[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Urwała na chwilę. Tak, pasuje doskonale.Nie mogła powiedzieć nic innego, tym bardziej że Mark dał jej pięćdziesiąt dolarów, abypowiedziała mu, jakiego koloru tuszem Catriona dzisiejszego wieczoru wymaluje sobie powieki. Czy uważasz, że powinnam ją sobie przypiąć do sukni?  zapytała Catriona. Oczywiście  odparła Alice. A ja nie jestem pewna.Chyba pozostawię ją w szklance z wodą.Albo nie, nie zrobię nawettego.Niech sobie zwiędnie.Jeżeli pokażę się z nią, pan Mark Beeney pomyśli sobie, że mi sięspodobał. Czyżby było inaczej?  zapytała Alice, robiąc porządek na toaletce Catriony i rozmyślająco swoich pięćdziesięciu dolarach. Oczywiście, że mi się spodobał.Ale jakie to ma znaczenie? Nie chcę, żeby myślał sobie, iżwystarczy kupić mi naszyjnik z rabinami i diamentami, a potem orchideę w pudełku, by mniezdobyć.To by nie miało sensu.Dzisiaj będę wobec niego chłodna i oschła.Albo zupełnie gozignoruję.Mój Boże, przecież na tym statku są setki przystojniaków& No, może kilkudziesięciu.W każdym razie kilkunastu na pewno.Będą się bili o taniec albo chociażby o rozmowę ze mną.Alice była rozłoszczona i niemal dała temu wyraz. Nie sądzi pani, że postąpi pani niewdzięcznie, pozostawiając orchideę w kajucie? Tymbardziej po tych wszystkich trudach, jakie zadał sobie pan Beeney& Jakich trudach? Po prostu kupił ją w kwiaciarni na statku, to wszystko.Zapewne nawet nieuczynił tego osobiście, tylko posłał służącego. Ale ta orchidea ma dokładnie taki kolor, jaki mieć powinna.Catriona uważnie popatrzyła na kwiat, obracając go w palcach. Rzeczywiście  powiedziała zamyślona. Jestem ciekawa, skąd wiedział? Znów ktoś zapukał.Alice otworzyła drzwi; tym razem stał w nich Edgar Deacon,nieskazitelnie elegancki w wieczorowym stroju. Dobry wieczór, panno Keys  odezwał się, stojąc w progu. Czy mogę wejść? Oczywiście  odparła Catriona. Może się pan nawet czegoś ze mną napić. Spójrz, co ci przyniosłem  powiedział, wyciągając w jej kierunku białą lilię, przewiązanąbłękitną wstążką i owiniętą w celofan. Och!  zawołała Catriona.Na jej ustach pojawił się uśmiech. Otrzymałam już dzisiajjeden kwiat.Mark Beeney przysłał mi orchideę.Niech pan tylko popatrzy. Hmm&  mruknął Edgar i, zirytowany, chrząknął głośno. Zapewne przypniesz więcdo sukni orchideę. Być może. Catrionę bawiła irytacja Edgara. Jeszcze się nie zdecydowałam.Edgar sięgnął do kieszeni fraka i wyciągnął papierośnicę. Prawdę mówiąc, ta lilia nie jest ode mnie  odezwał się, zapaliwszy papierosa. Topodarunek od kogoś innego.Od kogoś, kto bardzo chciałby się z tobą spotkać i cię poznać. Mam nadzieję, że to nie chodzi o Jacka Dempseya!  zawołała Catriona. Widziałam godziś po południu na pokładzie spacerowym.Jest taki grozny i ponury! Będę obawiała siępowiedzieć mu  dzień dobry , żeby w odpowiedzi nie przyłożył mi z pięści. Nie, nie, nie chodzi o niego  pośpieszył Edgar z wyjaśnieniem. To jeden spośród pasażerów, którzy weszli na ad u brzegów Irlandii. O Hara? Ten z banku? Nie, nie on. No to w końcu który z tych Irlandczyków? To nie jest Irlandczyk.Nazywa się George Welterman reprezentuje InternationalMercantile Marine. Och! Oni przecież chcą kupić Keys Shipping! Tak, jest to kompania, której sprzedałbym Keys Shipping, gdybym musiał to zrobić igdybym miał coś do powiedzenia w kwestii wyboru nabywcy. Aha, więc życzy pan sobie zapewne, bym była bardzo miła dla tego George a Weltermana. Byłbym ci zaiste wdzięczny  odparł Edgar, strząsając popiół do niklowanej popielniczki. George Welterman nie jest, niestety, tak czarujący jak Mark Beeney, byłoby jednak niezle,gdybyś zrobiła na nim dobre wrażenie.To od niego zależy, czy bank Morgana zgodzi się nawykupienie nas na rozsądnych warunkach.Catriona pustym wzrokiem popatrzyła na lilię. Nie jestem przekonana, czy sprzedanie Keys Shipping jest najlepszym rozwiązaniemnaszych problemów. Posłuchaj mnie, w chwili, w której przybijemy do nabrzeża w Nowym Jorku, nie będziemyjuż mogli rozważać, które wyjście dla nas jest najkorzystniejsze.Będziemy mówili już tylko otym, co jest konieczne.Jeżeli nie zdobędziemy Błękitnej Wstęgi i nie przekonamy wierzycieli, żejesteśmy wypłacalni, nie pozostanie nic innego, jak sprzedać Keys Shipping.W tym przypadkupostawa George a Weltermana wobec kompanii będzie miała decydujące znaczenie. Chce mnie pan więc użyć jako przynęty. Nie jestem pewien, czy dobrze cię rozumiem. Mam nadzieję, iż nie obiecał mu pan, że spędzę cały wieczór z nim i tylko z nim. Obiecałem mu, że cię przedstawię. Czy z jego powodu mam dzisiaj kompletnie ignorować Marka Beeneya?Edgar zaczynał się niecierpliwić. Nikt nie powiedział, że kogokolwiek masz ignorować.Musisz jednak zrozumieć, że niezależnie od tego, jak bardzo przystojny jest ten Mark, może nam tylko zaszkodzić.Zależy muna  Arcadii i tylko na  Arcadii.Nigdy nie kupi całej Keys Shipping, dla niego bowiem to, czykompania będzie nadal istniała, czy też nie, nie ma kompletnie żadnego znaczenia.Pomyśl tylkoprzez chwilę o małym Godfreyu Colehillu, pomyśl, co będzie oznaczał nasz upadek dla niego,jego ojca i matki. Niech pan tak do mnie nie mówi.Edgar umilkł.Uspokoił się trochę. Rozumiem, co czujesz  powiedział po chwili łagodnie. Musisz jednak pamiętać oswoim ojcu i o celach, które przyświecały jego morderczej pracy, pracy, której poświęcił całeżycie. Pamiętam o nim aż za dobrze.Zależało mu jedynie na tym, żebym nigdy nie mogła robićtego, na co naprawdę mam ochotę.Edgar roześmiał się krótko. Wiesz co, moja droga? Przypominasz tak bardzo swojego ojca, że jest to wręczniewiarygodne.Gdyby on był kobietą, zachowywałby się dokładnie tak, jak ty teraz.Rzeczywiście, wszyscy Keysowie są tacy sami.Catriona bez słowa pozwoliła Alice, aby odkryła ją etolą z nutrii.Edgar przez chwilę się jejprzyglądał, po czym wzruszył ramionami, jakby akceptując fakt, że już nic więcej nie możepowiedzieć ani uczynić.Uniósł ze stolika lilię. Powiem panu Weltermanowi, że jego prezent nie został przyjęty  oznajmił. Poważnie?  zdziwiła się Catriona. Oczywiście.Skoro nie przypniesz tej lilii, z całą pewnością zada mi pytanie, co jest tegopowodem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum