[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Jak się czujesz? - usłyszałam nad sobą czuły głos.Max! - ucieszyłam się i odwróciłam w jego stronę.Chłopak przyciągnął sobie drugifotel i usiadł obok mnie.Adrienne powiedziała mi, że byłaś u pielęgniarki.Coś ci jest? spytałznowu lekko spiętym głosem.- Już dobrze się czuję - odpowiedziałam uspokajająco.-musiałam się czymś zatruć, bo rano zwymiotowałam, ale juz nic mi nie jest.Oho, potarłdłonią kark.Coś było nie tak! - Z Akim jest coraz gorzej - mruknął Max.- Dostał dzisiaj gorączki.- Jak się czuje?- Udaje, że wszystko dobrze, ale nie wygląda na okaz zdrowia - powiedział Max.- Jużnawet paru nauczycieli pytało go czy nie jest chory.- Przyszedł do szkoły? - zdziwiłam się.- Powinien był zostać w domu!- To mu to wytłumacz - mruknął.- Mnie nie chce słuchać.- Może powinien pójść do lekarza?- Nie może - powiedział.- Przecież gdyby ktoś go dokładnie zbadał, pobrał mu krew,mógłby się czegoś domyślić.To zbyt niebezpieczne.- To może samo mu przejdzie.- Może.Chwilę siedzieliśmy w ciszy, o ile może być cicho na przerwie w szkolnej bibliotece.Przypomniało mi się nagle, że muszę mu powiedzieć o tym, co dzisiaj przeczytałam.- Max, czy czytałeś dzisiejszą gazetę?- Tak - westchnął.- To nie mógł być żaden wilk.Może to znowu ktoś z Instytutu.- Ale po co miałby zabijać stado łosi? Poza tym myślałam, ze losie nie łączą się wstada.- Wiosną i latem łosie żyją samotnie.Na zimę łączą się w małe stada - wyjaśnił mi.- Ale co je mogło zabić? Przecież to duże zwierzęta.- Naturalnym wrogiem łosi są wilki.Jednak żadne z nas tego nie zrobiło, a tu nie mainnych wilków.Niedzwiedzi tez nie ma.Czasem zastanawia mnie, skąd Max to wszystko wie.Pewnie gdybym go zapytała,kiedy łosie mają okres godowy i ile rodzą małych, też by wiedział.- Skoro nie ma tu drapieżców, to zostaje tylko Instytut.Tylko po co oni mielibyzabijać łosie? A raczej rozszarpywać je na strzępy? Też na nich eksperymentowali i się imznudziło? - zapytałam.- Nie mam pojęcia.- mruknął.Zamilkliśmy, każde pogrążone we własnych podejrzeniach.Przerwał nam dzwiękdzwonka.Max szybko wstał i pocałował mnie w policzek.- Muszę lecieć na fizykę - skrzywił się.- %7łeby to był angielski, zostałbym z tobą, aleto fizyka z Harperem, rozumiesz? Jeślibyś się znowu zle poczuła, to postaraj się mnie znalezć,nawet podczas lekcji, dobrze?Przez chwilę patrzyłam, jak Max odchodzi, ale zaraz znikł mi z oczu.Rozumiałam.Max raczej nie angażował się w szkołę.To cud, że chociaż fizyka wzbudzała jego zainte- resowanie.Ja nie miałam jeszcze fizyki.Ta wątpliwa przyjemność czekała mnie dopiero zarok.Wprost nie mogłam się doczekać.Hm, co miałam teraz robić? Przede mną była jeszcze jedna godzinka nudy.Nie, niebyłam aż tak zdesperowana, żeby zacząć się uczyć.Już wolałam się ponudzić.Właśnie znowu weszłam do Internetu, kiedy usłyszałam głos Adrienne kłócącej się zbibliotekarką.- Naprawdę mamy teraz okienko.Nie ma profesora Harpera.Chcemy tylko posiedziećw czytelni i poodrabiać prace domowe.- No, nie wiem, nie oszukujecie mnie?!- Ależ nie, proszę mi wierzyć! - powtórzyła z naciskiem Adrienne.W drzwiach doczytelni stała Adrienne, a za nią reszta wilków.Max uśmiechnął się do mnie.Tak, Adrienne miała niesamowity dar przekonywania.Wszyscy usiedli przy mnie.Ramy.Aki wyglądał okropnie! Na oko widać było, że ma gorączkę i jest chory.Miałna sobie ze dwa swetry, ale i tak cały czas się trząsł, widocznie temperatura wciąż mu rosła.Tak szklistego wzroku jeszcze u niego nie widziałam.Poza tym był blady jak.trup.Inaczejtego nazwać nie można.Miał skórę takiego koloru jak zombi w horrorach.- Aki, dobrze się czujesz? - spytałam, zanim zauważyłam, jak Adrienne machaostrzegawczo rękoma.- Dajcie mi wreszcie spokój (i tu rzucił jakieś fińskie przekleństwo, coś w rodzajuperkele - powoli się uczyłam wymowy).Od rana zadajecie mi jakieś idiotyczne pytania! -warknął z wściekłością.- Chyba gdybym był chory, to nie przyszedłbym do szkoły, no nie?!- Eee, no tak.- mruknęłam zniesmaczona jego nagłym wybuchem.- Po prostu zejdzcie ze mnie, OK?! - przerwał mi jeszcze głośniej.Wstał i usiadł przyinnym stoliku.- Hej! Mówiłam, że ma tam być cisza!!! - krzyknęła bibliotekarka zza swojego biurka.Spojrzałam na Akiego.Siedział zgarbiony przy stoliku, opierając głowę na dłoniach.Widać było, że czuje się tak, jakby miał zaraz upaść [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum