[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Szalupyzostały wciągnięte na pokłady,  Victor", postawiwszy wszystkie żagle, wziął  Bombay" na hol, a Venus" pod żaglami głównymi foka i grota, ruszył fordewindem.Fokżagiel wykwitł wkrótcerównieżna rejach pryzu.W tamtym rejonie wciąż wiała świeża bryza i wszystkie trzy jednostki osiągnęłyprędkość trzech węzłów. Boadicea", mając postawioną imponującą piramidę żagli, nie przekraczaław chwili obecnej pięciu i pół. No cóż"  pomyślał Jack. Niewiele więcej mogę zrobić".Postanowił przynajmniej pogwizdać, by przywołać wiatr.Zakończywszy gwizdać najskuteczniejsząwtej materii piosenkę Plymouth Point, przeszedł na inne melodie, kiedy to w jego umyśle znieoczekiwaną ostrością pojawił się obraz Sophie. Gdybym był przesądny, przysiągłbym, że właśnie myśli o mnie"  pomyślał, patrząc w kierunkuAnglii i uśmiechając się ze szczególną tkliwością.Uśmiech wciąż błąkał się na jego twarzy, kiedy zsunął się na pokład.Ośmieliło to Seymoura, bypodejść i zapytać, czy powinien zacząć przygotowywać okręt do boju. Jeśli o to chodzi, panie Seymour  powiedział Jack, patrząc na tabliczkę z zapisanymi osiągamijednostki  przygotowanie okrętu do walki mogłoby się okazać odrobinę przedwczesne.Nie wolnonam kusić losu.Panie Bates, proszę przeprowadzić pomiary prędkości. Tak jest, zmierzyć prędkość!  powiedział midszypmen i puścił się biegiem w kierunku relinguzawietrznego wraz z pomagającymi mu chłopcem okrętowym i młodszym nawigatorem.Chłopiecpochwycił bęben z logliną, pomocnik nawigatora ujął trzydziestosekundową klepsydrę, a Bates cisnąłdeskę logu do wody. Obracaj!  krzyknął, kiedy deska stawiła opór falom. Młodszy nawigator przytknął klepsydrę do oka, a chłopiec uniósł bęben z powagą godną kapłana.Deska znikła za burtą, a węzły na linie jeden po drugim prześlizgiwały się między palcami Batesa. Zaciskać!  krzyknął młodszy nawigator.Midszypmen pochwycił linę, a chłopiec jął ją nawijać. Dokładnie pięć węzłów, sir!  zameldował Bates.Jack pokiwał głową i spojrzał na piętrzącą sięnad pokładem piramidę żagli, na węże przeciwpożarowe na topach, którymi polewano wodą całepłótno, i na wciągane na salingi kubły z wodą do polewania bramsli, by te chwytały choćbynajlżejszepodmuchy wiatru Nie, panie Seymour zwrócił się ponownie do oficera. Jeśli bogowie się nie zlitują, mamywięcej czasu dla siebie, aniżeli byśmy chcieli.Szkoda by było już gasić ogień w kambuzie  niechpan lepiej rozkaże, by bosmani wezwali ludzi na obiad po wybiciu szóstej szklanki.Nie otrzymaliswego puddingu zeszłej niedzieli, więc niech tym razem dostaną podwójną porcję.Z drugiej strony,niech pan dopilnuje, by w tym upale wydano tylko połowę porcji grogu i nie ma mowy o żadnymodkładaniu na pózniej!Spojrzenia marynarzy za kołem sterowym, młodszego nawigatora, kierującego ruchem okrętu,marynarzy-sygnalistów i najbliższych ludzi z podwachty bezanu stały się zimne niczym lód. Jeśli wiatr, pogoda i nieprzyjaciel pozwolą kontynuował Jack, spacerując po pokładzie resztazostanie wydana przy kolacji.Ach, panie Seymour, jeszcze jedno.Przez to, że obiad zostanie wydanytak wcześnie, nie będzie dzisiaj czasu na rozwinięcie tentu i mszę.Myślę, że możemy zwołaćniedzielny apel.Panie Kierman  dodał, skinąwszy w stronę oficera o twarzy pawiana  panprzeprowadzi zbiórkę ludzi z  Africaine" na pokładzie dziobowym.Od tej chwili na pokładzie fregaty wszystko nabrało szaleńczego tempa.Mało kto spodziewał sięzbiórki  to uroczyste wydarzenie w życiu okrętu odbywało się co prawda każdej niedzieli, lecztrudno się go było spodziewać w czasie, kiedy okręt zmierzał w stronę nieprzyjaciela.Marynarzemieli zatem niespełna godzinę, by się umyć, ogolić i stawić na pokładzie w czystej koszuli na inspekcjęmidszypmenów, oficerów i wreszcie samego komodora.Co więcej, załoga  Boadicei" uparła się, bywłasną postawą zakasować ludzi z  Africaine".Wzdłuż burt i na pokładzie dziobowym marynarzecicho i sprawnie czesali sobie włosy i zaplatali warkoczyki, a wokół pokładowego cyrulika tłoczyłysię niecierpliwe grupy, zmuszając go do jeszcze szybszej pracy i nie myśląc o tym, jakie skutki możeów pośpiech wywołać.Zdenerwowani żołnierze piechoty morskiej oporządzali się gorączkowo ipucowali swą broń w gorejących promieniach słońca.Sama inspekcja była podniosłym wydarzeniem.Komodor, w towarzystwie odzianych w galowemundury oficerów ze szpadami u boku, wolno kroczył wzdłuż równych, starających się prezentowaćjak najlepiej szeregów marynarzy.Upokorzenie zarośniętych ludzi z  Africaine" w brudnychkoszulach było dla nich satysfakcjonujące [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum