[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Morgan zesztywniał, gdy para wijących się ramion owinęła go od tyłu.- Nie mogę patrzeć, gdy jesteś taki ponury.- Alwyn zamruczała dojego ucha.- Daj mi chwilę, a przywrócę tym pięknym ustom uśmiech.173 Naprężone krocze Morgana podpowiadało mu, że rzeczywiściezajęłoby to tylko chwilę.Zacisnął ręce wokół kufla.Przez chwilę chciałsię nawet skusić.Sabrina nie musiałby o tym wiedzieć.Lecz gdy jegowzrok napotkał mądre spojrzenie Ewy, coś w nim drgnęło.Instynktowniewiedział, że gdyby to zrobił, czułby się jeszcze gorzej.Brudniejszy iniewarty dziewczyny, którą poślubił.Dziewczyny tak świeżej i czystejjak płatki śniegu wpadające do hallu.Już miał odrzucić jej propozycję,gdy nagle ucichła muzyka.Zamilkły piszczące flety i dudniące bębny.Fergus zakrztusił się whisky i wypluł ją na siedzącego naprzeciwchłopaka, który był tak zszokowany, że nie wytarł jej nawet z twarzy.Podążając za wzrokiem wszystkich biesiadników, spojrzał w stronędrzwi.Gdy zobaczył, co tak bardzo ich urzekło, wyrwał kufel z rękiFergusa i wypił do dna.174 Rozdział 14Morgan oddychał chrapliwie, gdy whisky płynęła w dół jegoniedoświadczonego gardła.Nie mógł ani oddychać, ani nic przełknąć, ipodejrzewał, że starania, by to zrobić i tak były skazane na klęskę, gdyżdo hallu wbiegła Sabrina, patrząc na nich wszystkich niczym psotna,leśna nimfa.Spódnica je j czerwonej sukni była upięta w tak wiele kokardek, żenawet strój Alwyn wyglądał przy niej skromnie.Nie miała na sobieżadnych halek ani półhalek, a każdy zawadiacki krok odsłaniał jejmleczne udo.Była bosa.Jej włosy były rozpuszczone i tworzyły na jej plecachciemną masę ozdobioną diademem atłasowych róż, które wyglądałypodejrzanie, zupełnie jak te, które zwykle trzymały jej gorset wewłaściwym miejscu.Nie miała na sobie żadnego pudru.Jej policzkibarwił naturalny rumieniec.Jedynie jej kapryśnie wydęte usta muśniętebyły różem.Morgan pragnął zająć się tymi ustami.Czule.Bezbożnie.Jego kroczezaczęło pulsować ostrzegawczo.Fergus nalał do kufla kolejną porcje whisky.Jego oczy skrzyły sięradością.- Pij chłopie.Mam przeczucie, że będziesz tego potrzebował, nimskończy się noc.Morgan opróżnił kufel, nie spuszczając oka z Sabriny.Whiskyspływała ognistymi strumieniami, aż do żołądka, dokąd, jak wydawałosię Morganowi, przesunęło się teraz jego serce.Sabrina mijała znieruchomiałych tancerzy, zatrzymując się co kilkakroków, by obdarzyć psotnym uśmiechem rozdziawione gęby.Srebrzystesalwy jej śmiechu przebijały się przez pełną napięcia ciszę.Zbliżała siępowoli do stołu Morgana, a jej biodra kołysały się na znak zaproszenia.Kątem oka Morgan widział, jak Alwyn wskakuje na kolana Fergusa.175 Sabrina serdecznie pocałowała Fergusa w policzek i usiadła okrakiemna ławce naprzeciwko Morgana.- Czy łoże było dla ciebie za zimne mój panie? - Spojrzała na Alwyn,dając do zrozumienia, że zauważyła, jak ta wyparła się Morgana na rzeczFergusa.- Może przyszedłeś tu szukać ciepła?Ręce Morgana zacisnęły się wokół kufla, żłobiąc w ceramicznymnaczyniu świeże szramy.Mówił tak niskim głosem, że nawet Fergusmusiałby się wysilić, by coś usłyszeć.- Uważaj na słowa, dziewczyno.Moi ludzie wierzą, że dzielimy łoże iwolałbym, żeby tak zostało.A dlaczego nie jesteś u siebie?Jej oczy otworzyły się szeroko i prostodusznie.- Nie wiedziałam, że moja komnata ma być celą.Albo klatką.Czyjestem teraz twoim więzniem, Morgan? Czy może twoim zwierzątkiem? -Wysunęła ku niemu swoje nadgarstki.- Może chciałbyś mnie skuć?Jej słowa i pozycja wywołały w nim erotyczne i barbarzyńskiezarazem pogańskie wyobrażenia.Morgan odrzucił jej ręce z powrotem nakolana, usiłując zignorować kuszące uda zwinięte wokół drewnianejławki i wyściełany aksamitem nęcący wzgórek.Rozchwiany głos ukrył w surowej nucie.- Nie tak zachowuje się żona wodza [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum