[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Robisz postępy, Tylendelu  powiedziała i przyłożywszy palec wskazu-jący do czoła chłopca, uwolniła go od energii osłony, pochłaniając ją w siebie.Neutralizując nadmiar energii, przez chwilę poczuła lekkie swędzenie skóry.Idziesz do przodu szybciej niż się spodziewałam.Jeszcze rok  nie.nawet nierok  i będziesz gotów, aby spróbować swych sił, towarzysząc mi podczas jakiejśmisji specjalnej na Pograniczu.Wkrótce potem przywdziejesz Biel. Oto cała moja nauczycielka  odparł żartobliwie chłopiec, ujmując jejdłoń i składając na niej pocałunek.Jego długie włosy opadające na jej nadgarstekłaskotały ją. Jakże mógłbym się oprzeć tak atrakcyjnej kompanii.Savil wyrwała rękę i delikatnie pociągnęła chłopca za ucho. Zabieraj się stąd! Jestem w takim wieku, że mogłabym być twoją babcią,a poza tym oboje wiemy, że moja płeć nie wydaje ci się dość pociągająca!Tylendel zareagował szerokim uśmiechem i nim Savil zdążyła dać mu delikat-nego klapsa, odchylił się i otworzył przed nią drzwi. Och, Savil, czyż nie wiesz, że moje serce oddałem swej nauczycielce, leczwiedząc, że nie mam u niej żadnych szans, nie mogłem zadowolić się kobietągorszą od. Wyjdz!  wykrztusiła, dusząc się ze śmiechu. Kłamco! Wyjdz, zanimzrobię ci krzywdę!62 Tylendel puścił się pędem przez wyłożony boazerią korytarz, unosząc ze sobąbrzmiący echem śmiech.Savil zamknęła drzwi sali ćwiczeń, oparła się o ścianę, tłumiąc śmiechem nie-pokój czający się w jej sercu.A to ci dopiero figlarny diabeł.Ma więcej uroku niżpięciu młodych chłopców, a psoci jak mały kotek! Od lat tak się nie śmiałam, nietak, jak śmieję się od czasu, kiedy przyjęłam Tylendela na swego protegowanego.Ten chłopiec to skarb.Jeśli tylko uda mi się odciągnąć go od tej bezsensownej wa-śni, w którą zaangażowana jest jego rodzina, będzie z niego dobry mag heroldów.Pod warunkiem, że go prędzej nie zabiję!Wciągnęła kilka głębokich haustów powietrza i uspokoiła się.Tymczasemmuszę się zająć tym zepsutym dzieciuchem, moim bratankiem  powiedziałado siebie ostro, korzystając z tej myśli, by przywołać się do porządku.Ale niemam zielonego pojęcia, co z nim począć.No, może z wyjątkiem tego, że chęt-nie bym go udusiła, ale.to nie jest dobry pomysł.Takie rozwiązanie za bardzoucieszyłoby Withena.O dobrzy bogowie, ten człowiek stał się w ostatnich latachtakim nadętym osłem! Ledwie go poznałam.Ten absurdalny list sprzed tygodniamógłby równie dobrze napisać nasz ojciec.Upewniając się, że jej koczek z tyłu głowy nie poluznił się, przygładziła rękąwłosy, obciągnęła tunikę i sprawdziła, czy działa już magiczne zaklęcie zamyka-jące drzwi sali.Zaraz potem, stukając energicznie obcasami o kamienną posadzkękorytarza, skierowała kroki ku swym pokojom, po drodze odwzajemniając skinie-niami głowy pozdrowienia mijających ją dworzan i innych heroldów.Gdyby chociaż Tressa nie zepsuła go w tak skandaliczny sposób, może nawetznalazłoby się w nim coś godnego ocalenia.Ale z tego, co widziałam.Na pew-no nie mam czasu sama się nim zajmować.Ha, zastanawiam się.może poślęgo na lekcje razem z innymi kandydatami na magów heroldów, a resztę czasu po-zostawię do jego dyspozycji.W ten sposób może uda mi się dowiedzieć o nimczegoś więcej.Jeśli nie odda się hazardowi, polowaniom i dzikim ucztom.Jeśliznudzą go dworskie lekkoduchy.Otworzyła jedno skrzydło drzwi prowadzących do nowych kwater heroldówi poszła dalej.Jej apartamenty znajdowały się na samym końcu, po lewej stroniekorytarza.Zmiany, zmiany  pomyślała.Pięć lat temu tłoczyliśmy się po cztery osobyw jednym pokoju i nie było nawet miejsca na porządną awanturę.Teraz rozbijamysię w tym nowiutkim budynku, jak garść grochu w wiaderku.A ja rozpieram sięw moim apartamencie i ani Jays, ani Tantras nie rzucają mi zasępionych spojrzeńtylko dlatego, że jeden z pokoi stoi pusty.Nie wyobrażam sobie, kiedy będziemymieli dość ludzi, aby zapełnić te wszystkie komnaty.Drzwi były lekko uchylone.Pchnęła je i weszła do środka.Zatrzymała siękilka kroków za progiem pokoju i założywszy ręce na piersi, przyglądała się trójcesiedzącej na kanapie w głębi pokoju, pod jej kolekcją masek Sokolich Braci.63 Właściwie tylko jeden z nich, Vanyel, siedział.Obok niego stali wojowie Wi-thena, w tej chwili nazbyt sugestywnie odgrywający rolę nadzorców chłopca.Ni-ski, krępy mężczyzna po jego prawej stronie wyglądał, według Savil, na człowie-ka sprawnie władającego toporem.Ten po lewej stronie zaś, wyższy od tamte-go o głowę, smagły na twarzy, robił wrażenie zwykłego woja posługującego sięw walce mieczem.Vanyel przysiadł sztywno na brzeżku kanapy między nimi.Savil westchnęła ciężko, lecz tak, aby nie usłyszeli tego obecni w pokoju go-ście.Chłopcze, przez ten rok nic się nie zmieniłeś na lepsze, chyba że z wyglądu,a z tego nie ma żadnego pożytku.Jesteś zbyt przystojny i dobrze o tym wiesz.Od czasu kiedy widziała go po raz ostatni, sylwetka Vanyela wyraznie nabra-ła szlachetnych kształtów.Jego twarz mogłaby złamać  i prawdopodobnie jużzłamała  niejedno serce.Szerokie, czarne brwi, wystające kości policzkowe,spiczasty podbródek, zmysłowe usta i nieprawdopodobnie srebrzyste oczy mia-ły w sobie nieodparty urok.Na dodatek cała twarz chłopca otoczona była burzągęstych, prostych, kruczoczarnych włosów o niebieskim połysku, za jakie więk-szość kobiet dałaby się zabić.Mimo że nie był zbyt wysoki, miał ciało akrobaty,harmonijnie umięśnione, wprost idealne.Teraz jednak przyjął postawę wręcz zuchwałą.Z ustami zasznurowanymi mil-czeniem, z nadąsaną miną patrzył na Savil wzrokiem, który jednocześnie rzucałjej wyzwanie.O wielkie nieba.Czy istotnie mam dać wiarę temu, co mówi mój brat, czyryzykować stwierdzenie, że sporą część wad tego chłopca zawdzięczać możnasamemu Withenowi, który na siłę próbował zrobić z syna kogoś takiego jak onsam?Zastanawiając się wciąż, jaką podjąć decyzję, skinęła w kierunku dwóch wo-jów. Dziękuję wam, mili panowie  powiedziała szorstko. Wspaniale wy-pełniliście swe zadanie.Możecie odejść.Wyższy zakasłał niespokojnie i spojrzał na nią z zaniepokojeniem. O co chodzi?  spytała wyczuwając, że zanosi się na coś, co na pewno nieprzypadnie jej do gustu.Z pewnością będzie chodziło o jakiś drobiazg wymyślonyprzez człowieka małostkowego. Koń chłopca. Zostaje, oczywiście  przerwała, widząc cień bólu w oczach Vanyela i re-agując momentalnie, nie tracąc czasu na zastanawianie się, w którą strunę ude-rzyć. Ależ heroldzie, to bardzo cenne zwierzę!  zaprotestował wojak, w nie-zadowoleniu zaciskając usta. Lord Withen.mój pan.z pewnością tu jestdość zwierząt. Co to ma znaczyć?  warknęła Savil, zwracając się ku niemu z nie ukry-wanym gniewem.O bogowie, jeżeli tak wyglądała cała podróż chłopca tutaj, to64 nic dziwnego, że jest taki ponury [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum