[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Kto spuścił płyn hamulcowy? Zdaniem policji jacyś chuligani w Porcie. A twoim zdaniem?Według mnie, to była sprawka tego, kto wepchnął Bernarda pod Bertę Krupnik,pomyślałam. Nie mam zielonego pojęcia, Murray. Vic, uwierzyłbym, gdybym to usłyszał od kogokolwiek innego.Zalazłaś komuś zaskórę i spreparował ci samochód.Tylko kto?Zamknęłam oczy. To mógłby być Mallory.On nie chce, żebym wtrącała się do sprawy Kelvina. Ktoś z Portu. Jestem inwalidką, Murray. Ktoś powiązany z Kelvinem. Bez komentarza. Zacznę cię śledzić, Vic.Chcę zobaczyć, jak to się dzieje, zanim się zdarzy.  Murray, jeśli się stąd nie wyniesiesz, naślę na ciebie tutejsze pielęgniarki.W tymszpitalu to bardzo złośliwe plemię.Roześmiał się i wykonał gest, jakby chciał poczochrać mi włosy. Wracaj do zdrowia, Vic.Będzie mi cię brakowało, jeśli przeskoczysz w swoje dziewiątewcielenie.Dla samej rozrywki zamierzam pogadać z tym czerwonym na twarzy strażnikiemz Trójstanowej.Otworzyłam oczy. Jeśli czegoś się dogrzebiesz, radzę ci dać mi znać. Przeczytasz o tym w  Herold Star.Roześmiał się i wyszedł, zanim zdążyłam z kąśliwą ripostą.Po jego wyjściu zapadła cisza.Uniosłam głowę z łóżka i z niemałym trudem przesunęłamnocny stolik tak, by móc na nim pisać.Nigdy dotąd nie miałam kontuzji ramienia i było dlamnie szokiem, jak trudno sobie radzić z jedną ręką.Nagle przypomniałam sobie, żesamochodu też nie mam.Zadzwoniłam do swojego agenta ubezpieczeniowego, żebyzameldować mu o wypadku.Miałam nadzieję, że moja polisa uwzględniała akty wandalizmu.Pobazgrałam trochę na kartce taniego szpitalnego papieru.Frachtowiec w sztormie.Parękrokodyli.Właściwie to ktokolwiek mógł uszkodzić mój wóz.Phillips wiedział, że jestem wPorcie.Widział mnie przy biurze Gwiazdy Polarnej.Mógł o tym wspomnieć Grafalkowi lubkomuś z jego personelu, choćby dyspozytorowi.Dodałam kilka spanikowanych rybek i rekina z rzędami strasznych kłów, zdobiącychszczęki zdolne przełknąć statek.Wszyscy z Lucelli wiedzieli, że tam byłam.Bledsoe również.Najgorsze, że Bledsoe całował tak dobrze.Czy ktoś, kto potrafił się tak całować mógł byćdraniem, który posyła mój wóz na złom? A jednak w maszynowni Lucelli mieli kompletnysklepik z narzędziami.Sheridan czy Winstein.Bemis nawet.mogliby zatroszczyć się o mójsamochód, podczas gdy Bledsoe raczył mnie kolacją.A wezmy Phillipsa.Reagował osobliwie, ilekroć się do niego zwracałam.Być możepokochał mnie z miejsca i nie wiedział, jak mi o swojej miłości powiedzieć.Nie wydawało misię to jednak prawdopodobne.No i pokłócił się z Dum-Dum o kontrakty na dzień przedwypadkiem.Narysowałam kółko i strzechę włosów nad nim.To miał być Phillips.Złożyłam autograf,na wypadek gdyby któraś z sióstr zechciała uchronić ten rysunek dla swych wnuków.Naprawdę powinnam rozmówić się z nimi wszystkimi.Z Grafalkiem, Phillipsem, Bemisem,Sheridanem, Bledsoe.I to wkrótce.Przyjrzałam się nienawistnie swojemu lewemu ramieniu.Nie mogłam wiele zdziałaćleżąc przytroczona do wyciągu.A te kontrakty frachtowe Eudory? Ktoś uratował mojąpłócienną torbę z wraku lynxa.Leżała teraz na niższej półce nocnego stolika.Obniżyłam łóżko i wysunęłam rękę jak najdalej w bok, żeby wyłowić z torby kalendarz,podniosłam łóżko ponownie i zaczęłam uporczywie przyglądać się datom zakreślonym napierwszej stronie.Ja w swoim służbowym kalendarzu rejestruję pierwsze dni okresu, biorąc jew kółka.Ale mojemu kuzynowi zapewne nie chodziło o nic podobnego.Uśmiechnęłam się,wyobrażając sobie reakcję Dum-Dum na takie przypuszczenie. Te daty nie mogły się odnosić do cyklu miesięcznego Dum-Dum, ale być może miały cośwspólnego z jakimś innym cyklem.Przepisałam je wszystkie na osobną kartkę.Niektóredzieliły od siebie dwa dni, inne siedemnaście, jedenaście, pięć.same liczby niepodzielne.znowu dwa.Rozpoczynały się w końcu marca, kończyły w listopadzie, by powrócić wkwietniu.Pokrywały się zatem z sezonem frachtowym na Wielkich Jeziorach.Sezon zaczynał się uschyłku marca lub w pierwszych dniach kwietnia, a kończył się około Nowego Roku, gdy nawyższych jeziorach gromadziła się kra zbyt gruba, by ktokolwiek chciał ryzykować rozbicie onią statku.Firma Ziarno Eudory pracowała jak rok długi, rzecz jasna.Ale transportem wodnymmogli się zajmować jedynie przez dziewięć miesięcy.Tak więc zarzut wobec Phillipsa musiałdotyczyć kontraktów frachtowych.Tylko czego dokładnie?Ból głowy stał się intensywniejszy.Popiłam trochę wody i opuściłam podgłówek, bytrochę odetchnąć.Zdrzemnęłam się przez chwilę.Kiedy się obudziłam, jakiś młodymężczyzna siedział na krześle dla gości.Wpatrywał się we mnie niespokojnie.Jegowygolona, krągła twarz ze złamanym nosem i brązowe szczenięce oczy wydawały mi sięskądś znajome.Zebrałam myśli. Pierre Bouchard! Jakże miło cię widzieć.Myron mówił mi, że przyjechałeś.Uśmiechnął się i to uczyniło go znacznie podobniejszym do siebie.Nigdy go niewidziałam z Dum-Dum inaczej aniżeli roześmianego. No tak [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum