[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Spitych szyprów wyniesiono pod studnię, ułożono rzędem i takdługo polewano wodą, aż nieco wytrzezwieli.Było ich jednak tylko sześciu wraz zPiotrem, Gerwazego Maddocka nie udało się nigdzie znalezć;Don Enriąuez de Soto y Feran nie posiadał się z gniewu.yle znosił podróż morską,burzliwe wody Zatoki Meksykańskiej szczególnie dały mu się we znaki, a oto teraz,gdy ujrzał już upragniony port, doniesiono mu, że stoi tam siedem okrętówkorsarskich.W dodatku wiadomość tę otrzymał bynajmniej nie drogą oficjalną odwładz hiszpańskich, lecz za pośrednictwem szalupy żaglowej z angielskiego okrętu Knight", która o wschodzie słońca wymknęła się na morze boczną odnogą Tamesi.Dwaj przybyli na niej urzędnicy portowi oświadczyli, że wśród korsarzy znajduje sięsławny Marten, za którego wydanie wyznaczono nagrodę w wysokości pięćdziesięciutysięcy pesos, i że nagroda ta powinna im przypaść w udziale.Pierwszą myślą wicekróla było skierowanie ognia dział na tych nędznych rabusiów,lecz obejrzawszy plan portu zrozumiał, że tą drogą nic nie wskóra: wejście do zatokibyło niewygodne i płytkie, a wyznaczony wiechami szlak żeglowny tak wąski, że małozwrotne, ciężkie karawele tylko pojedynczo mogły go przebyć.Korsarze natomiast,osłonięci od strony morza domami mieszkalnymi i budynkami magazynówportowych, mogli zapalić lub zatopić salwą pocisków każcli okręt ukazujący się wzasięgu ich artylerii.Chcąc nie cheąl don Enriquez musiał z nimi pertraktować,zwłaszcza że znów zbierało się na burzę.Pertraktacje toczyły się na maleńkiej wysepce położonej na wprost półnwenegokrańca laguny Tamiahua, o niespełna dwie mile od wejścia do portu.Ze stronykorsarzy prowadził je Piotr Carolte, Tampico reprezentował wystraszony mayoralportu, a don Enriquez przysłał admirała swej floty.Po krótkiej dyskusji doszło do zgody.Admirał w imieniu wicekróla obiecał nieatakować korsarzy, jeśli przepuszczą go do portu i pozwolą mu spokojniewylądować, a sami staną na kotwicach opodal i odpłyną przed wieczorem.W godzinę po zawarciu umowy pierwsza karawela we-' szła do zatoki, a nim słońcezniżyło się ku zachodowi, je| szcze dziewięć innych stanęło wzdłuż brzegu, namiejscu, gdzie poprzednio stały okręty korsarskie.Lecz trzy największe hiszpańskieżaglowce pozostały nadal na zewnętrznej redzie, a gdy tylko orszak wicekróla oddaliłsię w kierunku alamedy, zagrzmiały działa jego floty.Było to tak nieoczekiwane i nagłe, że większość korsarzw nie zdążyła nawelpodnieść kotwic, gdy już ich maszty zostały strzaskane, a kasztele objął pożar.Jedna z francuskich fregat wciągnęła żagle i guana wiatrem wpadła na niski południowy brzeg.Jej kapitan mimo to rozpoczął ogień ze wszystkich dział, jakich mógłużyć, i zdołał zapalić flagowej okręt Hiszpanów, co na chwilę zmieszało napastników. Lecz dwie inne fregaty korsarskie tonęły już, podziurawiona, w wielu miejscachciężkimi pociskami, a gdy odezwały się hufnice i mozdzierze portowe, zagładapozostałych stała się*, oczywista i nieunikniona.Następny z kolei uległ temu losowi,.Knight".Aladdock.; który zaufał swymhiszpańskim wspólnikom i przyrzeczeniu de Soto.jakie za ich pośrednictwemotrzymał w zamia-i wydanie Martena, czuł się zupełnie bezpieczny.Jego fregata stała na kotwicy upołudniowego brzegu zatoki, a na grotmaszcie łopotała wciągnięta flaga angielska,aby ją można uy}o tym łatwiej rozróżnić.Ale kapitanowie karawel wbrew wszelkimzapewnieniom i przyrzeczeniom wicekróla nie przymali instrukcji, aby ją oszczędzić.Ich krzyżowy ogień przeszedł po pokładzie  Knighta" jak tornado, zmiatajączystkie maszty i niemal rozłupując kadłub na dwoje.Hiszpanie strzelali do łodziwSratunkowych jak do kaczek domowych rozproszonych po sadzawce, tak że zaledwiekilka z nich dotarło do brzegu, a dwie zdołały się przemknąć na płytkie zalewyTamesi.W ślad za nimi ruszyła nietknięta jeszcze  Vanneau", a Carotte mijając  Zephyra",który na gwałt stawiał wszystkie żagle, zawołał na Martena, aby płynął również w tymkierunku.Marten powziął zrazu szalony zamiar wyjścia na zewnętrzną redę pod ogniem działnadbrzeżnych i przebicia się przez blokadę od strony morza.Lecz miał na tej drodzewszystko przeciw sobie, nawet wiatr, który z coraz większą siłą dął ze wschodu,pędząc spienione wysokie fale poprzez zatokę, Lawirowanie pod ten wiatr w ciasnymprzesmyku pomiędzy płyciznami już samo przez się stanowiło nawet dla  Zephyra"ogromne ryzyko.Cóż dopiero, gdy z brzegów padały pociski, a u wyjścia oczekiwałoco najmniej po trzydzieści armat z każdej burty hiszpańskich okrętów.Zważywszy te okoliczności, Jan zdecydował się pójść za radą Carotte'a, choć niemiał pojęcia, którędy następnie  Zep-hyr" i  Vanneau" mogłyby wydostać się napełne morze.Bądz co bądz chwilowo  podobnie jak i Carotte  znalazł się pozadonośnością dział Hiszpanów, którzy nie odważyli się na pościg wzdłuż zachodniegobrzegu zatoki, gdzie ich ka-rawele o zbyt głębokim zanurzeniu mogły z łatwościąnatknąć się na mieliznę.Ale żegluga po tych płytkich wodach także i dląj,Zephyra" przedstawiała pewneniebezpieczeństwo.; Od; wschodu pędziły chmury, wicher świstał w olinowania iokręt, z boku szturmowany przez fale, kołysał się tak gwał| townie, że ludziezaledwie mogli utrzymać się na nogachBMarten wiedział, na co  Zephyr" może się zdobyć w tató trudnych warunkach* jeślinie zawiedzie jego załoga; Lecz teraz miał na pokładzie przeważnie Indian i Murzynów, nie swoich niezawodnych marynarzy;.Małe opóznienie w wyko-nanSumanewru, drobna niedokładność przy zmianie usta-wlenia rej mogły rzucić okręt naląd, nie mówiąc już o mle-liznach, które mógł spotkać po drodze, szybując z prędko*ścią dziesięciu mil na godzinę;Na domiar złego Marten nie znał dokładnie ukształto* wanla brzegów zatoki, ajedyną wskazówkę w tym względzie stanowiła *,Vanneau" wyprzedzająca go o półmili; Musiał nieustannie śledzić jej manewry 1 zaufać całkowicie Piotrowi Carotte, niemając pojęcia, jakie są jego zamiary w ogóle l co uczyni w następnej sekundzie?Tymczasem zaczęło się ściemniać; chmury pokryły całe niebo* przedwcześniegasząc zachodzące słońce; Na ich szarym tle przelatywały z zawrotną szybkościąniskie strzępy burzy* czarne 1 złe, warczące grzmotami i miotające krótkie błyskipiorunów? Od północnego wschodu toczył się ciężki, masywny wał sinych obłokównapęczniałych ulewą, która tworzyła nieprzeniknioną ścianę między spienionąpowierzchnią zatoki a posępnym niebem; Oba okręty zmierzały teraz wprost kuprawemu skrzydłu owej ściany idąc ostrzej do wiatru, dzięki czemu boczne kołysanietrochę się zmniejszyło na korzyść wzrastających przechyłów trymowych *s Wysokafala wpadała skośnie na dzioby, chlustała powyżej przednichkaszteli, a bryzgi i płaty piany, porywane pędem wichury, smagały dolne żagle ispadały na deski pokładów z trzaskiem przypominającym odgłos gradu.'Wtem,Marten, który stał obok sterującego Pociechy, dostrzegł wśród odmętuniskich chmur, białawych grzywaczy i deszczu siekącego wodę skośnymi biczamiciemnoczerwony błysk, niepodobny do błysku piorunów, a w sekundę pózniej ujrzałz przerażeniem, ze przedni maszt,,Vanneau'* wali się na pokład [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum