[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A córka?  pomyślała Joanna.Kim naprawdębyła? Bezwzględną manipulatorką, która jako pielęgniarka wykorzystywała poufneinformacje o pacjentach w celach finansowych, by zaspokoić swoją chciwość?104Pani Smith patrzyła na nią gniewnym wzrokiem. No więc jak zmarła? Napiła sięczegoś? A może przedawkowała narkotyki? Gdzie ją znalezliście? Wpakowała się wjakieś kłopoty?Joanna klęła w duchu na lokalną policję.Czy nic jej nie powiedzieli?Zmobilizowała się, by wykonać to, co do niej należało. Zmarła w domu  odparłaspokojnie. W łóżku.I prawdopodobnie była sama. Za młoda była na zawał  burknęła kobieta.Joanna spojrzała jej w oczy. Nasz lekarz nie stwierdził jeszcze przyczynyzgonu.Kobieta wybałuszyła oczy z niedowierzaniem. Jak to? W dzisiejszych czasach?Więc niech się lepiej postara.Jestem jej matką i chcę wiedzieć, co się stało zmoją córką.Joanna przeszła przez pokój i wzięła do ręki zdjęcie Marilyn Smith.Nawet w tymujęciu, upojona sukcesem, była zdecydowanie nieładna.W jej wyrazie twarzy kryłasię jakaś złośliwość, która czyniła ją podobną do matki. Koroner rozpocznie śledztwo, gdy tylko policja, lekarz i eksperci zlaboratorium kryminalistyki ustalą wszystkie fakty  oznajmiła.Uwagę pani Smith przykuł jeden wyraz. Aha, kryminalistyki  powtórzyła.Czyli sugerujecie, że moją córkę zamordowano? Tego nie wiemy  odrzekła cierpliwie Joanna. Nie znamy przyczyny jejśmierci.Przez chwilę pani Smith przybrała wyrachowaną minę. To kiedy wydacie mi jejrzeczy?Joanna powstrzymała się od komentarza.Starała się opanować złość.Jednocześnieprzyznała w duchu, że nigdy w życiu nie spotkała kogoś tak odpychającego jakmatka Marilyn. Trudno mi powiedzieć  odparła. Ale miejmy nadzieję, że niedługo.PaniSmith.Czy pani zdaniem Marilyn mogła popełnić samobójstwo? Ale!  Już sam ton głosu pani Smith wykluczył tę możliwość. Przecież moja córka kochała życie  syknęła gniewnie. Na pewno by go sobienie odebrała. Przybrała arogancki, wyzywający ton. Szkoda by jej było.Tego jestem pewna, moja córka nie popełniła samobójstwa.W jej głosie zabrzmiała teraz nuta pogardy. Nie odważyłaby się na to, mówiępani.105 A więc w razie braku przyczyny naturalnej śmierci może się okazać, że panicórka została. Joanna przerwała.Procedury policyjne zabraniały użycia tegosłowa, jeśli przestępstwo nie zostało udowodnione. Zamordowana. Tylko w jaki sposób?  Pani Smith nie kryła poirytowania. Tego jeszcze nie wiemy. Joanna była bezradna.Czuła się coraz bardziejsfrustrowana.Zdawała sobie sprawę, że na jej oczach fakty zaczynają układać sięw jedną całość, tylko po prostu nie potrafi prawidłowo ich odczytać.Pani Smith zacisnęła wargi i nagle jej twarz przybrała chytry, podstępny wyraz. Wy naprawdę myślicie, że ktoś zamordował Marilyn, co? To niewykluczone  odparła Joanna.Podała pani Smith swój numer telefonu, poprosiła o kontakt, w razie gdybyprzypomniała sobie coś ważnego, i wstała do wyjścia.Mikę poszedł za niąobskurnym korytarzem.Gdy byli już przy drzwiach, Joanna odwróciła się jeszczedo pani Smith. Będziemy panią o wszystkim informować  obiecała. Gdy tylko dowiemy sięczegoś, natychmiast damy znać. No, mam nadzieję  rzuciła pani Vivian Smith na pożegnanie.Przez całąpowrotną drogę w samochodzie Joanna pomstowała naVivian Smith. Ale z niej cholerna małpa  podsumowała. Co za babsztyl. Nic dziwnego, że Marilyn była taka sama, co? Chcąc nie chcąc, Joannaprzytaknęła.Dopiero po siódmej Joanna otworzyła kluczem drzwi swego domu, zsunęła buty iwłączyła automatyczną sekretarkę. Pierwsza wiadomość była od Matthew. Jo. Nastąpiła długa przerwa.Słyszała,jak oddycha.Potem powiedział tylko:  Dzwonię spytać, co tam u ciebie. Iwyłączył się.Następna wiadomość była od matki. Joanno  odezwała się surowym tonem. Niemamy od ciebie żadnej wiadomości prawie od dwóch tygodni.Nie wiemy nawet, czyżyjesz. A potem nieco łagodniejszym tonem dodała:  Wpadnij do nas w wolnejchwili.W najbliższą niedzielę, obiecała w duchu Joanna.Trzecia wiadomość była od sierżanta dyżurnego. Dobry wieczór, pani inspektor.Chciałem tylko powiedzieć, że ta piekielna pani Shiers106cały dzień wisi nam na linii i uskarża się na niewidzialnego psa. Tu nastąpiłakrótka przerwa.Joanna usłyszała jakieś szepty w tle. Wil-lis chce coś jeszczepani przekazać.No, że ten niby pies. Joanna westchnęła, znużona. Znówszczekał przez całą noc. W tle rozległ się głośny rechot. Do zobaczeniajutro rano, pani inspektor.Dobrej nocy.Kot miauknął i wskoczył jej na kolana.Była zbyt zmęczona i przygnębiona, by gozepchnąć.Zledztwo trwa już od czterech dni, a końca nadal nie widać.Wciąż niewiadomo, czy Marilyn rzeczywiście została zamordowana.Joanna westchnęła.MożeMikę ma rację.Może to awans sprawił, że chciała widzieć w tym morderstwo.Imoże zbyt wielką wagę przywiązywała do nieścisłości w życiu Marilyn [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum