój widok.Zerknęła za okno przy drzwiach,upewniła się, że słońce dalej świeci, spojrzała na mnie i znowu za okno.- Niespodzianka! - bąknęłam.- Gratulacje - dodała Laura.Ant ugryzła się w język i zmusiła się do grymasu, który chyba miał być uśmiechem.- Dziękuję za przybycie - wykrztusiła.- Betsy, wiesz, gdzie powiesić płaszcz.Laura wręczyła mi musztardowy trencz do kolan, (wiem, że brzmi paskudnie, ale na niej wyglądałdobrze.Pewnie nawet w kuchennej zasłonie wyglądałaby dobrze).Zawiesiłam go w szafie nakorytarzu.- Prezenty.prezenty możesz położyć w salonie.Na stoliku.- Nie przyniosłyśmy prezentu - poinformowałam radośnie.- Tylko nasze marne postaci.- Mamy prezent - poprawiła mnie Laura.Teraz, gdy odwiesiłam jej płaszcz, zauważyłam, że trzymamałe niebieskiego pudełeczko od Tiffany'ego z charakterystyczną białą wstążeczką.Na twarzy Ant odmalowała się ulga i niemal usłyszałam jej myśli: To jednak nie totalna katastrofa!Niemal wyrwała prezent z rąk Laury i zdarła wstążkę.W środku znajdowała się wytworna srebrnałyżeczka.- Ależ to jest.jest bardzo ładna.Dziękuję ci,yy-- Laura Goodman, proszę pani.Jestem przyjaciółką Betsy.- Jak już jesteś, to wejdz i zjedz ciasto - niemal warknęła.A do Laury dodała słodko: - Miło, że ty teżmogłaś wpaść. Wielka niespodzianka: Laura Wspaniała w sekundę zaskarbiła sobie względy najbardziej złowieszczejistoty na świecie.I skąd wzięła ten prezent? Była studentką utrzymującą się ze stypendium.Wątpiłam,że ma szufladę pełną łyżeczek od Tiffany'ego.Szesnaście tysięcy lat pózniej dochodziła siódma i goście wkładali płaszcze.Laura i Ant szczebiotałyjak stare przyjaciółki.Laura zdawała się zachwycona swoją biologiczną matką: jej tlenionymikudłami, puchatym, pastelowym sweterkiem i czółenkami z przeceny.Po prostu świetnie.Tymczasemja byłam gotowa ugryzć kogokolwiek w pokoju, bo nawet wrzaski byłyby w tamtej chwili ulgą.Zgromadzeni byli typowym zlepkiem pełnych ambicji bywalców i pozerów.Uwierzcie mi, ugryzieniew szyję przydałoby się każdemu z nich.Fakt, że mnie nie rozpoznali (albo tylko udawali), był jedną znajmilszych rzeczy, jakie przydarzyły mi się w tym tygodniu.- Odwiedzaj mnie, kiedy tylko chcesz - zapewniła Ant córkę diabła.Do mnie nic nie powiedziała, alejej spojrzenie było wystarczająco wymowne.- Było super! - trajkotała Laura w drodze do samochodu.- Co za piękny dom! A ona jest taka miła! Iładna, nie sądzisz, że jest ładna? Szkoda, że nie mogłam powiedzieć jej prawdy.Mam wyrzutysumienia, że ją okłamałam.I to kobietę w ciąży!- Nie skłamałaś - pocieszyłam ją, zastanawiając się, dlaczego nigdy w pobliżu nie zjawiała się bandaOgarów, gdy ich potrzebujesz najbardziej.- Jesteśmy przyjaciółkami.Tylko że krótko się znamy.- Ojej, Betsy.- Zarzuciła rękę na moje ramiona i wyściskała mnie jedną ręką.- Jesteś najwspanialsza.Wielkie dzięki, że mnie ze sobą zabrałaś.- Yhymf - wykrztusiłam.- Słuchaj, mogę cię o coś spytać?- Oczywiście.Pytaj.- Jak to możliwe, że miałaś już przygotowany prezent?- Kupiłam go dawno temu - wyznała z budzącą podziw (ale trochę przyprawiającą o mdłości)szczerością.- Zawsze wiedziałam, że któregoś dnia spotkam swoją biologiczną matkę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum