[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wówczas, by tak rzec,przekraczamy szczególną furtkę umysłu, poza którą siła słowa czy sprawnośćintelektu nie mogą już przyjść nam z pomocą.Nie możemy mieć nadziei, żekiedykolwiek będziemy zdolni w pełni się określić bądz postrzegać inną istotę wcałej jej złożoności.To bowiem, monsieur, jest jedynie przywilejem Stwórcy.Casanova, zaczynający powoli odczuwać narkotyczny wpływ olbrzymich ilaściherbaty, którymi poił go gospodarz, pokiwał ponuro głową.- Skazani więc jesteśmy na działanie nieświadome.- Nie, monsieur.Podobny sąd byłby zdecydowanie przesadny.W gorący dzień wypijasz przecież szklankę piwa, boś spragniony.I nie ma w tymi żadnej tajemnicy.Wszakże te z naszych działań, których się podejmujemy, mimo że burzą nasze dobresamopoczucie.- Jak moje uczucie do.- Właśnie tak.Owe wypadki są dużo trudniejsze do zgłębienia.Stwierdzenie, żeto jedynie żądza bliska szaleństwa popycha cię do upartej pogoni za istotą, która - jaktwierdzisz - nie przynosi ci nic poza cierpieniem, nie wyjaśnia sprawy.Ona jestprzecież tylko jedną spośród wielu młodych dziewcząt, a większość z nich, bezwątpienia, mógłbyś z łatwością przekonać do siebie - czy to za sprawą swegomagnetyzmu, czy też sakiewki.Ty jednak, monsieur, jesteś uzależniony w takimsamym stopniu od przyjemności, jak i poczucia własnego nieszczęścia.- W Serenissimie mamy takie powiedzenie:  Człowieka, który nie potrafipływać, nieodparcie ciągnie do wody.Ale czy nie może nas ocalić rozum?- Tak, monsieur - odrzekł jego gospodarz - rozum mógłby tego dokonać,gdybyśmy umieli zeń należycie korzystać.Jednak wiele działań uważanych przez nasza rozumne, wcale takimi nie jest.Ludzie mamią samych siebie, chętnie toną wułudzie.I twój plan, monsieur, by się stać człowiekiem pióra, erudytą, mężemoddającym się mozołowi składania słów - jest właśnie tego przykładem.- Zawód ten jednak uczynił cię, panie, sławnym i poważanym.- Przede wszystkim sprawił, że postarzałem się przed swym czasem.Pracowałemjak mrówka i bardzo niewiele zyskałem w zamian.- Lecz czyż król nie przyznał ci renty?- Której równowartość, monsieur, ty wydajesz rocznie zaledwie na nowepantofle.Casanova wbił wzrok w swoje stopy, po czym wzruszył ramionami.- Mów, panie, co chcesz, a ja i tak uważam, że to zajęcie zaszczytne, a do tegogodne dżentelmena.Jestem o tym nawet całkiem przekonany.- Podczas gdy wznoszenie mostu - odparł leksykograf figlarnie, odchodząc nakrok od okna, by podziwiać efekty swej pracy - jest zajęciem jedynie zaszczytnym?Opuszczając Pali Mali, aby spędzić święta Bożego Narodzenia z Johnsonem, kawaler obiecał sobie, że historia z mostem pozostanie, przynajmniej na razie, jegosekretem.Jednak ledwo przekroczył progi domu przy Inner Tempie Lane, a jużzwierzał się ze swych przeżyć i zanim opróżnili pierwszy dzbanek herbaty, wielkiuczony zdążył poznać całą prawdę.I w dodatku nie wydawał się tą opowieściązaskoczony choćby w najmniejszym stopniu, jakby od zawsze podejrzewał, żeCasanova cierpi na jakąś ukrytą manię oddawania się ciężkiej fizycznej pracy ispania w brudzie.Może pewnego dnia, pomyślał kawaler, nauczę się wreszcietrzymać język za zębami.Z ulicy poniżej dobiegły ich piskliwe, dziecięce głosy.Kolędnicy! Johnsonnapchał w kieszenie jabłek i zszedł na dół do dzieci.Casanova zaś pozostał w pokoju,wyciągnął ręce, by je ogrzać przy niewielkim ogniu, po czym odwrócił się i uniósłpoły żakietu, rozglądając się przy tym miłośnie po tym przytulnym pomieszczeniu,zapełnionym książkami i papierami, z gdzieniegdzie rzuconą niedbale na wpółzacerowaną skarpetką i stojącymi na stole nieumytymi filiżankami, znaczonymiciemnymi kręgami herbaty.Casanova podniósł jedno z wystrzępionych piórleksykografa i powąchał zaostrzoną stosinę.Niech Johnson mówi co chce, ale poostatnim spotkaniu z Charpillon kawaler odczuwał tak palącą potrzebę odnowy, jakjeszcze nigdy dotąd.Niewątpliwie w umyśle ludzkim, w owym tajemniczym ogniuinteligencji dokonywanie się podobnych transmutacji było możliwe.Most jednak stałsię dlań cenną lekcją: podobne odmiany nie mogą następować za gwałtownie.To, cozbyt pośpiesznie wydmuchiwano, musiało szybko pęknąć, a poza tym ręce Casanovyzostały stworzone do posługiwania się instrumentami o wiele bardziej subtelnymi niżoskard czy szpadel.Jakież to zadziwiające, że wcześniej nie wpadł na ten pomysł!Biorąc pod uwagę estymę, jaką żywił wobec mężczyzn parających się piórem - atakże kobiet - ongiś bowiem bywał nierzadkim gościem w salonach madame duDeffand i mademoiselle de L Espinasse; oraz przyjemność, jaką odczuwał,przerzucając książki w składach księgarskich i bibliotekach pałaców - a także niemalekstatyczną radość, gdy mógł zasiąść przy oknie z ulubioną czy długo poszukiwanąksiążką w dłoni.Najpierw napisze historię Wenecji w czterech lub sześciu tomach, najdłuższy w dziejach list miłosny adresowany do tego miasta pełnego cudów [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum