[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Vanessa zerknęła w dół na dłoń Lucie leżącą na jej dłoni, a pózniejspojrzała przyjaciółce w oczy, doszukując się w niej bólu, który na pewnosię w nich malował, ale wcale go nie znalazła.- Reid i ja podsunęliśmy mu ten pomysł.- Co takiego? - wyszeptała.- Zrąbiesz mnie pózniej, Ness.Ale teraz musisz wysłuchać mojegobrata.- Tak, streszczaj się, co? Chcę zatańczyć z żoną.- Reid przyciągnąłLucie do siebie.- Zanim będzie mi potrzebne sztuczne biodro - dodałszyderczo.Dostał za to dyskretnego kuksańca w żebra.Zamurowało ją.Zupełnie ją zamurowało.Dzięki temu Jackson miałidealną okazję, żeby zrealizować ten idiotyczny plan, który sobie ułożył.Kolejny raz zwrócił się do gości.- Jak mówiłem, przygotowałem listę zasad, którą chciałbympodarować Reidowi i Lucie na wypadek, gdyby się pogubili.- Odszukałją wzrokiem i spojrzał jej w oczy, a ona nie miała wyjścia i musiałaodwzajemnić spojrzenie.-i musieli na nowo odnalezć drogę powrotną.Niech go.Niech go szlag, i te jego bursztynowe oczy i te złote usta.Zwrócił się twarzą do niej i, jakby to było możliwe, wyglądał prawie na.zdenerwowanego.A może faktycznie jest zdenerwowany? To by tłumaczyło, dlaczegoona mało nie wyszła z siebie z niepokoju.W głowie wirowały jejniezliczone scenariusze - dobre, złe, brzydkie i przerażające, jak diabłytasmańskie na przyspieszonych obrotach.Serce jakimś cudem zdołałouciec jej spomiędzy żeber, bo czuła, jak bije coraz szybciej tuż pod skórą,a płuca pewnie musiały się zapaść, bo nie mogła wziąć pełnego oddechu.Organy odmawiały posłuszeństwa, apokalipsa była blisko, wszystkichczekała zagłada, i.do jasnej cholery, co się ze mną dzieje! Jax położył jej na biodrze dużą, ciepłą dłoń i pochylił się, aż dotknąłpoliczkiem jej policzka, a jego wargi znalazły się przy jej uchu.- Vi, wez kilka głębokich oddechów, proszę cię, skarbie.Ton jego głosu nie był szorstki jak w bardziej intymnych chwilach, alestanowczy i władczy na tyle, że zmusił ją do posłuszeństwa.Na jegołagodne polecenie udało jej się uspokoić szalone bicie serca i napełnićpłuca, co uchroniło ją przed atakiem paniki i przed zupełnąkompromitacją, do jakiej doszłoby, gdyby zupełnie przestała nad sobąpanować.Poczuła, jak jego dłoń przesuwa się po jej ramieniu, a palcedelikatnie muskają ucho i szyję.- Zuch dziewczyna - wyszeptał, a potem dyskretnie pocałował ją wskroń i się odsunął.- Nie chciałeś przypadkiem powiedzieć: szalona kobieta?- Uhm.Ktoś rozmawiał z miejscowymi.- Przynajmniej miał na tyleprzyzwoitości, żeby się skrzywić.- Daj spokój, to zabawne.Uznałem, żeładnie brzmi.- Ja też myślałam, że pupule wahine to określenie pieszczotliwe -wyszeptała nieco za głośno.Wśród gości rozległy się śmiechy.- Czy za to, jak cię przezwałem, możesz opieprzyć mnie pózniej?- Oczywiście.Dodam to do długiej listy rzecz-, za które mam zamiaropieprzyć cię pózniej.Tym razem usłyszała parsknięcie, które było wyrazem rozbawienia jejprzyjaciółki na reprymendę, jaką daje jej starszemu bratu.Vanessazałożyła sobie ręce na piersiach, uniosła jedną brew i czekała, żebydokończył to, co zaczął, chociaż dałaby wszystko, żeby nagle odjęło mumowę.Jax odkaszlnął, zerknął na zachwyconą widownię, wziął głębokioddech i zaczął. - Nazywam je Siedmioma Zasadami Szczęścia w Miłości wedługJacksona.- Zasada numer siedem.Bądz stuprocentowo uczciwy.Nawet, jeżelioznacza to, że nie możesz udawać, że jesteś zaręczony z najpiękniejsząkobietą na wyspie.Vanessa wzięła gwałtowny oddech.Jax oderwał na chwilę wzrok odkartki i mówił dalej.- Zasada numer sześć.Zawsze przyznawaj się do błędów.Nawet,jeżeli nie spózniłeś się aż tak bardzo i chciałeś zaprosić ją na lunch, żebyjej to wynagrodzić.- Zasada numer pięć.Zawsze dąż do rzeczy trwałych.Nawet, jeżeliwięcej w niej Hyde'a niż Jekylla.- Puścił oko do zachwyconejpubliczności.- Szaleństwo dodaje pikanterii.- Goście się roześmieli.Jeżeli wszystko dalej będzie zmierzało w tym kierunku, głosamipubliczności zostanie wydalona z wyspy, jak w kiepskim połączeniuRyzykantów i Love Connection.- Zasada numer cztery.Pięści używaj na ringu i żeby ją chronić, o ileto konieczne, ale nigdy nie wprowadzaj przemocy do swojego życia.-Jackson ujął jej dłoń i przycisnął sobie do piersi.- Nawet, jeżeli jest natyle silna, żeby sama się o siebie zatroszczyć.Gorące łzy napłynęły jej do oczu, a gardło ścisnęło się mocno naczymś w rozmiarze piłeczki pingpongowej.Tylko to powstrzymywało jąprzed tym, żeby nie skląć go w tej chwili na cały głos.- Zasada numer trzy.Bądz gotowy przeprowadzić się z kawalerskiejnory do prawdziwego domu.- Uśmiech uniósł jeden kącik jego warg, nadktórym pojawił się dołek w policzku.- Nawet, jeżeli ta nora zapewniadodatkowe atrakcje, których nie znajdzie się nigdzie indziej, jak niewia-rygodny seks pod wodospadem.- Jackson! - ostrzegła, pewna, że zrobiła się na twarzy czerwona jakburak.Ten dupek ją zignorował i mówił dalej. - Zasada numer dwa.Zachowuj równowagę pomiędzy dawaniem abraniem.- Kreślił kciukiem koła na jej dłoni.-Nawet, jeżeli to oznacza, żetwoja rycerskość może być trochę uciążliwa.- Niezłe mi trochę - wymruczała pod nosem.Puścił do niej oko, obiecując, że o tym, co jest niezłe, porozmawiająpózniej, a potem przybrał poważny wyraz twarzy, a jej zamarło serce.- I najważniejsza, zasada numer jeden.- Spojrzał jej głęboko w oczy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum