[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Oszołomiony byk stanął na chwilę, jakby namyślał się, co robić.I w tej chwili stała się rzeczdziwna.Zefirio spokojnie powstał i popędził buhaja.Niebezpieczne bydlę, kierowane okrzykami i klapsami,posłusznie, jak małe cielątko, skierowało się w stronę ogrodzenia.Przez cały czas trwania tej sceny, żywej duszy nie było na placu prócz kilku parobków, którzypękali ze śmiechu, trzymając się za boki.Księcia podniesiono, jeszcze na początku harców Zefiria, i umieszczono w bezpiecznym miejscu.Zwita i dworzanie, którzy uciekali w pierwszej chwili, wołając o pomoc w najwyższymprzerażeniu, gdy znalezli się w znacznej odległości, zatrzymali się i z oddali przyglądali się całej tej scenie.Widzieli, jak byk miotał Zefiriem niby marionetką.Dlaczego nie ucieka ten osioł? Przyszła prawiewszystkim ta sama myśl do głowy.I dlaczego parobcy po uratowaniu księcia nie przyjdą głupiemu Zefiriona pomoc?Zakończenie tej sceny było dla wszystkich niespodzianką.- Co to? Czy mnie oczy nie mylą? - pytał siebie samego don Alvarez.- Toż Zefirio pędzi buhajaprzed sobą.Byk idzie posłusznie do ogrodzenia.To chyba jakieś czary.Zefirio zamknął Czarnego Diega w zagrodzie i rzucił przechodząc obok parobków:- Czego rozdziawiacie gęby, głuptasy, zamiast ratować mnie od niechybnej śmierci?Zmiech podwoił się.- O, senor Zefirio! - zawołał jeden z parobków.- My dobrze wiemy, że Czarny Diego nie uczyniwam najmniejszej krzywdy.Przecież chowałeś go od małego cielęcia.Jest zaprawiony do tych harców ztobą, senor.Zefirio położył palec na ustach:- Tss, głupcy! Nie rozpowiadajcie tego obcym.Gdyby was pytano, powiecie, że to był cud.Starszy parobek podrapał się w głowę i wskazując ludzi, którzy biegli w ich stronę, zapytał:- A co mamy powiedzieć, gdy nas zapytają, dlaczego śmieliśmy się na całe gardło, zamiastwybawić cię z niebezpieczeństwa, senor?- Oświadczycie, że cieszyliście się na myśl, iż mnie wreszcie szlag trafi.Walka bykówOd dwóch dni niezliczone tłumy, żądne widoku krwi, napływały do olbrzymiego, okrągłegogmachu.Arena zalana była słońcem.Już wyprowadzono trzeciego byka pod grzmot okrzyków i oklasków.Pikadorzy, banderillerzy imatadorzy uwijali się po arenie.W królewskiej loży siedziała majestatyczna kobieta przystrojonabrylantami.Była to królowa Izabella II.Otaczał ją wspaniały dwór.Pomiędzy dworzanami brakowało jednak księcia Ramida.Był jeszcze chory po strasznychprzejściach z czarnym bykiem i leżał w łóżku w swej rezydencji madryckiej.Królowa słyszała o jegoprzygodzie i wyraziła życzenie ujrzenia Zefiria, wybawcy księcia.Usłużni dworzanie odnalezli młodzieńca tegoż samego dnia, w tylnych zabudowaniach cyrku.Odbierał właśnie należność za dostarczone byki.- Senor Corti - zwrócił się doń marszałek dworu.- Najjaśniejsza, miłościwie nam panująca królowapragnie cię widzieć.Drogą wyjątku dozwolono ci stanąć przed jej obliczem, pomijając etykietę i ceremoniałaudiencjonalny.Słowa te wywarły widocznie na młodym Cortim wstrząsające wrażenie, gdyż wydał z siebieokrzyk przestrachu i zachwytu zarazem, po czym zachwiał się tak mocno na nogach, że dworzanie musieligo podtrzymać, by nie upadł na ziemię.- Trzymajcie mnie, bo zemdleję! - wołał Zefirio.- Nie, to niemożliwe, ja śnię chyba! Sama królowawe własnej osobie? Trzymajcie mnie mocno!A więc dworzanie trzymali go mocno i w ten sposób prowadzili go do monarchini.Wyglądało tojak gdyby wiedli jeńca lub skazańca na szafot.Weszli do loży królowej.Zefirio z taką siłą padł na kolana, że aż deski zahuczały i królowa drgnęłaprzestraszona.Dworzanie podnieśli Zefiria z kolan i schylili go w głębokim ukłonie.- Pocałuj królową w rękę, senor! - szepnął jeden z dworzan do ucha Zefiria.Młodzieniec się doń odwrócił i zapytał tak głośnym szeptem, że aż królowa dosłyszała:- Carramba, w którą rękę mam całować?- W prawą! - odpowiedział dworzanin.Królowa Izabella podała mu swą małą rączkę.Zefirio pochwycił królewską rękę i zaczął gorliwieokrywać ją pocałunkami.Otoczenie królowej osłupiało.Postępowanie Zefiria było niesłychane.- Co też on wyprawia z ręką królowej? - zadawali sobie pełne oburzenia pytanie.Królowa prawie siłą wyrwała swą rękę z uścisków przerażonego młodzieńca.Nie rozgniewała sięjednak na niego, bo już słyszała o tym młodzieńcu nie grzeszącym zbytnim rozumem.- Witam cię, senor Zefirio Corti - rzekła doń łaskawie.- Doszły nas wieści o twym bohaterskimczynie!- O jakim czynie, najmiłościwsza królowo? - zapytał Zefirio, czyniąc ruch, jakby chciał znowupaść na kolana.- Bohaterskich czynów dokonałem bardzo wiele i nie wiem, o którym z nich mowa!Królowa uśmiechnęła się i wskazała mu miejsce na krzesełku w obawie, by znów nie padł nakolana.- U ratowałeś księcia Ramida y Carvalha!- Oddałbym życie w każdej chwili z rozkoszą za największego nawet bandytę, gdyby sprawiło ci toprzyjemność, o najmiłościwsza pani!- Jak? Co? - zapytała królowa, nie dowierzając własnym uszom.- Za jakiego bandytę? Czyżbyśśmiał mówić w ten sposób o księciu wielkorządcy?- O, wasza królewska mość! - zawołał Zefirio, składając ręce jak do modlitwy.- Narażenie życiadla dostojnego i wspaniałego męża, jakim jest książę, nie było żadną zasługą.Na twój rozkaz,najmiłościwsza pani, poświęciłbym się dla ostatniego nawet opryszka!- Idiota! - rozległ się szept dworzan poza jego plecami.- Niebiosa, co za dureń!.Dalsza rozmowa Zefiria z królową została przerwana, bo pojawił się pierwszy byk na arenie.Zefirio chciał się usunąć, lecz królowa zatrzymała go ruchem ręki.- Zostań, senor - rzekła.- Porozmawiamy podczas przerwy! Spodobał jej się ten piękny, młodyszlachcic, pomimo jego skrajnej głupoty.- Wybacz mi, wasza królewska mość - rzekł nieśmiało Zefirio - ale podczas walki byków nieumiem powstrzymać swego zachwytu i uniesienia.Jest to silniejsze ode mnie!- Nie szkodzi! Nie krępuj się zbytnio, senor - odparła królowa uśmiechając się, gdyż bawił ją tenmłodzieniec.Zefirio dość długo tłumił w sobie wybuchy entuzjazmu przez wzgląd na królową, osoba której,sądząc z jego postawy, napawała go zabobonnym lękiem.Wreszcie nie wytrzymał.Podczas gdy pikadorzyna koniach atakowali byka, zerwał się z miejsca i wrzasnął z całych sił:.- Olle.Olle! Zwietnie!.Znakomicie!.Wal z lewej strony, Fernando!.Uwaga! Uwaga Lorez,zajeżdżaj od tyłu!Wołając w ten sposób, przechylił się niebacznie przez barierę.W następnej sekundzie stracił równowagę.Wypadł poza barierę.i padł jak długi na piasek [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum