[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Refleksyjny nastrój Beatrice przerwało lekkie pukanie do drzwi.To byłaTilly.- Przepraszam, że przeszkadzam, proszę pani, ale przed chwilą przyszłalady Blanche z matką.Czy mam je poprosić do biura? Czy zawołać tuDagmar?- Oczywiście, Tilly.Poproś je na górę i zawołaj Dagmar.Beatrice włożyła list od siostry do szuflady.Przypudrowała nos,poprawiła tuszem rzęsy, nałożyła odrobinę różu na policzki.Kiedy drzwi sięotworzyły, wstała z uśmiechem, wyciągając rękę.- Dzień dobry, lady Blanche, jak miło znowu panią widzieć.Czy napijesię pani herbaty?RS 70Cyril narzucił jej etolę na ramiona.- Jesteś pewna, że Jack nie będzie miał nic przeciwko temu?Taksówka czekała na nich przy krawężniku przed domem Maddoxów naUpper Brook Street.Było wczesne lato i dopiero przed chwilą zapalonouliczne latarnie.- Na Boga, oczywiście, że nie.Lubi, jak jestem czymś zajęta i nawet jakdobrze się bawię, kiedy jego nie ma w domu.- Ale oczywiście całkowicie bezpiecznie?- Coś w tym rodzaju.- Beatrice wsunęła swoją dłoń w jego.- Wieszprzecież, jak Jack nie lubi spotkań towarzyskich, prawie nimi pogardza.Uważa, że tam się tylko złośliwie plotkuje.- Ale jakże moglibyśmy się bez tego obejść, moja droga?- Dokładnie to samo próbowałam wyjaśnić Jackowi.W czasie pracyuśmiecham się słodko i miło nawet do najnudniejszych klientek.Wiem, toważne dla biznesu, od tego jestem zależna.Potrafię nawet z całą powagązastanawiać się wraz z nimi, kto je  oblecze nudą najbliższej nocy", jakmawia jedna z nich.Cyril zaśmiał się.- Rzadko ci się zdarza patrzeć na świat z humorem.Postaraj się to robićczęściej.Odrobinę rozgoryczona wygładziła delikatnie fałdy jedwabnej sukni,sprawdzając, czy dobrze się układają i czy materiał się nie gniecie.- Przepraszam, Cyrilu.Widzisz, chodzi o to, że rzadko mogę mówić oswojej pracy z Jackiem.Szczególnie ostatnio.Jack traktuje bardzo lekko to,czym ja się zajmuję, w porównaniu z tym, co sam robi.Poza tym martwięsię o Evie i bardzo mi brakuje rozmów z nią.Głos jej się załamał.- Tak.Myślę, że w świecie Jacka rozmowy o sprawach błahych sąniedopuszczalne.Jack nie uznaje subtelności ani żadnych drobnychwzruszeń.W jego klubie mówi się niewątpliwie tylko o rzeczach wielkich, iobchodzi go tylko to.Nawet w panującym w samochodzie półmroku Cyril mógł dostrzec twarzBei.Beatrice była zła, gotowa bronić Jacka.Wysunęła rękę z jego dłoni.- Teraz moja kolej, żeby powiedzieć przepraszam, Bea.Po prostu irytujemnie, kiedy ludzie lekceważą naszą pracę, mówią o niej jak o czymśRS 71bezwartościowym i niepotrzebnym.Cóż złego w pomaganiu ludziom, żebywyglądali najlepiej jak tylko można? Co złego w tym, że o swoimwyglądzie myślą raczej ludzie bogaci niż biedni? Zainspirować da siękażdego.Wiadomo, że ubożsi patrzą na zamożniejszych i na swój sposóbpróbują brać z nich przykład.Bea uśmiechnęła się do niego.- Problem polega na tym, Cyrilu, że czasami wydaje mi się, iż to właśnieJack ma rację.Taksówka zatrzymała się na Eaton Square przed wysokim budynkiemzdobionym stiukami.- Zastanawiam się, czy ona go widziała.Może nawet rozmawiała z nim -ekscytowała się Beryl.- Słyszałam, jak hrabina mówiła do pani Bei, żebybyła pewna, że przybędzie wieczorem wcześniej niż on.A potem kaszlnęłaznacząco i mrugnęła porozumiewawczo.Niby żeby pani Bea nic niemówiła.Beryl wskazała palcem na odpowiedni ustęp w gazecie, w kronicetowarzyskiej.- Może pani Bea nawet z nim tańczyła.- Nie sądzę, Beryl.Tańczy się tylko na balach, a to było po prostuspotkanie.- Elsie pochyliła się, by zajrzeć przez ramię koleżanki do kronikitowarzyskiej.- Jeśli jednak jego narzeczona naprawdę tam była, możliwe,że pani Bea z nią rozmawiała.- Wyprostowała się i klasnęła w dłonie.- Imoże będziemy coś dla niej szyły.- Z tego, co się mówi, to zupełnie nieprawdopodobne, powinnaś o tymwiedzieć, Beryl, skoro tak gorliwie studiujesz kronikę towarzyską - ostrymgłosem wtrąciła pani Palmer.- Ta pani musiała wyjechać.A terazwszystkie, zamiast plotkować, bierzcie się szybko do roboty.- Głupia krowa - mruknęła Beryl, wrzucając gazetę do kosza na śmiecie.Na górze Beatrice starała się dodzwonić do Cardiff.Kiedy już jej się toprawie udało, okazało się, że linia jest uszkodzona.Było słabo słychać iciągle coś przerywało rozmowę.- Przepraszam, kochanie, że ci przeszkadzam w pracy, ale Leonard iPenelope zapraszają nas na kolację na niedzielę i chcą, żebyśmy od razu daliim odpowiedz, czy będziemy mogli przyjść, ponieważ dzisiaj wybierają sięna kilka dni do jakiegoś centrum turystycznego.Nie, piesza wędrówka, takto nazwali.Powiedz, czy będziesz w niedzielę w Londynie, czy też znowuRS 72planujesz jakiś wyjazd?- W poniedziałek muszę być w Szkocji, to ważne.Pozwól mi sięzastanowić.Myślę, że będę mógł pojechać sypialnym z King's Cross.Pociąg odjeżdża o północy, a z Gower Street łatwo dostanę się na dworzec.Zgoda, czemu nie? Już naprawdę od bardzo dawna nie widzieliśmy sięwszyscy dłużej niż cztery godziny.Myślę, że będzie miło, jeśli sięzobaczymy.- Tak - powiedziała z wahaniem Bea.Stanowczo wolała lunch w ścisłymgronie rodzinnym, czyli z dziećmi i Jackiem, niż siedzenie w jadalniGolderów.Panowała tam na ogół sztywna atmosfera, a ciszę przerywały odczasu do czasu krótkie, wymuszone wybuchy śmiechu, kiedy Leonardopowiadał którąś ze swoich krótkich, dowcipnych historyjek.Bardzo lubiłje opowiadać, co ograniczało możliwość poważnej rozmowy, którą możnaby prowadzić, skoro dzieci były nieobecne.- Dobrze, w takim razie powiem Penelope, żeby nas oczekiwali.- Muszę już wracać do pracy - zakończył Jack.- Ucałowania dlawszystkich,.Do zobaczenia w piątek wieczorem.Odłożył słuchawkę, zanim Bea miała czas coś dodać.Siedziała minutę lub dwie w pogrążona w ponurych myślach.Toniezupełnie było tak, że Jack unikał uczestniczenia w pewnych sprawach,które dla niej były ważne - wina leżała także po jej stronie.Ostatnio dośćczęsto robiła mu wymówki i nie towarzyszyła na wizytach u Leonarda iPenelope lub u jego śmiertelnie poważnych i nudnych, polityku-jącychprzyjaciół.Nawet kiedy żartowali, zdawała się zupełnie ich nie rozumieć.%7ładne z nich, ani ona, ani Jack, nie wypowiedziało tego głośno, ale Beatricebyła pewna, że on również czuje, iż specyfika ich małżeństwa sprawia, żedrogi obojga coraz bardziej się rozchodzą, a oni oddalają się od siebie.Rzeczywiście, to wspaniały pomysł, żeby odwiedzić Penelope i Leonarda wniedzielę, pomyślała z gorzką ironią.Przyszło jej do głowy, że Golderowiepewnie zaprosili jeszcze kogoś.Jeśli tak, to pewnie też takich, co to lubiąrozprawiać o polityce.Chociaż z rozmowy z Penelope nie wynikało, żebyktoś poza nimi miał być na kolacji.No cóż, zawsze może skierowaćrozmowę na ich wakacje na Bałkanach.Leonard robił tam dużo zdjęć,trzeba będzie nawiązać do tego.Penelope na pewno będzie chciaławypróbować nowe przepisy kulinarne, które wyłudziła od tamtejszychwieśniaków.Beatrice uśmiechnęła się do siebie.To spotkanie mogło byćRS 73naprawdę interesujące.Tomowi i Clare pozwolono, by tego dnia wieczorem zjedli kolację zrodzicami [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum