[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nieodwracalne uszkodzenie.Patomorfolog, który będzieprowadził sekcję, stwierdzi punktowe krwawe podbiegnięcia naspojówkach, strzaskanie kości gnykowej oraz krwawe wylewyw obrębie jamy ustnej.Ale nie chciała tak umierać.Nie terazi nie tutaj! Przecież nie skończyła jeszcze czterdziestki!Ostatnim wysiłkiem uwolniła jedną dłoń i zagiętymi w szpony palcami przejechała po twarzy Anji Moormann z siłą, jakąuwolnić w niej mogła jedynie wizja rychłej śmierci.Kobietasapnęła, zacisnęła zęby i warknęła jak wściekły pitbull, a jejpalce nieco się rozluzniły.Potem coś twardego trafiło Pięw głowę i straciła przytomność.JUTTA KALTENSEE siedziała pośród pozostałychdeputowanych ze swojej partii na sali plenarnej Landtagu Hesji,w trzecim rzędzie, dokładnie naprzeciwko ław rządowych,i jednym uchem słuchała dość ostrej wymiany zdań międzypremierem landu i szefem frakcji Zieloni/Związek 90 na tematpunktu sześćdziesiątego szóstego planu posiedzenia plenarnego,dotyczącego budowy lotniska.Myślami była zupełnie gdzieindziej.Chociaż doktor Rosenblatt gorliwie zapewniał ją, żepolicja nie ma przeciwko niej żadnych dowodów, a wszystkiepodejrzenia i oskarżenia kierowane są przeciwko jej bratui matce, nie potrafiła się uspokoić.Pułapka, którą zastawiła natamtego komisarza, żeby zrobić mu kompromitujące zdjęcia,okazała się poważnym błędem i miała już tego świadomość.Powinna była od samego początku trzymać się od wszystkiegoz dala.Tymczasem Berti okazał się mięczakiem! Nagle, po tychwszystkich latach bezkrytycznego wykonywania poleceń matkipoczuł wyrzuty sumienia.Na tym etapie swojej politycznejkariery Jutta nie mogła sobie pozwolić, by ktokolwiek łączył jąz dochodzeniem w sprawie morderstw, a już tym bardziej napubliczne rozgrzebywanie jakichś ponurych tajemnicrodzinnych.Na najbliższym kongresie partii zapadnie decyzja,kto zajmie pierwsze miejsce na liście wyborczej w najbliższychwyborach do Landtagu.Do tego czasu musiała zapanować nadtym zamieszaniem. Co chwila spoglądała na ekran telefonu ustawionego w trybwibracji.Nie zauważyła przez to niespokojnego szmeru, któryprzetoczył się przez salę plenarną.Dopiero kiedy premier Hesjiprzestał przemawiać, zorientowała się, że coś się dzieje,i uniosła głowę.Przy ławach rządowych stało dwóchumundurowanych policjantów i drobna rudowłosa kobieta.Nieznajoma tłumaczyła coś premierowi, który przysłuchiwał sięjej wyraznie skonsternowany.W końcu uniósł wzrok i rozejrzałsię po sali.Jutta Kaltensee poczuła pierwsze oznaki czystejpaniki.Ale przecież nie było dowodów przeciwko niej.Nic jąz tym wszystkim nie wiązało.Nie! Henri prędzej dałby siępokroić, niż zdradziłby któryś z ich sekretów.A jednak strachzmroził jej krew w żyłach.Mimo to zmusiła się do zachowaniaobojętnego wyrazu twarzy.Posiadała w końcu immunitet.Niktnie mógł przyjść, żeby ją tak po prostu aresztować.PIWNICA PACHNIAAA stęchlizną i starym brudem.Bodenstein po omacku znalazł włącznik światła, nacisnął goi odetchnął z ulgą.Kiedy pod sufitem rozbłysnęła jarzeniówka,dostrzegł przed sobą na poplamionym farbami metalowym stolezwiązanego Thomasa Rittera.Młoda Japonka otworzyła imdrzwi Domu Sztuki dopiero po dłuższej chwili dzwonienia.Kobieta należała do nielicznej grupy szczęśliwców, którychrozwój wspierała stypendiami fundacja Eugena Kaltensee.Odpół roku mieszkała i pracowała we frankfurckim Domu Sztuki.Zaskoczona i zagubiona przyglądała się, jak Bodenstein,Behnke, Henri Amry i jeszcze czterech policjantówz Frankfurtu mijają ją, pędząc do piwnicy. Panie doktorze! Panie Ritter!  zawołał Bodensteini podszedł do stołu.Potrzebował kilku sekund, żeby jego mózg zaakceptował to, co zobaczyły oczy.Thomas Ritter leżał nastole z szeroko otwartymi oczyma.Był martwy.Ktoś wbił muw tętnicę szyjną igłę do zastrzyków.Jego serce z każdymuderzeniem wypompowywało krew do wiadra postawionegoobok na podłodze.Policjant wykrzywił z obrzydzeniem twarzi się odwrócił.Miał już po dziurki w nosie trupów, krwii morderstw.Wkurzało go dreptanie o krok za przestępcamii trafianie na miejsce zbrodni, kiedy już nic a nic nie mógłzmienić.Poza tym dlaczego Ritter nie posłuchał ich ostrzeżeń?Jak mógł być tak pyszny, by zlekceważyć grozby rodzinyKaltensee? Bodenstein nie potrafił zrozumieć, jak to możliwe,że pragnienie zemsty może być silniejsze od zdrowegorozsądku.Gdyby tylko Thomas Ritter zarzucił pomysł pisaniatej idiotycznej biografii i nie brał do ręki niebezpiecznychpamiętników, za kilka miesięcy zostałby szczęśliwym ojcemi mógłby dalej prowadzić radosne życie! Z zamyślenia wyrwałBodensteina dzwonek komórki. Teraz Dobę opuścił również mercedes M  poinformowałgo Ostermann. Do Pii dalej nie mogę się dodzwonić. Cholera jasna!  Bodenstein czuł się paskudnie, jak chybanigdy wcześniej.Zepsuł wszystko, co tylko się dało.Zawalił nacałej linii.Powinien zabronić jej tego wyjazdu! Nicola miałarację: nie powinno go w ogóle obchodzić, co wydarzyło sięw Prusach sześć dekad temu z okładem.Jego zadaniem byłowyjaśnienie sprawy morderstw.I tyle. Co z Ritterem?  zapytał Ostermann. Znalezliście gotam?  Tak.Nie żyje. Cholera! Jego żona siedzi na dole w poczekalnii zapowiedziała już, że się stąd nie ruszy, dopóki nieporozmawia z panem albo z Pią.Bodenstein wpatrywał się w zwłoki i wiadro zaschniętejkrwi na podłodze.Poczuł, jak obrzydzenie ściska mu żołądek.A jeśli Pii się coś stało? Potrząsnął głową, żeby odegnać odsiebie tę myśl [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum