[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Musiała zauważyć moją zdradzającą rozczarowanie mowę ciała, bo twarz jej złagodniała.- Mamy teraz na głowie naprawdę dużą sprawę - wyjaśniła.Potaknęłam ze zrozumieniem.Czekałam, żeby dorzuciła - la Clyde - co nie znaczy, żetwoja taka nie jest.Nie dorzuciła.Przeszła od razu do rzeczy.Deklamowała z pamięci, cedząc słowa tak, jakby składałaprzysięgę na wierność sztandarowi albo odczytywała Preambułę do Konstytucji.Uważamy teprawdy za oczywiste:- To powinna być cywilizowana procedura.Nie ma potrzeby wpadać w złość.Nie mapowodu do zdenerwowania.Celem składania zeznań jest dostarczenie informacji, tak żebyprawnicy byli w stanie ocenić słuszność twoich argumentów.Dyskusja winna być serdeczna.Nikt nie będzie nikogo atakował.Będziesz przepytywana przez adwokata strony przeciwnej.Jamam prawo wnoszenia sprzeciwu.Będziesz zeznawać pod przysięgą.Mów prawdę.Po prostuodpowiadaj na pytania.Jeśli nie będziesz znała odpowiedzi, otwarcie to powiedz.Nie mów nicniepytana.Nie snuj domysłów.Nie koloryzuj.Nie zgaduj.Dawaj krótkie odpowiedzi.Przedudzieleniem każdej zastanów się przez chwilę.Upewnij się, że dobrze rozumiesz pytanie.JeśliSR nie, poproś o wyjaśnienie.Jeśli wniosę sprzeciw, nie odzywaj się, dopóki nie dam ci znaku.Je-śli poczujesz się skrępowana albo nieswojo, zawsze możesz poprosić o przerwę.Uważaj napodchwytliwe pytania zadawane przyjacielskim tonem albo kryjące się w serii pozornie nie-winnych pytań.Wyprostowuję się.- Na przykład?- Klasyczny to: Bija pan jeszcze swoją żonę? Jeśli odpowiesz, że nie, przyznasz się tymsamym do bicia.- O, mój Boże - wykrzykuję.Ręce zaciskają mi się w pięści.- Spokojnie.Zauważysz te pociski nadlatujące znienacka.Obejdziesz wszystkie miny.Wierzę w twoją inteligencję.- Przynajmniej ty jedna.- Byłyśmy razem w college'u - stwierdziła.- Cóż, dzięki za wotum zaufania.- Kiedy będzie już po wszystkim, mam nadzieję, że popracujesz trochę nad kwestią sa-mooceny, Abby.Poprzekładała jakieś papiery.Nabazgrała coś na karteczce i przykleiła ją na mrugającymtelefonie.Usiłowałam odczytać notatkę do góry nogami, żeby sprawdzić, czy ma coś wspól-nego z moją sprawą.Habeas corpus, odcyfrowałam.Czy to miało się odnosić do nocnika?Rozległo się kolejne walenie do drzwi.Jakiś człowiek w uniformie dozorcy wprowadziłwózek z pudłami dokumentów i tym, co rozpoznałam jako akta procesowe, które w Prawie iBezprawiu czasami taszczył Sam Waterson.- Zwietnie, Tony.Wsadz je tam do rogu - instruowała Mary Agnes.Odchrząknęła.- Codo twojego składania zeznań - zaczęła, zanim jeszcze Tony opuścił pokój.A co z ochroną prywatności klienta? Co z tajemnicą zawodową adwokata - chciałam za-pytać.Ale mówiła za szybko, żebym mogła wskazać na Tony'ego rozładowującego pudła wrogu i grozbę naruszenia przezeń tajemnicy (nawet jeśli miał słuchawki od walkmana nauszach).- Tak, jak już mówiłyśmy - ciągnęła - żeby zmniejszyć wydatki na stenotypistkę oraz dlawygody nas wszystkich, Jim i ja postanowiliśmy, że będziecie składać zeznania w jednym ter-minie, tutaj w sali konferencyjnej.Rozumiem, że mogą pojawić się pewne napięcia, ale i ty, iSR druga strona jesteście wszyscy inteligentnymi, dorosłymi ludzmi.Dobrze wychowanymi doro-słymi.- Popatrzyła na zegarek.- Nie byłabym tego taka pewna.Podniosła się.- Czy nie powinnyśmy odegrać kilku pytań i odpowiedzi? Nie przydałaby się taka próba?- Znowu Prawo i Bezprawie? - Odgarnęła włosy z czoła.- To nie jest sprawa kryminalna.Nie mamy do czynienia ze zbrodnią.- Z twojego punktu widzenia.Westchnęła.Otworzyła szufladę.Wyjęła broszurkę.Wręczyła mi ją.- Przygotowaliśmy ją z myślą o naszych klientach, którzy mają składać zeznania.Wez jąze sobą do domu.Przestudiuj.- Wyszła zza biurka.Położyła mi dłoń na ramieniu.Poprowa-dziła mnie - koniec lekcji - w stronę drzwi.- Masz jeszcze jakieś pytania?- Tak.Uniosła podbródek.- Co mam na siebie włożyć?Wkładam to, co włożyłaby Lawinia.To znaczy, zestaw na tyle w jej guście, na ile po-zwala mój ograniczony budżet i szafa pełna starych, pozostałych jeszcze z college'u, poroz-ciąganych ubrań i panterek ze sklepu wojskowego.Wyciągam parę czarnych spodni.Znajdujęczarny żakiet, który zakupiłam na nabożeństwo żałobne matki, ciągle jeszcze spowity plastiko-wym całunem z pralni chemicznej.W świetle łazienki obie czernie gryzą się ze sobą.Wkładambiałą bluzkę, którą wyprasowałam zeszłego wieczora żelazkiem pożyczonym od sąsiadki z na-przeciwka.Odpinam jeden guzik więcej niż zwykle [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum