[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Choćby pragnąłtego nie wiadomo jak bardzo. Nawet gdyby wspomniana córka gotowa byłaaktywnie współpracować?  spytała cierpko. A sko-ro już poruszyłeś ten temat, chcę, żebyś wiedział, żebiorę na siebie całą odpowiedzialność za to, cowydarzyło się na farmie.Ale to był tylko wypadek.Odosobniony.I dla powodów, które znasz równiedobrze, jak ja, Dominiku Seymour, nie powtórzy sięon więcej.Nabożeństwo było, jak zawsze, piękne.W sta-rym kościele migotały świece.Wszyscy zgroma-dzeni głośno śpiewali kolędy, które intonowalichłopcy z chóru. Podobało mi się  przyznał Nick, kiedy szli dodomu.308 Cassie przypomniała sobie poprzednią wizytęNicka w kościele i nic nie powiedziała. O co chodzi?  spytał po chwili. Myślałam o ślubie Julii. Oczywiście, z niewielką przyjemnością. Cała radość tamtego dnia, cała praca mojejmamy, szczęście Julii.Wszystko zmarnowane! I mnie za to winisz.Pokręciła głową.Zadrżała, a Nick przyspieszyłkroku. Nie  powiedziała. Przynajmniej nie teraz.Po ich rozstaniu byłam wściekła na wszystkichSeymourów.Na ciebie za to, że byłeś w niewłaś-ciwym miejscu w niewłaściwym czasie.Na Maxaza to, że był tak patologicznie zazdrosny i potrafiłuwierzyć, że Julia mogłaby być mu niewierna.Znalezli się pod drzewami otaczającymi domLovellów.Nick zatrzymał się.Popatrzył na Cassie. Ale nigdy nie rozwiódł się z nią, prawda? Prawda. I miał jej adres w swoim notatniku.Wzruszyła ramionami. Może chciał przyłapać Julię z kochankiem,żeby zdobyć rozwód? Ale nie miał szans.Julia jestkobietą dla jednego mężczyzny.Ona wciąż kochaMaxa. Założę się, że on też ją kocha  powiedziałz przekonaniem. Tylko jest tak cholernie dumnyi nieugięty, że nie potrafi zabiegać o czyjeś wzglę-dy.309  Tak jak Julia. Czy możemy coś z tym zrobić? Jeżeli Julianaprawdę go kocha, może powinniśmy powiedziećto Maxowi? Najlepiej się nie wtrącać.Nigdy nic nie wiado-mo.Może święta, które Alice spędzi z nami, po-zwolą przełamać lody. Miejmy nadzieję, że masz rację.Ale zanimwejdziemy do domu, odpowiedz mi na jedno pyta-nie, Cassie. Jakie? Zanim poszliśmy do kościoła, miałaś na mójtemat wyrobione zdanie.Ale gdybym był kimśinnym, nie Seymourem, nie bratem Maxa, czy nadalbyłabyś taka nieugięta?  Wpatrywał się w niąw napięciu.Spojrzała mu prosto w oczy. Nie  przyznała z ociąganiem.Nick chwycił jąw ramiona i pocałował. Wesołych świąt, Cassie  wyszeptał jej wprostdo ucha. Wesołych świąt, Nicku. Z trudem łapałaoddech.Okrążyli dom, starając się nie hałasować. Jestem zmęczona  szepnęła Cassie. Lepiejnie zbudzmy psów, bo zaczną szczekać, i dziew-czynki pomyślą, że przyjechał Zwięty Mikołaj i ko-niecznie będą chciały sprawdzić, czy przywiózł imprezenty. Myślisz, że Alice wciąż w niego wierzy?310  Oczywiście.Bo chce tego. Ostrożnie weszliprzez kuchenne drzwi do domu.Nick uśmiechnął się do niej szelmowsko. Chyba w tym roku i ja sam w niego uwierzę! ROZDZIAA DZIEWITYPierwszy dzień Bożego Narodzenia zaczął sięw domu Lovellów bardzo wcześnie.Emily odkryławypchaną podarkami skarpetę i natychmiast obu-dziła matkę.Wtedy zbudziła się również Alice.I odnalazła swoją skarpetę. No, trudno. Cassie ziewnęła szeroko. Chodz-my do Julii i Emily.Najpierw szlafrok.Po całusach i świątecznych życzeniach Cassiei Julia wskoczyły do łóżka.Między nimi Alicei Emily rozpakowywały prezenty.Julia przyglądałasię im wzrokiem tak pełnym tęsknoty, że Cassie niemogła tego wytrzymać. Zejdę na dół, wypuszczę psy  powiedziała. I naszykuję piec dla indyka.Do zobaczeniapózniej, dziewczynki.Kiedy na palcach mijała pokój gościnny, drzwisię otworzyły.Stanął w nich Nick. Jeszcze raz, wesołych świąt, Cassie  szepnął. Tobie także, Nicku.Mam nadzieję, że cię niezbudziłyśmy.312 Pokręcił głową. O której mam wstać?  zapytał, uśmiechającsię. O której zechcesz.Schodzę zrobić herbatę dlamamy i taty, a potem wrócę na górę, żeby się ubrać.Wypuściła psy, by wyhasały się w śniegu, włą-czyła piecyk, zrobiła herbatę, przygotowała tacę,wpuściła psy i dała im jeść i zaniosła tacę rodzicom. Ja wstawię indyka do piecyka  oświadczyłastanowczo  i przygotuję śniadanie.Dzisiaj nikt niedostanie jajek na bekonie. Ale może Nick  odezwała się nieśmiałomama. Nie dostanie!  powtórzyła twardo Cassie.Bill Lovell zaśmiał się głośno. Jak mają się dzisiaj moje maleństwa?  spytał. Zwietnie  odparła Cassie z uśmiechem i wy-szła.Pózniej, ubrana w dżinsy i szkarłatny sweter,z przewiązanymi wstążką włosami, Cassie zeszła dokuchni.Wstawiła indyka do piecyka i przy akom-paniamencie płynących z radia kolęd zaczęła na-krywać do śniadania.Nucąc pod nosem, robiłagrzanki i napełniła sokiem pomarańczowym ulubio-ny kryształowy dzbanek mamy. Jesteś bardzo radosna  powiedział Nick, sta-jąc w drzwiach. Jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, mamy BożeNarodzenie.W tym domu to bardzo popularneświęta.Nie widziałeś Julii i dziewczynek?313  Słyszałem jakieś straszne krzyki. Ubieranie Emily.Ona tego nie lubi.Potem wszyscy domownicy zebrali się przystole.Zniadanie minęło wśród śmiechu i żartów.Julii i Cassie udało się nawet zmusić matkę dopozostania przy stole.We dwie podały płatki namleku, grzanki z dżemem, sok owocowy, herbatęi kawę.Pozwoliły też, by Alice pomagała jeśćEmily.Pózniej, gdy indyk był już dobrze podpieczony,a warzywa czekały przygotowane, wszyscy prze-nieśli się pod choinkę, gdzie leżała góra podarków.Niedługo cały dywan usłany był strzępami koloro-wego papieru i wstążek.A ponad wszystkim unosiłysię radosne okrzyki dzieci.Były tam prezenty i kosztowne, i niedrogie, alewszystkie przyjmowano z taką samą radością [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum