[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Amanda ostentacyjnie wzniosła oczy ku niebu.- Oczywiście - prychnęła - a na naszym dachu wyląduje dziś w158 nocy Zwięty Mikołaj w saniach ciągniętych przez osiem renife-rów.Eunice trochę się zjeżyła.- Jeśli nie wierzysz w przypadek, to dlaczego nie wezmiesz wła-snego losu w swoje ręce? Przecież możesz sama zatelefonowaćdo Jordana.Prawda wyglądała tak, że od rozstania z Jordanem Amanda tele-fonowała do niego wielokrotnie.Jeden raz nawet za.czekała, ażon powie "halo", i dopiero wtedy odłożyła słuchawkę.Nie miałaodwagi się odezwać.- Jasne, że mogę - warknęła.- Mogę też od razu skoczyć głowąw dół z wiaduktu na autostradę.Przecież ja uwielbiam cierpieć.Eunice skrzyżowała ramiona.- Twój sarkazm staje się nudny, siostrzyczko.Ja tylko usiłuję cipomóc.- Wiem - mruknęła Amanda - ale to nie działa.- Odwróciła gło-wę i wlepiła wzrok w girlandy lampek zdobiących krawędziedachów, okna, krzewy i małe drzewka, widoczne przez oknakościoła.Wyglądały wprost bajkowo.Uczestnictwo w pasterce, podobnie jak w różnych innych ro-dzinnych tradycjach, okazało się kojące.W drodze powrotnejAmanda była w znacznie lepszym nastroju.W domu usiedli weczworo wokół choinki, popijali ajerkoniak i słuchali kolęd.GdyMarion i Bob poszli spać, Eunice wydobyła ze sterty prezentówjedną paczkę i podała ją siostrze.Amanda wzięła podarunek, lecz nie rozpakowała go, dopóki nieznalazła swojego prezentu dla Eunice.Była to jeszcze jednatradycja.Obie siostry zawsze wręczały sobie gwiazdkowe upo-minki w noc poprzedzającą dzień Bożego Narodzenia.Amanda odwinęła ze swojego prezentu kolorowy papier i par-sknęła śmiechem.Trzymała w ręce książkę "Jak się pozbierać" -159 taką samą jak ta, którą kupiła siostrze.Eunice też nie wierzyła własnym oczom.- To niesamowite - szepnęła oszołomiona, patrząc na okładkę.' Zuśmiechem otworzyła książkę i spojrzała na skrzydełko papie-rowej obwoluty.- I na dodatek z autografem autora! O Boże,Amando, jestem pod wrażeniem.- Powinnaś być.Stałam pół dnia w kolejce po ten podpis - po-chwaliła się Amanda.Przypomniała sobie tamto pierwsze spo-tkanie z Jordanem i jej serce ścisnęło się boleśnie.- Połóżmy się do łóżek i poczytajmy przed snem - zapro-ponowała Eunice.Podniosła się z podłogi i zgasiła lampki nachoince.Spowijający ją welon srebrzystych ozdób zdawał sięszeptać w ciemności urokliwą pieśń.- Dobry pomysł - zgodziła się Amanda.Dotarła aż do trzeciego rozdziału, gdy w końcu zamknęła oczy iusnęła.Dzieci już dawno spały, podobnie jak Karen i Paul.Tylko Jor-dan miał trudności z zaśnięciem.Długo leżał na wznak, wpa-trując się w sufit, po czym usiadł na łóżku, zapalił lampę i sięg-nął po słuchawkę stojącego na nocnej szafce telefonu.Od pew-nego czasu nie było już na niej fotografii Becky.Jordan zaniósłją do gabinetu i postawił na półce.Ale teraz spojrzał na miejsce,gdzie do niedawna się znajdowała, i powiedział:- Wiesz co, Becky? Wpadłem jak śliwka w kompot.Zerknął nazegarek i stwierdził, że jest po drugiej.Wiedział, że jeśli terazzadzwoni do Amandy, na pewno ją zbudzi, ale się tym nieprzejmował.Bez względu na konsekwencje musiał usłyszeć jejgłos i złożyć jej świąteczne życzenia.Wystukał numer i czekał, zdenerwowany jak uczniak.MożeAmanda każe mu iść do diabła.A może odezwie się zaspany160 James i z uciechą w głosie poinformuje go, że Amanda śpi wjego ramionach.Jednak w słuchawce rozległ się nagrany na taśmie głos Amandymówiący: "Cześć, tu Amanda Scott.Chwilowo nie mogę po-dejść do telefonu.".Jordan przerwał połączenie, nie zostawiwszy wiadomości.Zgasił światło i znów się położył.Usiłował sobie wmówić, żeAmanda.prawdopodobnie jest u rodziców.Albo na Hawajach, gdzie z entuzjazmem pomaga Jamesowiodzyskać siły.Przewrócił się na brzuch i ze złością walnął pięścią w poduszkę.Jak masochista rozpamiętywał krągłości ciała Amandy.Na myślo tym, że dotyka jej inny mężczyzna, zacisnął zęby.Należałatylko i wyłącznie do niego.Nikt inny oprócz niego nie miał doniej prawa.Poczuł bolesny skurcz w lędzwiach, gdy przypomniał sobie, jakbyło im cudownie ze sobą.Gdy jej dłonie przesuwały się pojego plecach, a jej uda oplatały jego biodra.Leżała pod nim jaknajbardziej kusząca z kusicielek.Jej oczy płonęły pożądaniem,ciało wznosiło się, aby połączyć się z jego ciałem, zbliżało się ioddalało, a jej palce kurczowo zaciskały się na jego ramionach.Kiedy nadchodziło spełnienie, mocno przygryzała dolną wargę,a z jej gardła wydobywał się niski, przejmujący pomruk, któryprzechodził w bezwstydny jęk, gdy doznawała najwyższej roz-koszy.Gwałtownie usiadł na łóżku i znów zapalił lampę.Czuł, że po-winien wziąć zimny prysznic, ale taka perspektywa w środkunocy.wydała mu się odpychająca.Wiedział jednak, że niezmruży oka.Odrzucił więc kołdrę, wstał i włożył szlafrok.Przekonany, że o tej porze reszta domowników śpi, po cichuzszedł na dół.W kuchni nalał sobie szklankę czekoladowego161 mleka i zabrał ją do salonu [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum