[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Przez ten czas Antoine coraz częściej myślami był gdzie indziej.Niby był namiejscu, ale go nie było.W nocy wychodził, aby rozmawiać z krokodylami.Cowieczór powtarzał: Idę porozmawiać z krokodylami, muszą mnie wysłuchać, takjakby krokodyle mogły słuchać! Pewnego wieczoru udał się jak zwykle naspacer, wszedł do stawu, Pong pokazał mu, jak to robić, jak stanąć obok nich tak,żeby nie zostać pożartym.Zjadły go żywcem!Znów wybuchnęła płaczem i wyjęła chusteczkę z torebki.- Prawie nic z niego nie znaleziono.Jedynie zegarek wodoodporny, którydałam mu na Gwiazdkę, i buty.Josphine wyprostowała się i w pierwszej kolejności pomyślała odziewczynkach.- Dziewczynki nie mogą się dowiedzieć - powiedziała do Mylene.- Hortenseza tydzień zdaje maturę, a Zo jest taka wrażliwa.Powiem im to powoli.Powiem najpierw, że zniknął, że nie wiadomo, gdzie jest, a potem pewnego dniapowiem im prawdę.Poza wszystkim - ciągnęła, jakby mówiła do siebie - niepisał już do nich, nie dzwonił.Zaczął znikać z ich życia.Nie spytają mnie odrazu, co u niego słychać.powiem im potem.potem.nie wiem kiedy.najpierw powiem, że wyjechał na rekonesans odwiedzić inne tereny z myślą ozałożeniu kolejnych parków.a potem.no cóż, zobaczę.A potem.wszystko do niej wróciło.Dzień, w którym się spotkali.Gdy zobaczyła go po raz pierwszy, stałzagubiony na jednej z paryskich ulic, trzymał w ręce plan miasta i szukał drogi.Wzięła go za cudzoziemca.Podeszła i zapytała, wyraznie artykułując:  Czymogę panu pomóc?".Popatrzył na nią bezradnie i wyjaśnił:  Mam ważnespotkanie, spotkanie biznesowe, i boję się, że się spóznię.- To niedaleko,zaprowadzę pana" - powiedziała.Tego dnia była piękna pogoda, pierwszy dzieńlata w Paryżu, miała na sobie lekką sukienkę, właśnie zdała egzamin profesorskiz literatury.Chodziła z wysoko zadartym nosem.Doprowadziła go na miejsce izostawiła przed dużą bramą z lakierowanego drewna przy avenue de Frieland.Pocił się, otarł sobie twarz i zapytał z niepokojem:  Czy mogę się tak pokazać?".Roześmiała się i odparła:  Wygląda pan znakomicie".Podziękował jej wzrokiem zbitego psa.Dobrze pamiętała ten wzrok.Pomyślała sobie: To dobrze, oddałammu przysługę, przydałam się dziś na coś, wygląda tak żałośnie, biedny chłopak.Tak, pomyślała o nim, używając dokładnie tych słów.Zaproponował, żebyposzli się czegoś napić po jego spotkaniu,  jeżeli wszystko pójdzie dobrze,będziemy mogli oblać moją nową pracę, w przeciwnym razie będzie mnie panipocieszać".Uznała to zaproszenie za trochę niezręczne, ale się zgodziła.Pamiętam dobrze, że się zgodziłam, bo się go nie bałam, bo była piękna pogoda,bo nie miałam nic do roboty i chciałam go chronić.Wydawał mi się nie naswoim miejscu w tym zbyt dużym dla niego mieście, zbyt szerokim garniturze, zplanem miasta, którym nie umiał się posługiwać, i strużkami potu spływającymido oczu.Czekając na ponowne spotkanie, poszła przespacerować się po PolachElizejskich, kupiła loda waniliowo-czekoladowego i szminkę.Wróciła po niegopod bramę z lakierowanego drewna.Tym razem spotkała się z człowiekiempełnym zapału, pewnym siebie, niemal władczym.Zastanawiała się, czyidealizowała go podczas spaceru czy też zle go postrzegała za pierwszym razem.Zobaczyła go z innej strony, był męski, uspokajający, dowcipny. Poszło jak pomaśle - powiedział - przyjęli mnie!" Zaprosił ją na kolację.Przez cały posiłekmówili o jego nowej pracy, będzie robił to, będzie robił tamto, słuchała go imiała ochotę pójść na całość.Był taki uspokajający, taki uroczy.Pózniej zaczęłasię zastanawiać, z ilu stron można postrzegać tę samą osobę i która strona jestwłaściwa.I czy uczucie, którym darzy się daną osobę, zmienia się w zależnościod strony.Czy gdyby zaprosił ją na kolację wtedy, gdy był zagubiony,przestraszony, spocony, zgodziłaby się? Chyba nie - przyznała szczerze.-%7łyczyłabym mu szczęścia i poszłabym sobie, nie oglądając się za siebie.Odczego więc zależą początki uczucia? Od przelotnego, chwiejnego, zmiennegowrażenia? Od tej zmieniającej się strony, która ustępuje iluzji i przez jej pryzmatwidzi się daną osobę? Dzień, w którym poprosił ją o rękę, był dniem władczym imęskim.Powiedziała  tak".Nurtowało ją to długo na początku małżeństwa, tymbardziej że strona, od której pokazywał jej się Antoine, często się zmieniała.Dzisiaj nie ma już stron.Antoine nie żyje.Pozostał mi jedynie obrazmężczyzny o niewyraznych konturach, ale mężczyzny miłego i łagodnego.Możepotrzebna mu była inna żona niż ja.- Co pani teraz zrobi? - spytała Josphine.- Waham się.Może wyjadę do Chin.Nie wiem, esy dziewczynki pani mówiły,ale założyłam tam firmę.- Opowiadały mi.- Chyba tam pojadę, mogłabym zarobić niezłe pieniądze. W jej oczach pojawił się nowy błysk.Czuło się, że myśli o swoich projektach,zamówieniach, przyszłych zyskach.- Powinna pani w każdym razie spróbować, dzięki temu będzie pani myśleć oczymś innym.- W sumie nie mam wyboru.Nie mam już nic, oddałam wszystkieoszczędności Antoine owi.Och! Aleja o nic pani nie proszę! Nie chciałabym,żeby pani myślała, że po to przyszłam.Josphine niepostrzeżenie się cofnęła, gdy Mylene wspomniała o pieniądzach.Przez ułamek sekundy myślała: Przyszła prosić mnie o zwrot długów Antoine'a.Widząc łagodny i smutny wzrok Mylene, miała sobie za złe, że tak pomyślała, istarała się to nadrobić.- Mój ojczym handluje z Chińczykami.Mogłaby pani się z nim spotkać, możeby pani coś doradził.- Już posłużyłam się jego nazwiskiem, aby skontaktować się z pewnymadwokatem - zaczerwieniła się Mylene.Chwilę milczała, bawiąc się uchem od torebki.- To prawda, że dobrze byłoby, gdybym mogła się z nim spotkać.Josphine zapisała adres i telefon Szefa na kawałku kartki i podała jej.- Może pani mu powiedzieć, że to ja panią przysyłam.Lubiliśmy się zMarcelem.Zmiesznie było nazywać go Marcel.On też pokazywał inną stronę,zmieniwszy imię.Jej zadumę przerwał tupot na schodach, hałas otwieranych na oścież drzwi iwpadła czerwona zdyszana Zoć.Stanęła jak wryta na widok Mylene.Patrzyła naprzemian na matkę i na Mylene, zastanawiając się: co ona tutaj robi?- A tata? - zapytała natychmiast, nie mówiąc Mylene dzień dobry ani niecałując.- Nie przyjechał z tobą?Stanęła obok matki i objęła ją w pasie.- Mylene właśnie mi opowiadała, że ojciec wyjechał na rekonesans w głąbkraju [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum