[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Na przykład, że przyjmujesz moją ofertę zamieszkania w domu nad zatoką Biscayne.Joe chwycił jej dłoń i zaczął ją pieścić.Rachel wstrzymała oddech.- A co ty byś wtedy zrobił?- Ja? Nie sądzisz chyba, że proponuję ci wspólne mieszkanie, prawda?- A nie proponujesz?- Nie.- Joe spojrzał na nią znad jej drżących palców.- Mówiłem ci, że mam lokum w Miami Beach.Dom nad zatoką Biscayne należy do mojej rodziny od lat.Zajmowała go moja siostra, zanimprzeprowadziła się do Los Angeles.Ja tam nigdy nie mieszkałem.- Och! - Rachel poczuła zakłopotanie.- Czy to ma jakieś znaczenie?Nie powinno, ale nie potrafiła zaprzeczyć, że ma.Jeśli Daisy ma zostać w Stanach przez jakiś czas,byłoby jej tam znacznie lepiej niż w hotelu Park Płaza.- Mogę się zastanowić? WENEZUELSKI MILIONER131Joe wzruszył ramionami, ale ponieważ obok stał Henri, nic nie powiedział, dopóki nie znalezli się nazewnątrz budynku.A kiedy portier poszedł po auto, nachylił się i szepnął jej do ucha:- Pokażę ci ten dom, dobrze? Może będzie ci łatwiej podjąć decyzję.Rachel lekko się zachwiała.Kiedy Joe objął ją w talii, wiedziała, że nie chce, by ten wieczór sięskończył.- Tak - szepnęła cichutko, niepewna na co dokładnie się godzi.Gdy samochód ruszył, oparła się o miękką, skórzaną poduchę i zamknęła oczy na moment.Wieczórbył cudowny, pomyślała.Czuła się jednak winna, że o córce myślała tylko przelotnie.Ale od takdawna nie pozwoliła sobie na żadną słabostkę.Uświadomiła sobie, że szum samochodów staje się coraz cichszy i otworzyła oczy.Joe wjechał wdzielnicę willową.Tutaj ulice były spokojniejsze, czasami nawet puste.Domy kryły się za żelaznymibramami i wysokimi, kamiennymi murami, z których zwisała winorośl i bugenwille.Niektóre z ulicobsadzono palmami i dębami, zapach roślinności mieszał się z intensywną wonią morza.- Gdzie jesteśmy? - wykrzyknęła Rachel.- W Coral Gables - odparł Joe swobodnie.- To atrakcyjna okolica.Prawdę mówiąc, mieszkańcy tejdzielnicy uważają ją za odrębne miasto w granicach Wielkiego Miami. 132ANNE MATHER- A przyjechaliśmy tu dlatego że?.- oblizała nagle suche wargi.- Przecież chciałaś obejrzeć dom, o którym rozmawialiśmy wcześniej - Joe zerknął na nią w lusterkuwstecznym.- Nie obawiaj się, to już niedaleko.Rachel westchnęła nerwowo, gdy skręcili w wąską uliczkę.Napis głosił Vieja Avenida, co - jak jej sięwydawało - znaczy Stara Aleja.Reflektory samochodu oświetlały drewnianą bramę przed nimi iszkarłatne hibiskusy.- Jesteśmy na miejscu - powiedział Joe i jak za dotknięciem magicznej różdżki brama się otworzyła.-Nie przejmuj się tymi wszystkimi roślinami, jeśli ci przeszkadzają, każę Ramonowi je ściąć.- Och, nie!Okrzyk wyrwał się jej z ust, zanim zdążyła się powstrzymać.Ale chociaż jeszcze nie widziała całegodomu, ogród wydał się jej uroczy.Joe zatrzymał samochód, zgasił światła i spojrzał na nią.- Chcesz zobaczyć dom w środku? ROZDZIAA DWUNASTYJak mogła odmówić?- Jak sobie życzysz - odpowiedziała, starając się, by głos brzmiał swobodnie.Wysiadła w niemalcałkowitą ciemność.Powietrze zdawało się nieco chłodniejsze.Jak daleko jest stąd do morza?Usłyszała, że brama się zamyka.Jej nadzieje, że ten jakiś Ramon jest w domu okazały się płonne.Wbudynku nie paliło się żadne światło.Joe nawet wyjął latarkę, żeby oświetlić drogę do wejścia.Poszukał klucza i wkrótce drzwi stanęły otworem.Spodziewając się powiewu stęchłego powietrza,typowego dla niezamieszkanych przez dłuższy czas domów, Rachel była miło zaskoczona, czującświeży zapach.Ktoś wyraznie opiekuje się tym miejscem, pomyślała.A czego oczekiwałaś, skoro JoeMendez jest jego właścicielem?Z ulgą przyjęła światło, które zalało wnętrze, gdy Joe przekręcił kontakt.Uroda wnętrza zaparła jejdech w piersiach.- Witaj w Bahia Mar.Jak już prawdopodobnie zgadłaś, dom leży nad wodą.- Zdawało mi się, że czuję zapach morza [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum