[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Uznał, że to już wystarczy.Dołączył do kręgu rozśpiewanychyutzów.Pieśń zagłuszała odgłosy dochodzące z domów, namiotów1 krzaków, i trwała dopóty, dopóki nie znudziła się Astrid Wilson.Carol Wilson odeszła z.kimś.Gdzie był Hal?Tim chwalił się płytką, którą kupił w Shire, pokazując różneczaszki Astrid i nazywając je po kolei.Pomagało mu w tym kil-ku innych yutzów, którzy opisywali wygląd i zwyczaje stworzeń.Tim z przyjemnością słuchał ich opowieści.Udawał, że wypił wię-cej niż w rzeczywistości, ale i tak jego umysł nie pracował taksprawnie, jak powinien.Przyglądał się otaczającym go kupcom,yutzom i mieszkańcom osady; żaden z nich nie wydawał się zain-teresowany losem jeszcze jednego yutza kuchmistrza.Zastanawiające.Winni uciekają tam, gdzie nikt ich nie szuka.Jemmy Bloocherzabił yutza podczas brutalnej bójki.Czy któryś kupiec pamiętał jeszcze o tym? Czy to w ogóle kogoś obchodziło?Tim Bednacourt udawał kogoś, kim nie był, i wszystko wska-zywało na to, że doskonale sobie z tym radzi.Ale Jemmy Bloochernigdy nie miał takiej szansy! Większość kobiefi mężczyzn w Spi-ralnym Mieście, i prawdopodobnie na całym Przeznaczeniu, żyłavv społeczności złożonej z kilkuset osób.Widywali się od dziecka,znali wszystkie swoje sekrety.Loria wiedziała, kim jest Tim Bednacourt.Bardzo mu jej brakowało.Rian ibn-Rushd siedziała w otoczeniu kuzynów Hornesa, a jejmina świadczyła o tym, że nie bawi się najlepiej.Tim zastanawiałsię, czy powinien przyjść jej z odsieczą.Rian pochwyciła jego spoj-rzenie.Kuchmistrz ruszył w jej stronę.Rankiem Rian nie wyglądała najlepiej, ale jej uśmiech byłjak zawsze czarujący i konspiratorski.- Wyglądasz, jakby wyciągnęli cię z kadzi na ogórki - powie-działa mu na ucho.Tim czuł się całkiem dobrze.Rian widziała to, co spodziewa-ła się zobaczyć.Ostatnia noc była cudowna.Inna.Myślał, że Rian odejdziew końcu z którymś z miejscowych chłopców, ale oboje chwiejnymkrokiem udali się do namiotu ibn-Rushdów.Potem Rian zapomnia-ła, że jest wyszkoloną.czy istniało jakieś specjalne określenie?Seksistką? Straciła nieco na zwinności i zatraciła się w grze zmy-słów.Seks był grą, w której nikt nie przegrywa i nie traci.Pomogła mu włożyć ubranie, a Tim z przyjemnością udawał,że nie potrafi sobie ze wszystkim poradzić.Yutze, kupcy i mieszkańcy osady wyglądali na bardzo zmęczo-nych.Karawana ruszyła w drogę pózniej niż zazwyczaj.Kupcy zo-stawili na leśnej polanie sporo towaru: nowe rurki do destylarni,melony, ryż, torebki ze speklami.Sami zabrali owocowe brandy,małe buteleczki z alkoholem do dezynfekcji i wielkie kręgi żółte-go sera.Mason Horne z wozu Dionne'a został w osadzie; AnthonWilson dołączył do wozu Milasevików jako yutz.Tim odnalazł Rian na dachu wozu, pogrążoną we śnie.Drogę otaczały trawiaste pagórki, upstrzone białymi kropka-mi owiec.To właśnie z ich mleka produkowano ser, którym sięWczoraj sycili.Tim zauważył, że odkąd wyjechali z Shire, czyli od trzech dni,Droga oddalała się od morza i zakręcała w głąb lądu.Od wybrze-ża dzieliło ich już ponad dwa kilometry, a od poziomu morza conajmniej pół kilometra.Widoczna z góry linia brzegowa zatacza-ła ogromne półkole.Tim nie potrafił odgadnąć, jakie są rzeczywi-ste rozmiary tego półkola.- Rian, co się dzieje, kiedy zajdziesz w ciążę na Drodze? - spy-tał niespodziewanie. - Rodzę dziecko.- I wychowuje je karawana?Rian otworzyła szeroko oczy.- Tim, to tajemnica.Tim nauczył się już, że w takiej sytuacji nie powinien drążyćtematu.- Rian, myślisz, że  Cavorite" unikał morza?Rian zastanawiała się przez chwilę, a potem odparła wymija-jąco:- Może.- Dlaczego?może nie.Tim, przynieś nam trochę herbaty.W tej odległości od morza połacie jałowej, zasolonej ziemiustępowały miejsca soczystej trawie, stanowiącej pożywienie dlaowiec i kóz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum