[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jego ojciecchodził ze mną do St.Paul's - mówiłem ci kiedyś? Kiedy zoba-czymy coś jeszcze?- Mam nadzieję, że wkrótce.- No to co cię tu sprowadza? - zapytał po rozplątaniu ptasiegogniazda i szczęśliwym nawinięciu żyłki na kołowrotek.- Spotkanie z Jerrym.- Klasa gość.Niczego sobie pogrywa w golfa.Handicap trzy.Nie grasz, prawda?Whitney Corbin należący do bocznej linii rodziny ze środko-wego zachodu, która zbiła majątek na pasmanterii, i FrederickDem, syn profesora historii z Columbii, założyli wydawnictwowiosną 1925 roku po tym, jak dwudziestotrzyletni Corbin wróciłz Wanderjahr po Europie z paskudną chorobą weneryczną i, conie pozostawało z tym bez związku, wieloma nowymi znajomo-ściami w społeczności literatów na emigracji.Dern, jego nie-gdysiejszy kolega z Princeton, był na etacie młodszego redakto- ra w Scribnerze.Interes rozkręcali, dysponując skromnymwkładem od ojca Corbina.Firma wyrobiła sobie pozycję,specjalizując się w tekstach europejskiego modernizmu.Początkowo jakoś z roku na rok ciągnęła, w końcu prosperowałana skromną skalę sukcesów w branży wydawniczej, kiedy kilkujej autorów i książek weszło do klasyki, a nazwa Corbin, Dernstała się markowym stemplem poważnej literatury.GdybyCorbin, Dern był samochodem, to byłby bentleyem; gdyby byłrybą, jak Whitney Corbin lubił sobie czasami wyobrażać, tobyłby pstrągiem potokowym: powściągliwym i nadąsanym, oeuropejskich manierach, może nie największą czy najsilniejsząrybą w jeziorze, ale być może najtrudniejszą do złowienia.W latach czterdziestych Corbin wykupił swojegobezdzietnego partnera i przekazał przedsięwzięcie Whitneyowijuniorowi, który rozszerzył ofertę o książki dla dzieci i rozpocząłrentowną serię przewodników, akurat kiedy amerykańska klasaśrednia zaczęła podróżować.W latach sześćdziesiątychwprowadził firmę na giełdę, zatrzymując w rodzinie czterdzieścijeden procent udziałów.Whitney junior, bardziej zainteresowanyfinansową niż literacką stroną przedsięwzięcia, zatrudnił innych,w tym Harolda Stone'a, żeby zajmowali się tym, co on nazywałproezją i pozą.Spadkobiercy juniora nie wykazali większegozainteresowania wydawnictwem; Leticia interesowała się,zdaniem jej ojca, głównie homoseksualistami, w tym także  tymsukinsynem, co malował puszki z zupą", podczas gdy jej siostraCandace zajęła się przepuszczaniem jego pieniędzykonwencjonalnymi metodami.Jego syn Whitney III najbardziejpochłonięty był życiem sportowca -głównie zajmował sięgolfem, wędkarstwem i polowaniem na kaczki.Po śmierci ojcapojawiał się w wydawnictwie sporadycznie, zostawiając kwestie finansowe w rękach dyrektora Jeny'ego Kleinfelda, a proezję ipozę legendarnemu Haroldowi Stone'owi. Kleinfeld awansował od stanowiska sprzedawcy i szczycił siętym, że dało się z nim pogadać i że był z niego w miarę równygość.W odróżnieniu od gabinetu Harolda jego biuro zawierałofotograficzną historię życia i kariery rezydenta, w tym mnóstwoprzyjacielskich zdjęć Kleinfelda ze sławami świata polityki,show-biznesu i sportu - odnosiło się wrażenie, że każda z nichmogłaby lada chwili zadzownić w sprawie ważniejszej od tej, zktórą się do niego przychodziło.- Co tam, stary? - powiedział na powitanie.Dobiegającypięćdziesiątki, niemal łysy Jerry Kleinfeld roztaczał wokół siebiezniecierpliwioną, prawie psychotyczną aurę młodszegomężczyzny - albo kogoś, kto już dawno temu zdał sobie sprawę,że nie jest już młody i dlatego nie ma chwili do stracenia.Wstosunkowo ślamazarnym światku wydawniczym uchodził zagza.Zanim Russell zdołał zareagować, Kleinfeld powiedział:- Czy możesz uwierzyć w to gówno za oknem? Przerzucamywięcej gnoju na rzecz Trzeciego Zwiata niż ktokolwiek w tej je-banej branży, wypłacamy nie tylko astronomiczną pensję Wa-shingtonowi, ale pokrywamy też jego bijące wszelkie rekordygigantyczne wydatki z funduszu reprezentacyjnego, a terazjeszcze mamy utworzyć serię literatury afroamerykańskiej, za-trudnić więcej czarnych i płacić myto Komitetowi Parkera narzecz Nabijania Kabzy Czarnuchom ze Zmysłem Medialnym.Chryste Panie!- Słuchaj, Jerry, martwię się książką Rappaporta - powiedziałRussell załamany na zapas swoją drugą sprawą.- Obcinającnakład, wysyłamy niewłaściwy sygnał.Wiem, że ta książka możesię przebić, jeżeli damy jej trochę wsparcia.- Coś ci powiem, co nie powinno być prawdą, ale żałuję, że niąjest - odparł Kleinfeld, wyciągając się na fotelu i podnosząc jedną nogę, żeby pobieżnie obejrzeć mokasyn; zniekształciłetnicznie składnię, jakby chciał tym podkreślić swojąnaturalność._ Według mnie ta książka powinna wstrząsnąćjebanymi fundamentami naszego gabinetu.To po pierwsze.Podrugie, Russ, to oczywiste, że wszyscy mają to w dupie.Niemamy nagłówków, nic nie mamy.Przykro mi, ale stąd właśnietak to wygląda.Nie będę ci wciskał kitu, stary.I muszę w tejsprawie stanąć po stronie Harolda.Czy uwierzyłbyś, że te jebanebuty przyjechały do mnie z Włoch uszyte na rozmiar przezArtiolego, a mimo to nie pasują? - Opuścił nogę.- Co jeszcze?- Sprawa nikaraguańskiej książki zamknięta?- Nakręcisz nam prasę, to dodrukujemy.Do tego czasu sprawazamknięta.Co jeszcze?Tak pragmatycznie i racjonalnie, jak tylko potrafił, Russellprzedstawił kwestię poezji, podkreślając niewymierne korzyścipłynące z wydawania poważnej literatury, znaczących autorówpokroju Iksa, Igreka i Zeta, literatów na miarę tych, którzy roz-sławili [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum