[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W weekend, który właśnie się zaczął,jezdziły co godzinę.- Wsiadajcie, podwiozę was - zaproponował Brian.- Nie zawracaj sobie nami głowy - powiedziała Vanessa.- Poczekamy na następny.- Godzinę? - Bethy skrzywiła się.- To bez sensu - orzekł Brian, wysiadł z samochodu i otworzył tylne drzwi.- Niezapraszam \adnej z was na przednie siedzenie, bo same widzicie.Obie zajrzały do środka, \eby się dowiedzieć, co jest nie tak z przednim siedzeniem.Właściwie nic nie było nie tak, poza tym, \e go nie było.- To najświe\szy trend? - spytała Bethy, wskakując do samochodu.- Sportowe wozybez siedzeń dla pasa\era?Vanessa zawahała się, ale po chwili siedziała ju\ obok przyjaciółki.- Miałem wczoraj wyjątkowego pasa\era - powiedział Brian.- Gęś.- Gęś? - zdziwiła się Vanessa.- Nie słyszałaś, \e przedwczoraj do schroniska trafiła gęś?To od niego dowiedziała się, \e schronisko dla zwierząt, w którym pracował jakowolontariusz, potrzebuje rąk do pomocy. - Nie, ostatnio byłam tam we wtorek i \adnej gęsi jeszcze nie było.- W środę przywiezli tam zagłodzoną gęś i wczoraj musiałem ją zawiezć doweterynarza - wyjaśnił.- Nie miałem sumienia pakować jej do klatki.Pomyśłałem, \e jeśliusiądzie obok mnie, mniej się zestresuje.- I co? - spytała Bethy.- Nie wiem, czy się zestresowała, czy nie, ale zapaskudziła mi siedzenie.Musiałem jewyjąć i wyczyścić na mokro.Jeszcze nie zdą\yło wyschnąć.- Prawdziwy z ciebie przyjaciel zwierząt - zauwa\yła Vanessa.Powiedziała to \artobliwym tonem, ale zdawała sobie sprawę, \e Brian rzeczywiścieprzejmuje się losem skrzywdzonych zwierząt.Był naprawdę wartościowym chłopakiem.Dlaczego nie mogła zakochać się właśnie w nim? Dlaczego tak głupio ulokowała swojeuczucia?Brian zadecydował, \e najpierw podwiezie Bethy, a potem Vanessę - tak było bardziejpo drodze.Kiedy podje\d\ał pod dom Bethy, ta złapała się za głowę.- O rany!- Co się stało? - zaniepokoiła się Vanessa.- Zapomniałam ci powiedzieć, \e nici z jutrzejszego kina.Moja babcia ma urodziny igłupio by mi było się wykręcić.Wiesz, jaką wagę przywiązuje się we włoskich rodzinach dotego typu imprez?Przed kilkoma dniami umówiły się, \e w sobotę wybiorą się na najnowszy film ClintaEastwooda.- Jasne - rzuciła Vanessa.- Nie przejmuj się, pójdziemy w przyszłym tygodniu.- W przyszłym tygodniu wyje\d\am z rodzicami.Mówiłam ci o chrzcinach mojejsiostrzenicy.- No tak.Więc się wybierzemy w jeszcze następnym tygodniu.- A nie mogłybyśmy pójść na weselszy film? - spytała Bethy.Brian zaparkował ju\przed jej domem, otworzyła więc drzwi.- Nie gniewaj się, ale nie przepadam za wojennymifilmami.- Okej.Pójdę z tatą.On je uwielbia.- Zwietnie.A my się wybierzemy na jakąś komedię - ucieszyła się Bethy.- Pa, doponiedziałku.Dzięki, Brian, za podwiezienie.Kiedy Bethy wysiadła, Vanessa była bardzo zadowolona, \e okazał się takwspaniałomyślny wobec gęsi.Nie czułaby się dobrze z przodu.Wspomnienia, jak jezdziła na siedzeniu pasa\era koło Connora, były jeszcze na tyle świe\e, \e nie chciałaby siadać obok ja-kiegokolwiek innego chłopaka, nawet gdyby - tak jak Brian - był tylko dobrym kolegą.- Na co się wybierałyście? - spytał.- Na Sztandar chwały.- Twój tata lubi wojenne filmy? - spytał Brian.- To chyba dotyczy wszystkich facetów - odparła.- Niekoniecznie.Ja za nimi nie przepadam.Mo\e to mało męskie, ale zle znoszę krewna ekranie.- To tak jak ja.Chcę obejrzeć Sztandar chwały, bo zale\y mi na tym, \eby nieprzegapić \adnego filmu Eastwooda.- Podobnie jest ze mną - rzekł Brian.- Więc pójdziesz z ojcem.- Skąd! - rzuciła Vanessa, nie podejrzewając, \e za jego pytaniem mo\e się coś kryć.-Mój tata chętnie ogląda wojenne filmy, ale ze swego fotela.Nigdy nie daje się wyciągnąć dokina.Powiedziałam tak Bethy, \eby nie czuła się wobec mnie winna.- Aha, rozumiem.- Brian podjechał pod jej dom, zatrzymał się i zgasił silnik.-Słuchaj, a mo\e poszlibyśmy razem?Vanessa zawahała się.Nigdy jeszcze nie była w kinie sama, a koniecznie chciałazobaczy Sztandar chwały.Co więcej, wiedziała, \e film grają w kinach ju\ od kilku tygodni ijeśli się nie pośpieszy, to go zdejmą z ekranów i będzie musiała czekać, a\ uka\e się na DVD.Z drugiej strony, pamiętała, czym się skończyło umawianie się z Brianem, i nie chciaładopuścić, \eby sytuacja się powtórzyła.Brian odwrócił się i uwa\nie przyjrzał Vanessie.Domyślił się, skąd jej wątpliwości.- Jest film, który oboje chcemy obejrzeć.Ty nie masz z kim iść.Ja te\ - powiedział.-Dlaczego nie mielibyśmy się wybrać do kina razem? Zamierzałaś iść z kole\anką, więcczemu nie mo\esz pójść z kolegą?W jego głosie i oczach była szczerość.Uwierzyła, \e to, co mówił, nie byłozakamuflowaną próbą umówienia się z nią na randkę.- Masz rację - przyznała.- To całkiem dobry pomysł.- Sprawdzę w Internecie, o której są seanse, i zadzwonię do ciebie - obiecał.- Fajnie - powiedziała, wysiadając z samochodu.- Dzięki, \e mnie podwiozłeś.- Nie ma za co.Mieszkasz tak blisko, \e zawsze mo\esz ze mną wracać.Vanessa trochę się zaniepokoiła tą propozycją.- Hej, nie patrz tak na mnie! - zawołał i uśmiechnął się.- To tylko kole\eńskaprzysługa, a nie próba zarwania dziewczyny.- Za bardzo się cieszę, \e znów się przyjaznimy, \ebym chciał to psuć.no wiesz czym.- Wiem.Jakimiś babsko - męskimi sprawami.- Ona te\ się roześmiała.- Otó\ to.- Ja myślę dokładnie tak samo.Jeszcze raz dzięki za podrzucenie.Będę czekać na twójtelefon.Cześć - powiedziała i ju\ chciała odejść, ale Brian ją zatrzymał.- A skoro ju\ mowa o damsko - męskich sprawach, to nie wiem, jak to się stało, \edopiero niedawno zauwa\yłem, \e Bethy jest taką fajną dziewczyną.Vanessa przechyliła głowę i przyjrzała mu się filuternie.Właśnie się przyznał, \epodoba mu się jej przyjaciółka.Bethy będzie zachwycona, kiedy się o tym dowie.Vanessa wiedziała, \e jejprzyjaciółka do niego wzdycha i uwa\a go za najatrakcyjniejszego chłopaka w szkole.- Pogadamy o tym jutro - rzuciła, pomachała mu na po\egnanie i poszła do domu. 15Sztandar chwały nale\y do tych filmów, po obejrzeniu których ludzie opuszczają salękinową w ciszy i zadumie.Vanessa i Brian, idąc w takiej milczącej grupie, weszli wprost natłum hałaśliwych widzów, wylewający się z sali, w której wyświetlano komedię z EddiemMurphym.Vanessa skrzywiła się lekko na ich widok, nie dlatego, \e miała coś przeciwkokomediom, lecz dlatego, \e rubaszność tamtych burzyła jej refleksyjny nastrój.Nagle coś przyciągnęło jej uwagę.W rozbawionym tłumie mignęła jej znajoma głowa.Widziała tylko jej tył, i to przez ułamek sekundy, ale była pewna, \e się nie myli.PozaClaudią nie znała nikogo o tak intensywnej ciemnorudej - prawie kasztanowej - barwiewłosów.Zaczęła iść szybciej, \eby się upewnić.Burza rudych loków mignęła jej po raz drugi.Vanessa jeszcze bardziej przyśpieszyła kroku i wtedy rozpoznała nie tylko włosyClaudii, ale i jej drobną sylwetkę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum