[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pierwszy widok, jaki ukazał się twoim oczom, kiedy spoglądałeś zewzgórza w wieczór swojego przybycia, powinieneś był natychmiastrozpoznać! Nie granice ogrodu wielkiego pana, ale wielkiej pani Rzymu.Nic innego jak ogrody obok Pola Watykańskiego, nazwane tak odcesarskich pań, szczególnie zaś ogrody cesarzowej Domicji, której samoimię zawiera rdzeń słowa dominium!To właśnie to miejsce, teren nad rzeką, będący teraz publicznymparkiem, gdzie pochowano biednych i bogatych, a nawetprzewodzącego chrześcijanom Piotra, powitało mnie, kiedy przybyłemdo Rzymu, ale nie zwróciłem uwagi na wskazówki.Grób, którego odmiesięcy szukam, znajduje się właśnie tam.Teraz wszystko zaczyna mieć sens: wiersz, który Kleopatra Mniejsza widziała w tamtym męskimlupanarze, mówiący, że Antinous jest jedynie cieniem i prochem /niedaleko miejsce, gdzie podążając rydwanem Heliosa / Hadrian umknąłprzed śmiertelnością.Dlaczego o tym nie pomyślałem? Majestatycznygrobowiec Hadria-na na Polu Watykańskim, położony w ogrodachcesarzowej Domiq'i, zwieńczający dach rydwan z brązu Słońca-Heliosa,wszystko to oznacza imię i rolę cesarza.Ta kwadryga górująca nadmauzoleum wskazuje na ucieczkę ku wieczności, i czyż całego terenuWatykanu nie zwą Egiptem? Być może o to właśnie chodziłostrażnikowi Dwóch Wawrzynów, kiedy wyrażał swoje zdziwienie.GróbAntinousa - owo memoria Antinoi - jeśli nadal istnieje, znajduje sięniedaleko grobowca Hadriana.I nic mnie nie powstrzyma przedwyjściem z domu w środku nocy, żeby się o tym przekonać.7 września, czwartek (9 Toł)Prefekt miał odciśniętą na policzku poduszkę i na wpół ubrany mamrotałpod nosem jakieś słowa od drzwi swojej sypialni.404- Mam nadzieję, że to coś naprawdę bardzo ważnego, trybunieSpartianusie - rzucił głośniej, co brzmiało jak za-woalowana wersja zdania Co za łajdak śmie zawracać mi głowę o tej porze?", wykrzykiwanegochwilę wcześniej do sekretarza.Usłyszawszy prośbę Eliusza, zrobił minę,jakby się wahał między wybuchem wściekłości a ziewnięciem.-Rób, cochcesz.Zresztą zawsze to robisz.Ja wracam do łóżka - oświadczył.Za miejską bramą most Hadriana lśnił nad stęchłą głębią łożyska rzeki. Plusk wody opływającej filary oraz dalekie kląskania słowików z cesarskichogrodów dotarły do uszu Eliusza, kiedy zatrzymał się ze swoimiżołnierzami po tej stronie mostu.Po drugiej stronie, w nocnym powietrzu,bieliła się ogromna bryła mauzoleum, a niedaleko stały dwa równie jasnebezimienne grobowce, które tyle razy widział: ten będący miniaturową kopiącesarskiego grobu oraz marmurowa piramida przy rozstaju, obokrozsypującego się mostu Nerona.Wszystko sprowadzało się już tylko dodecyzji, który otworzyć pierwszy, i Eliusz wybrał piramidę, jedynie zewzględu na doskonałą zbieżność jej położenia z via Cornelia, zbudowanąprzez Hadriana celem połączenia jego mauzoleum z Polem Watykańskim.Wtaką pogodną noc można było przeprowadzić idealną linię prostą od szczytupiramidy, wysokiej niemal na sto stóp, do pozłacanego rydwanu,usytuowanego jeszcze wyżej, już jakby zagubionego pośród gwiazd.W ścianach piramidy nie znalezli żadnych drzwi, natomiast w połowiewysokości ściany południowej, tej skierowanej ku drodze, zauważyliwgłębienie, wyglądające z dołu jak okno - służyło zapewne jako wyjście dlabrygady405budowniczych po ostatecznym zamurowaniu otworu wejściowego napoziomie gruntu.Oparto drabinę o marmurową ścianę i cieśla wdrapał sięna nią.Wkrótce zawołał, że dotarł do prostokątnego wejścia, rozmiarówjednego z marmurowych bloków, zamkniętego pokrywą z brązu.Minęłoprzeszło pół godziny, nim zdołano sforsować zamek i zniecierpliwionyEliusz mógł wreszcie zająć miejsce robotnika na szczycie drabiny.Płomieńlampy, kiedy przysunął ją do otworu, zadrgał od podmuchu wilgotnegozimnego powietrza.Eliusz zobaczył opadający lekko korytarz, najwyrazniej ciągnący się do wnętrza piramidy, szeroki ledwie na tyle, by dorosłymężczyzna mógł się przezeń przecisnąć.chyba że niżej jeszcze się zwężał.Poruszanie się głową do przodu mogło oznaczać utknięcie w śmiertelnejpułapce albo rozbicie czaszki na końcu korytarza.Przewiązawszy się wpasie liną, Eliusz wybrał drugą możliwość i zaczął się opuszczać nogami doprzodu, by mieć swobodne ręce, na wypadek gdyby musiano go stamtądwyciągać.Nagle korytarz opadł gwałtownie.Przeciął już warstwę marmuru i biegłprzez betonowy rdzeń budowli, co działało trochę hamująco, ale i tak Eliuszzsuwał się o wiele za szybko, na dodatek im niżej, tym robiło się ciaśniej [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

?>