[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Dobra.Idiotyczny wniosek przeszedł.Nie możemy więc rozmawiać o chorobach zakaznychi o kosmetykach.Coś jeszcze zostało?Eve nie wiedziała, co odpowiedzieć.Dlaczego im bardziej lubisz faceta, tym trudniej ci z nimrozmawiać? Przecież kiedy go poznała, kiedy ją tak irytował, nie miała problemów zeznalezieniem właściwych słów.Wielu, wielu słów.Kolejny objaw, jest zakłopotana, kiedy musi z nim porozmawiać.Naprawdę się w nim zakochałam? - zaczęła się zastanawiać.Czy to tylko ta romantycznaatmosfera: gwiazdy wierzba płacząca i zauroczenie Jess i Setha, uderzyła mi do głowy?- Seth! - krzyknęła nagle Jess, odrywając Eve od rozmyślań.Eve spojrzała na chłopaka przyjaciółki.Serce zaczęło się tłuc w jej piersi.Na czoło Sethawystąpiły krople potu, jego ciałem wstrząsały dreszcze.Wcześniej myślała, że jego oczybłyszczą z miłości, ale uświadomiła sobie, że to od początku była gorączka.- Musimy cię zabrać do szpitala.Moi rodzice tam są.Mama ma dyżur, a tata pewnieorganizuje różne rzeczy - powiedziała szybko, starając się opanować sytuację.- Samochód Setha stoi na zewnątrz - poinformowała ich Jess ze wzrokiem utkwionym wukochanym.- On nie może prowadzić - stwierdził Luke.-Powinniśmy.Przy ich stoliku pojawił się Nikolai.- Czy wszystko w porządku? - zapytał.Potem zobaczył Setha.- Zaraz wezwę karetkę -powiedział, wyciągając z kieszeni komórkę.Sanitariusze zjawili się po kilku minutach - dwaj prowadzili nosze, trzeci szedł przed nimi.Pewnie są z CCZ, pomyślała Eve.Stąd te skafandry.Boże, jakie to straszne.Pewnie bylimiłymi, normalnymi ludzmi, ale zakapturzeni i w maskach wyglądali bardziej jak kosmici,którzy przybyli, aby przeprowadzać eksperymenty na ludziach.- Położymy cię teraz - oznajmił jeden z nich Sethowi.Nawet głos mieli nieludzki. - Mogę sam pójść - zaprotestował chłopak.Zaraz jednak ciężko opadł na krzesło.Nie miałsiły nawet siedzieć, a co dopiero chodzić.- Seth, pozwól im - poprosiła Jess.Głos miała zachrypnięty.Chłopak spojrzał na nią, a potem kiwnął głową, pozwalając sanitariuszom ułożyć się nanoszach.- Jadę z nim - zawołała Jess.- To wbrew regulaminowi.- Nic mnie to nie obchodzi.Jadę z nim.Eve słyszała już ten ton w głosie Jess, nie za często, ale wiedziała, że tak czyinaczej Jess znajdzie sposób, aby pojechać z Sethemi- Jess, możemy jechać z wami.Albo spotkamy się na miejscu - powiedziała.- Nie.Wtedy będę się martwić jeszcze o was -zaoponowała Jess.- Proszę, jedzcie do domu.Luke i Eve porozumieli się wzrokiem, a potem Luke kiwnął głową.Zadzwoń, jeśli zmienisz zdanie - zawołał jeszcze za Jess.Eve po raz kolejny strzepnęła poduszkę.Druga strona wciąż była zbyt nagrzana, a cienkieprześcieradło, którym się okryła, było zbyt ciężkie, jak zrobione z ołowiu, a nie z delikatnejegipskiej bawełny.Cały czas miała przed oczami Setha, wywożonego na noszach przez sanitariuszy wskafandrach, i Jess.Jess go pocałowała tuż przed tym, zanim pojawiły się oznaki choroby.Ajeśli ona też zachoruje? A jeśli umrze? Lekarze w wiadomościach mówili przecież o ofiarachśmiertelnych.Ofiary śmiertelne.Okropne określenie.Eve nie wyobrażała sobie świata bez Jess, ale gdytylko zaczęła o tym myśleć, nie mogła przestać.Ofiary śmiertelne, ofiary śmiertelne, ofiaryśmiertelne.Słowa kołatały w jej głowie w rytm uderzeń serca.Nie może tak po prostu leżeć.Zrzuciła z siebie prześcieradło i wyskoczyła z łóżka.I co teraz?Stanie nie sprawi, że te okropne myśli znikną.Gorąca czekolada, zadecydowała.Tak,panowała fala niewytłumaczalnych upałów, ale gorąca czekolada zawsze była dla niej lekiemna całe zło.A jeśli zajmie się jej przygotowaniem, może zdoła o tym wszystkim choć nachwilę zapomnieć.Zeszła ze schodów, rozkoszując się wspaniałym zapachem nowej piżamy.Czy ona i Jessnaprawdę spędziły to popołudnie na zakupach? Wydawało się jej, że było to milion lat temu.Weszła do kuchni, zapaliła światła, otworzyła szafkę nad mikrofalówką i wzięła z niej puszkęulubionej rozpuszczalnej czekolady Fiori's.Teraz mleko.Otworzyła lodówkę i wyjęła karton.- Gorąca czekolada.Powinienem był się domyślić.Eve odwróciła się przestraszona.Na progu stał Luke.Uśmiechnęła się do niego blado.- Niemogłam zasnąć.- Ja też.Usłyszałem, jak schodzisz na dół, pomyślałem więc, że dotrzymam ci towarzystwa. - Myślisz o tacie? - Eve nalała mleka do rondelka i postawiła go na kuchence.Luke kiwnął głową.- I o Secie.I Jess.O wszystkich.Ale przede wszystkim o nich.- Zaczynam marzyć o tym, żeby to był demon - przyznała Eve.- Wtedy mogłabym coś zrobić.Nie mogę tak po prostu siedzieć i pić czekolady, gdy dzieją się takie straszne rzeczy.- Tak jak mówiłaś, zbadamy sprawę i dowiemy się, czy to ma jakiś związek z demonem.Przez tę pogodę wydaje mi się, że tak.To zbyt duży zbieg okoliczności: fala upałów iepidemia w jednym czasie.To naprawdę dziwne.Jeśli nawet to nie demon, powinniśmy siędowiedzieć, co się właściwie dzieje.- Cały czas myślę o tym, że Jess i Seth się całowali tuż przed tym, jak on zachorował.A jeśliona się zaraziła? - Oblał ją strach, a oczy zaczęły szczypać.Mrugnęła, żeby odgonić łzy, alenie dość szybko.Lukę je zobaczył.Podszedł do niej i wziął ją w ramiona.Nic nie powiedział,tylko ją przytulił.Eve nagle zapragnęła zatrzymać czas choć na chwilę, ale nie było to możliwe.Nie chciałatego, ale po długiej chwili zmusiła się, aby uwolnić się od Lu-ke'a.Nie cofnął się, nie puściłjej, tylko na nią spojrzał.Pochylił głowę.Zamierza ją pocałować.Jeśli będzie się tak wpatrywać w jego zielone oczy,na pew no ją pocałuje.Przecież to podrywacz.A ona nie chciała wiązać się z podrywaczem.Nawet nie drgnęła.Luke zbliżył do niej usta.Owinęła mu ramiona wokół szyi i nagle przeszyłją wstrząs, gorący i musujący.Jej moc! Zanim zdołała ją powstrzymać, moc zeskoczyła zpalców na kark Luke'a.Chłopak poderwał głowę zdumiony.- Przepraszam! - zawołała Eve.- Ja nie.To się po prostu stało.- Emocje zawsze odgrywałyogromną rolę w opanowywaniu mocy.Kiedy była zła czy przerażona, czasami po prostu.bum! Moc sama się uwalniała.Nie przypuszczała nawet, że uczucie do chłopaka może miećten sam skutek.- Nie ma sprawy.Nic gorszego niż włożenie długopisu do gniazdka - zażartował miękkoLuke.-Zrobiłem to, jak miałem dziesięć lat.Przegrałem jakiś zakład.- Przepraszam.Powinnam.hm, rzucić okiem na mleko.- Eve odwróciła się do kuchenki, aleLuke chwycił ją za ramiona i odwrócił twarzą do siebie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum