[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Proszę usiąść, co mogę dla pana zrobić? Eduardozdążył już wyciągnąć z kieszeni książeczkę bankową.Ciska ją na blat stołu ispogląda na mężczyznę swoim najpoważniejszym, dorosłym spojrzeniem.- Chciałbym zamrozić moje konto, a także anulować wszystkie istniejąceczeki oraz linie kredytowe powiązane z tym kontem.Kiedy mężczyzna zabiera się do pracy, Eduardo bez wątpienia czuje, jakadrenalina zaczyna mu coraz szybciej krążyć w żyłach.Musi zdawać sobiesprawę, że przekracza pewną granicę.Tak czy inaczej chce, aby Mark zrozumiałwreszcie, jak poważnie Eduardo traktuje całą sprawę.Tak naprawdę, przychodzimu na myśl, Mark sam jest sobie winien, że Eduardo może w ogóle zrobić cośtakiego.Kiedy otwierał konto w Bank of America, wysłał Markowi książeczkę zczekami in blanco oraz formularze, po których wypełnieniu ten uzyskałbydostęp do konta.Mark, jak to Mark, nigdy nie wypełnił papierów.Niezainwestował również nigdy w przedsiębiorstwo własnych pieniędzy izadowalał się życiem z funduszy przekazywanych przez Eduarda.Traktował gojak swojego osobistego bankiera.Choć Eduardo był jego wspólnikiem, Markzaczął podejmować decyzje, nie czekając na jego aprobatę.Eduardo musiałwyraznie pokazać, że tak dalej być nie może.Eduardo musiał pokazać, co toznaczy być dobrym wspólnikiem.Eduarda nie interesowało, że każda podstronathefacebooka była dziełem Marka Zuckerberga, bowiem przedsiębiorstwopowstało dzięki wspólnemu wysiłkowi dwóch osób.Eduardo był biznesmenem ijego postępowanie było motywowane wyłącznie względami biznesowymi.Eduardo obserwuje, jak pracownik banku naciska kolejne klawisze i wrezultacie zamraża konto bankowe thefacebooka.Być może wtedy na ułameksekundy ogarnęły go wątpliwości, czy nie posuwa się za daleko.Jeżeli doszedłdo wniosku, że tak w istocie jest, natychmiast przywołał w myślach obrazMarka i Seana przemierzających Kalifornię w bmw Parkera, spotykających się z inwestorami, a może nawet naśmiewających się z jego wcześniejszych próbpowstrzymania ich od samodzielnego działania.Ale na pewno nie będzie im do śmiechu, kiedy spróbują zrealizowaćnastępny czek. ROZDZIAA 25 SAN FRANCISCOTym razem rewolucja miała mieć spokojny początek.Sean Parker uświadomił sobie, że rozpocznie się od szumusupernowoczesnej windy pędzącej w górę ogromnego drapacza chmur w SanFrancisco oraz przesłodzonych akordów potwornie okaleczonej piosenkiBeatlesów wtłaczanych przez zamontowane nad fluorescencyjnymi lampamigłośniki do sześciennego wnętrza wyłożonej wykładziną windy.Sean musiał przyznać, że sytuacja ta miała swego rodzaju poetyckiwymiar.Potencjalnie mogła dać początek wielkiemu cyfrowospołecznemutrzęsieniu ziemi, tymczasem sekundy przybliżające ich do tego epokowegowydarzenia odmierzała paskudna muzyka z puszki.Miał ochotę się uśmiechnąć, ale się powstrzymał.Stali z Markiempośrodku pustej windy, wpatrując się w małe świecące numery.Znajdowali sięakurat między dziewiątym a dziesiątym piętrem pięćdziesięciodwupiętrowegodrapacza chmur i sunęli w górę z nieprawdopodobną prędkością.Sean poczuł,że zmiana ciśnienia zatyka mu uszy, co akurat było korzystne, ponieważ przestałna chwilę słyszeć muzykę i mógł uporządkować myśli, a przynajmniej ułożyć jew na tyle względnym porządku, na jaki pozwalała jego niezwykle pobudzonasubstancja szara w mózgu.Wydarzenia toczyły się znacznie szybciej niż Sean mógł przypuszczać.Zaledwie kilka tygodni wcześniej wprowadził się do domu ekscentrycznegogeniusza, a teraz zdążali razem na spotkanie mogące doprowadzić donawiązania współpracy, która odmieni oblicze całego Internetu, a ich przybliżydo miliardowej fortuny, jaką wyobraził sobie, gdy po raz pierwszy zobaczyłthefacebooka w swoim pokoju w akademiku na kampusie Stanforda.Sean zerknął na stojącego obok dwudziestoletniego chłopaka.Jeżeli Mark był zdenerwowany, to tego po sobie nie pokazywał.Należałoby raczejpowiedzieć, że nie wyglądał na bardziej skrępowanego lub zaniepokojonego niżzwykle.Twarz skrywał pod maską obojętności i spojrzenie utkwił w rosnącychnumerach pięter wyświetlanych nad drzwiami windy.Od czasu przypadkowego spotkania na ulicy pod Palo Alto Sean zdążyłdość dobrze poznać tego ekscentrycznego chłopaka i zaczynał darzyć goautentyczną sympatią.Mark był z pewnością dziwny; określenie nieprzystosowany społecznie nie opisywało dostatecznie jego pełnej rezerwydo świata postawy.Niemniej mimo murów, jakie Mark wzniósł dookoła siebie,Sean wiedział, że słusznie od samego początku uważał go za geniusza.Chłopakbył błyskotliwy, ambitny i miał zjadliwe poczucie humoru.Najczęściejzachowywał się cicho i spokojnie.Sean zabrał go na wiele przyjęć, ale Mark nieczuł się swobodnie na żadnym z nich.Znacznie szczęśliwszy zdawał się przedekranem swojego komputera, przed którym potrafił siedzieć nieprzerwanieprzez dwadzieścia godzin.Mniej więcej raz w tygodniu spotykał się zdziewczyną, którą poznał jeszcze na uczelni, a kiedy ogarniało go zmęczenie,wybierał się na długie wycieczki samochodem.W pozostałych przypadkachprzypominał maszynę kodującą.Siły witalne, powietrze i pokarm czerpał zestworzonej przez siebie firmy.Sean nie mógł trafić na lepszego przedsiębiorcęnowicjusza.Czasamimusiał wręcz przypominać sobie samemu w myślach, że chłopak ma zaledwiedwadzieścia lat.Mark prowadził może nieco dziecinny tryb życia, ale jegoniezwykła determinacja mówiła Seanowi, że chłopak będzie gotów na wszelkiewyrzeczenia, aby tylko zapewnić dalszy rozwój strony.Właśnie z tego powoduSean był pewien słuszności decyzji, jaką zamierzali właśnie podjąć.Spotkanie,na które zmierzali, miało stać się katalizatorem osiągnięcia miliardowychzysków [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum