[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. ROZDZIAA JEDENASTY- Poszukajmy żonkili, mamo.- Dobrze.- Amelia uśmiechnęła się do córeczki.Mała miała na sobie nowe żółte botki i nieprzemakalną kurtkę.Amelia chwyciła swoje okrycie i parasol.Odetchnęła głęboko.Wilgotna ziemia, pączki nadrzewach i obietnica wiosny.Gdyby tylko potrafiłasię tym cieszyć.Musiała powiedzieć Marise o ojcu.Seth tymrazem nie odpuści.Ukucnęły i zaczęły zrywać rosnące pośród brzózżonkile.Padał drobny deszcz.- Mam dla ciebie dobrą wiadomość, Marise- zaczęła.- Zdałam test z matematyki? - zaciekawiła sięmała.- Nie, to coś innego - roześmiała się Amelia.- Dotyczy twojego ojca.Marise opuściła powieki.- Co się stało? - powtórzyła.- Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży,napisałam do niego.Nie odpowiedział.- Nie chciał mnie - stwierdziło z nieodpartąlogiką dziecko. - Ja też tak myślałam, ale się myliłam.Ktośzniszczył oba listy.To nie jego wina, że się do mnienie odezwał.- Jak się o tym dowiedziałaś? - spytała Marise.- Spotkałam go przypadkowo na Karaibach.W zeszłym tygodniu w Wiedniu pokazał mi dowódzniszczenia listów.Nie chcę, żebyś dłużej myślała,że go nie obchodzisz.Marise zaczęła powoli obrywać płatki żonkila.- Czy mógłby przyjść do mnie do szkoły? %7łebydzieci zobaczyły, że mam prawdziwego tatusia?Amelii ścisnęło się serce.- Chciałabyś?- Uhm.Wszyscy oprócz mnie mają jakiegośojca.Czasem dzieci się ze mnie śmieją i przezywająmnie.- Nigdy mi o tym nie mówiłaś - powiedziałaz wahaniem Amelia.- A po co miałam mówić?Fakt.Zerwała białego narcyza i dołączyła go dobukietu.Podjęła decyzję: dla dobra Marise musiSethowi pozwolić na to spotkanie.- Ojciec bardzo chce się z tobą zobaczyć - odezwała się.Marise usiadła na mokrej ziemi.- Nie będę wiedziała, co mam mu powiedzieć.- Być może on także.Ale jeśli będziesz chciała,zamierza częściej widywać się z tobą.Mieszka naManhattanie, więc będziecie mogli często razemprzebywać.- Wszyscy troje. - Nie zawsze będę mogła - powiedziała łagodnie Amelia.- Wyjdziesz za niego?- Nie.- Jak się nazywa?- Seth Talbot.Marise wydawała się przestraszona.- On wszystko zmieni.- Niektóre rzeczy tak.Wyjęła przygotowane wcześniej zdjęcie Sethai pokazała córce.- Jest strasznie duży.- Owszem, jest wysoki.Ale nie jest zły, tak jakTommy Evans.Nie martw się, kochanie, będzie dlaciebie dobry.- Tommy Evans był miejscowymchuliganem.- Jeśli jest taki fajny, to dlaczego nie wyjdzieszza niego za mąż?- %7łeby wyjść za mąż, trzeba być zakochanym.- Ja też powinnam go kochać? - Zmarszczyłabrwi.- To wymaga czasu.Możesz zacząć od tego, żego polubisz.Spotkamy się na przykład w sobotęw Stoneybrook i zjemy razem lunch.- D-dobrze.Czy mogę powiedzieć o nim Suzy?I pokazać jej zdjęcie?- Oczywiście.- Mogę iść do niej zaraz?Amelia wiedziała, że Marise powie przyjaciółceznacznie więcej o swoich uczuciach niż matce.Odprowadziła ją do furtki, po drodze rozmawiały o wszystkim, tylko nie o Secie.Po powrocie dodomu chwyciła za słuchawkę i wybrała numer jegoprywatnej linii w firmie.- Talbot - warknął.- Mówi Amelia.Serce Setha podskoczyło.- Jest dopiero czternasty.- Rozmawiałam dziś z Marise.Spotkamy sięz tobą na lunchu w Maplewood Cafe w Stoneybrook.W sobotę.Czy zdążysz dojechać tu do południa?Seth czuł w gardle gulę wielkości sporego pagórka.- Tak - wykrztusił.- Będę.W skrócie opisała mu drogę.- Czy ona chce się ze mną spotkać?- Boi się.Jest nieufna.Ale wszystko będziedobrze.- Na pewno nie boi się tak bardzo jak ja - zaśmiał się nieco sztucznie Seth.- Będzie dobrze - powtórzyła Amelia.- Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, nie byłaś takprzychylna.- Co się stało?- Mała chce, żebyś poszedł do niej do szkoły.%7łeby dzieci zobaczyły, że ma prawdziwego tatę, takjak każdy.- Głos jej się załamał.- Przezywały ją,Seth.Dopiero dziś mi o tym powiedziała.Zdusił przekleństwo.- Dzieci potrafią być okrutne - rzekł krótko.- Zrobisz to dla niej?- Oczywiście.- Uświadomił sobie nagle, że dlacórki, której nie znał, jest w stanie zrobić wszystko.Szybko zmienił temat.- Jak tam Hamburg? - Kiedy kac minął, poszło świetnie.Głos mu stwardniał.- Zauważyłem, że nie proponujesz spotkaniau siebie w domu.Przydałoby się wszystkim trochę prywatności, tofakt, pomyślała.- Nie jestem jeszcze na to gotowa - powiedziałagłośno.- Muszę sobie jakoś zasłużyć? - poddał.- Nie wiem.Po prostu nie wiem.Miał już dość tej rozmowy.- W takim razie do soboty.Będę trochę wcześniej, żeby Marise nie czekała.- Dobry pomysł - odparła sztywno Amelia.- Do widzenia.Odłożyła słuchawkę i patrzyła na spływające poszybie krople deszczu.Za trzy dni zobaczy Setha.Ale tym razem nie będzie mogła go dotknąć aniswobodnie z nim porozmawiać.Musi podzielić się nim z Marise.Weszły do przytulnego wnętrza kawiarni.Sethsiedział już z boku przy oknie.Na ich widok wstałod stolika.Amelia ruszyła w jego stronę, pozdrawiając skinieniem kilkoro znajomych.- Miło cię widzieć, Amelio - rzucił ze swobodą,całując ją w policzek.Następnie przykucnąłi uśmiechnął się do dziewczynki.- Cześć, Marise- powiedział miękko.- Powinniśmy się spotkać jużdawno temu.Przykro mi, że tak się nie stało. Marise wpatrywała się w niego wielkimi zielonymi oczami; jej twarz nie zdradzała żadnych emocji.- Mama mówiła mi o listach.Dlaczego ktoś tozrobił?Nie przyszło mu do głowy, że mógłby skłamać.- Moja matka ma bardzo konkretny pomysł nato, z kim powinienem się ożenić.Dlatego zniszczyłalisty twojej mamy - odparł.- Dzieci w szkole wyśmiewają się ze mnie, żenie mam ojca.- Bardzo mi przykro, naprawdę - rzekł zmienionym głosem Seth.Marise spojrzała na matkę.- Czy mogę dostać kanapkę z tuńczykiem i koktajl czekoladowy?- Jasne.Jak tylko Seth wybierze coś dla siebie.Czekając, nauczył się menu praktycznie na pamięć.- Zjem burgera z kurczakiem i frytkami.- Frytki są niezdrowe - powiedziała z przyganąMarise.- Mówiła nam o tym panna Brenton.- I miała rację - zgodził się Seth.- Ale czasamiłamię zasady.A ty, Marise?- To sekret mój i Suzy - odrzekła [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum